Karol Jabłoński dla Gazety: Możemy wygrać z każdym

Nie ma na świecie załogi, która by z nami nie przegrała - mówi polski sternik Karol Jabłoński. W niedzielę zdobył w Sztokholmie tytuł mistrz świata w pojedynkach żeglarskich.
Jabłoński wygrał 15 z 18 pojedynków w eliminacjach. Przegrał tylko z trzema wyżej rozstawionymi sternikami: Duńczykami Jesperem Radichem (2. w rankingu ISAF), Jesem Gram-Hansenem (4.) oraz Finem Staffanem Lindbergiem, ubiegłorocznym mistrzem Europy. W niedzielę, ze względu na słaby wiatr, nie odbył się finał. Nie dokończono też wyścigów półfinałowych (w obydwu parach stan rywalizacji był 1:1). Sędziowie uznali, że mistrzem świata został Jabłoński.

Radosław Leniarski: Czuje się Pan jednym z najlepszych sterników na świecie? Nie chodzi mi o tytuł mistrza świata, nawet nie o ranking, ale o to, czy rzeczywiście nie ma na świecie lepszych?

Karol Jabłoński: - Czekamy na nowy ranking Międzynarodowej Federacji Żeglarskiej (ISAF), na którym będę zapewne na pierwszym lub drugim miejscu. Ale rzeczywiście nie o ranking chodzi. Od wielu lat ścigam się w match racingu, czyli pojedynkach żeglarskich i uważam się za zawodnika ze ścisłej czołówki światowej. Akceptuje mnie środowisko, dla którego ranking też nie jest tak bardzo ważny. Żeglarze sami wiedzą, kto jest dobry, a kto nie.

Co dał Panu tytuł mistrza świata w match racingu?

- Wielką radość, głównie dlatego, że o żeglarstwie będzie teraz w Polsce głośniej, co być może zaprocentuje bardziej życzliwym spojrzeniem w tę stronę potencjalnych sponsorów. Ale tytuł to przede wszystkim potwierdzenie - nie, nie tego, że jestem najlepszy na świecie, ale że wszystko idzie właściwą drogą w przygotowaniach do Pucharu Ameryki, bo to jest mój cel.

W rankingu ISAF nie ma najlepszych Nowozelandczyków, Amerykanów i Australijczyków zwykle dyktujących warunki w najważniejszych regatach na świecie - np. w regatach o Puchar Ameryki. Jak oceniłby Pan swoją klasę w porównaniu z nimi?

- Powiem krótko: nie ma na świecie załogi, która z nami nie przegrała. W 2001 roku te słynne w żeglarstwie nazwiska - które znane są szeroko głównie dzięki relacjom z Pucharu Ameryki - startowały w Europie praktycznie na wszystkich regatach match racingowych. Był to po prostu etap przygotowań do Pucharu Ameryki. I w tym czasie awansowałem z 21. miejsca w rankingu sterników ISAF na ósme. Były regaty, które kończyliśmy na czwartym, trzecim miejscu. Przegrywałem, ale i wygrywałem z najsłynniejszymi, jak Russel Coutss [Nowozelandczyk, obrońca Pucharu Ameryki - rl] i inni.

Czy jakiś żeglarz jest dla Pana wzorem?

- Oczywiście. Są to żeglarze, których spotykam na regatach, od których sporo się uczę, podpatruję, którzy mi doradzają. Bez tego nie osiągnęlibyśmy sukcesu. Nazwiska? Paul Cayard, Dennis Conner [Amerykanie, zdobywcy Pucharu Ameryki w ubiegłych edycjach - rl].

Czy są w Polsce żeglarze, którzy mogą nawiązać walkę z najlepszymi na świecie podczas eliminacji do America's Cup?

- W Polsce nie było nigdy tradycji wielkich jachtów, głównie ze względu na brak pieniędzy. Ale zebrałem już grupę dziesięciu osób, którą zamierzam rozszerzyć do 30. To będzie Team Polska. Naszym celem jest, aby w załodze byli wyłącznie Polacy - nawet na pozycjach nawigatora i taktyka. Dlatego prowadzimy intensywne szkolenia. Jeśli jednak okaże się, że gdzieś odstajemy od świata, zatrudnimy jakiegoś zawodowca. O tym będziemy jednak myśleli później. Na razie wykorzystujemy zawodowców w charakterze doradców.

Kiedy będziecie się mogli zmierzyć z najlepszymi jachtami klasy "MK Café-POSTI" i budowanymi - jak on - w 1992 roku?

- Dopiero w lutym i marcu w Nowej Zelandii.

To muszą być bardzo kosztowne przygotowania. Wiem, że po treningach w Gdyni wystartujecie również w Bermuda Gold Cup. Czy ma Pan zabezpieczony budżet na tak długi okres?

- Start w Pucharze Ameryki to poważne i ambitne przedsięwzięcie, niemające odpowiednika w historii polskiego sportu. Mamy budżet dopięty do końca 2003 roku. Do tego czasu musimy poszerzyć grupę sponsorów.



Załogę jachtu, która zdobyła tytuł mistrzowski, stanowili oprócz Jabłońskiego:

Grzegorz Baranowski - trymer genui i spinakera

Jacek Wysocki - dziobowy

Piotr Przybylski - dziobowy, członek kadry olimpijskiej Ateny 2004