Piłkarze uważali, że jest przereklamowany. A teraz? Ale im pokazał [PODSUMOWANIE KOLEJKI]

Na zewnątrz temperatura coraz niższa, ale na boiskach ekstraklasy wciąż jest gorąco. Od kilku tygodni zawodnicy ligowych drużyn nieco rozpieszczają kibiców serwując im wiele meczów pełnych emocji i dużej liczby goli. Swoje dorzucają również sędziowie, których decyzje wywołują czasami kontrowersje. W miniony weekend mogliśmy obejrzeć aż 25 bramek, żadnego bezbramkowego remisu i tylko dwa podziały punktów, zakończone wynikami 2-2 (Pogoń-Piast) i 3-3 (Termalica-Wisła). Znów zmienił się lider, pozmieniało się również w niższych rejonach tabeli, a rewelacje sezonu udowodniły, że wciąż znajdują się w bardzo wysokiej formie. Oto podsumowanie 17. kolejki Lotto Ekstraklasy.
Korona Kielce - Legia Warszawa 3:2 Korona Kielce - Legia Warszawa 3:2 PAWEŁ MAŁECKI

Mecz kolejki: Korona Kielce - Legia Warszawa

Mimo bardzo dobrej dyspozycji Korony, to Legia przed meczem była wskazywana jako faworyt. Mistrzowie Polski w ostatnich tygodniach prezentowali się coraz lepiej, przestali tracić punkty i zaczęli dominować na boisku. Widać było poprawę jakości gry po zmianie trenera.

Początek sobotniego meczu w Kielcach udowodnił słuszność powyższych słów. Już w 2. minucie Guilherme rozpoczął dynamiczny kontratak, zagrał piłkę do Kaspra Hamalainena, ten dośrodkował ją do Jarosława Niezgody, a młody napastnik nie miał problemów z umieszczeniem jej w siatce.

Jednak im dalej w mecz, tym Korona stwarzała coraz większe zagrożenie, co ostatecznie zakończyło się zdobyciem aż trzech bramek. Nawet gol Hamalainena i fenomenalne interwencje Arkadiusza Malarza nie uchroniły warszawiaków przed porażką.

Na boisku w Kielcach mogliśmy obejrzeć wszystko - gole, walkę, strzały w słupki i poprzeczki, świetne akcje indywidualne i kombinacyjne, a także wysoki kunszt obydwu bramkarzy. Jednym słowem - MECZYCHO.

Skrót spotkania kolejki można obejrzeć TUTAJ

Bohater kolejki: Gino Lettieri

Kiedy przychodził do Polski jedni byli tym bardzo zaskoczeni, drudzy go krytykowali, a jeszcze inni po prostu z niego kpili. Nie pomogły również sytuacje z początku sezonu, kiedy wyrzucił ze stołówki Miguela Palancę - który ostatecznie odszedł z klubu - tylko za to, że ten chodził w klapkach. 

Minęło jednak zaledwie kilka tygodni, a 50-latek przekonał do siebie i piłkarzy Korony, i kibiców, a także ekspertów. Włoch stworzył bardzo dobry, poukładany zespół, którego, wbrew wielkiemu chaosowi z początku sezonu, wielką zaletą jest zgranie i pozytywna atmosfera.

Piłkarze Korony na początku w pewien sposób odrzucili nowego trenera głównie ze względu na to, że ten wymagał od nich dyscypliny i ciężkiej pracy. Regularnie skarżyli się na metody treningowe Lettieriego, a niektórzy z nich grozili odejściem. To co złe jednak już minęło, a Korona zmieniła się w maszynkę do zdobywania punktów, która możliwościami fizycznymi przewyższa niemal każdy zespół w lidze.

- To efekt ciężkiej pracy. Ćwiczyliśmy mocno i czekaliśmy na wyniki. No i przyszły. W każdym momencie meczu widzimy, że mamy siły. Szczególnie w końcówkach. Normalnie organizm jest zmęczony, dokładność podań spada, a u nas spokój. Śmigamy, jak motorynki - mówi obrońca kieleckiego zespołu, Bartosz Rymaniak.

Remis z Górnikiem Zabrze i wygrane m.in. z Wisłą Kraków, Lechią Gdańsk, Śląskiem Wrocław i - ta ostatnia, sobotnia - z Legią Warszawa sprawiły, że Korona Kielce aktualnie zajmuje 3. miejsce w tabeli mając zaledwie 3 punkty straty do lidera. Śmiało już można więc nazwać drużynę Gino Lettieriego rewelacją obecnych rozgrywek.

Gol dla Górnika Zabrze Gol dla Górnika Zabrze Ekstraklasa.tv

Wpadka kolejki: Samobójcza bramka Piotra Wlazły

Takie bramki nie zdarzają się niemal w ogóle. Samobójcza bramka zdobyta po dwóch "próbach" w tej samej akcji, to niezwykle rzadkie zjawisko.

W spotkaniu Górnika Zabrze z Jagiellonią (3-1), przy drugiej bramce dla gospodarzy bardzo wydatnie pomógł Piotr Wlazło, który pokonał własnego bramkarza. Najpierw, po dośrodkowaniu Rafała Kurzawy, 28-latek skierował głową piłkę w kierunku własnej bramki, wówczas Marian Kelemen zdołał jednak obronić "uderzenie". Zrobił to jednak tak niefortunnie, że futbolówka ponownie trafiła we Wlazłę, a przy "dobitce" golkiper białostoczan nie miał już szans.

Samobójcze trafienie Piotra Wlazło można zobaczyć TUTAJ

Interwencja kolejki: Malarz zatrzymuje piłkę odbitą przez Astiza

Najbardziej przereklamowany bramkarz w Lotto Ekstraklasie? Arkadiusz Malarz. Tak przynajmniej w głosowaniu zdecydowali polscy ligowcy. 37-latek w sobotnim meczu z Koroną Kielce udowodnił jednak, że przereklamowany wcale nie jest, a pomimo swojego wieku wciąż potrafi zaskoczyć znakomitym refleksem i umiejętnościami, którymi może się poszczycić mało który golkiper w naszej lidze.

Koncert Malarza zaczął się jeszcze w pierwszym kwadransie gry, kiedy Cvijanović dośrodkował do Kaczarawy, a napastnik gospodarzy mocnym strzałem głową skierował piłkę w kierunku bramki Legii, gdzie na posterunku stał doświadczony bramkarz mistrzów Polski.

Później golkiper drużyny Romeo Jozaka w efektowny sposób zatrzymał jeszcze m.in. strzał Adnana Kovacevicia, ale największy kunszt udowodnił po sytuacji, w której po zagraniu jednego z zawodników Korony w pole karne Legii, piłkę nieudanie próbował zablokować Inaki Astiz, który zmienił kierunek jej lotu. Malarz najpierw odbił futbolówkę do góry, a po chwili z najwyższym trudem wygarnął ją spod nóg Soriano. 

Interwencję 17. kolejki Lotto Ekstraklasy możecie zobaczyć TUTAJ

Korona Kielce - Legia Warszawa 3:2 Korona Kielce - Legia Warszawa 3:2 PAWEŁ MAŁECKI

Akcja kolejki: Kontra Guilherme, Hamalainena i Niezgody

Miano akcji kolejki również przypadło dla sytuacji z sobotniego starcia Legii Warszawa z Koroną Kielce (2-3). Na samym początku spotkania Guilherme fantastycznie rozpoczął kontratak drużyny Romeo Jozaka, minął dwóch rywali i zagrał prostopadle do Kaspra Hamalainena, Fin dośrodkował w pole karne, gdzie precyzyjnym strzałem głową Jarosław Niezgoda zdobył swoją 6. bramkę w tym sezonie.

Akcję kolejki można zobaczyć TUTAJ

Piękną akcja popisali się również piłkarze Arki Gdynia, która pokonała Sandecję Nowy Sącz (5-0). Mateusz Szwoch, który w sobotę strzelił dwa gole i zaliczył asystę, znakomicie podał do Rubena Jurado, a ten umieścił piłkę w siatce.

"Stadiony świata" - tak niektórzy nazwali akcję, którą można obejrzeć TUTAJ