Sport. Nike oskarżona o promowanie dopingu

Firma Nike wypuściła ostatnio na rynek serię koszulek skierowaną do osób uprawiających skateboarding, snowboard i windsurfing. Dwuznaczne napisy na trykotach ("Dope", "Ride Pipe", "Get High") w zestawieniu z hasłem reklamowym "Just do it" ("Po prostu to zrób") wywołały falę oburzenia w Stanach Zjednoczonych, oskarżając znaną markę o promowanie narkomanii i dopingu.
Kontrowersyjne napisy, które pojawiły się na koszulkach to:

- "Dope" - powszechnie "narkotyk", "działka", ale również synonim przymiotnika "super"

- "Ride Pipe" - "ride" to "jazda", a "pipe" to "fajka", "lufka", także zachęta do "slide'u", czyli ślizgu na desce po rurce.

- "Get High" - popularne określenie zażywania narkotyków, w dokładnym tłumaczeniu "Wzbij się wysoko".

Kompania Nike odpiera zarzuty tłumacząc, że frazy, które pojawiły się na koszulkach, są zwrotami powszechnie używanymi przez przedstawicieli środowisk sportowych, do których kampania promocyjna jest skierowana i wcale nie są związane z dopingiem czy narkotykami.

Pierwsze zaprotestowało Oregońskie Towarzystwo do walki z narkomanią. Nieprzypadkowo. Siedziba Nike znajduje się właśnie w tym stanie. - To dość kanciasta promocja - twierdzi rzecznik prasowy organizacji, Tom Parker. - Oczywiście, jest to język skateboarderów i surferów, ale również język uzależnionych od narkotyków". Towarzystwo rozesłało list do 1 500 osób, w tym do przedstawicieli Państwowego Biura Polityki Antynarkotykowej przy Białym Domu.

W akcję protestacyjną włączył się burmistrz Bostonu Thomas M. Menino, który listownie poprosił menadżera największego sklepu Nike w mieście o usunięcie z wystawy dwuznacznych sloganów reklamowych.

"Wasza witryna sklepowa z dwuznaczną grą słowną kłóci się z charakterem naszego miasta, naszą polityką w stosunku do młodzieży... nie wspominając już o potocznym rozumieniu tych fraz" - brzmi list włodarza.

Nowa linia koszulek pojawiła się w sklepach na początku czerwca. To część kampanii promocyjnej Nike, skierowanej do ludzi uprawiających sporty ekstremalne. Na T-shircie z napisem "Dope" znajduje się otwarta buteleczka na tabletki, z której "wylewają" się deski surfingowe i deskorolki.

Travis Tygart, prezes Agencji Antydopingowej Stanów Zjednoczonych uważa, że takie zachowanie firmy Nike jest nieodpowiedzialne: - Najwyraźniej przed tą kampanią reklamową nikt z Nike nie pokwapił się, żeby skonsultować hasła zachęcające do dopingu z osobami pokroju Marion Jones, która mogłaby opowiedzieć do czego prowadzi używanie niedozwolonych środków.

Mulitmedalista olimpijska, która była twarzą kampanii promocyjnej Nike, straciła swoje medale, po tym jak przyznała się do stosowania EPO.

- Wielu sportowców zrujnowało sobie życie używając dopingu. Promowanie go przez Nike dla uzyskania korzyści materialnej, jest nieodpowiedzialne - dodał Tygart.

"To część kultury"

- Sport to antidotum dla narkotyków - komentuje zarzuty rzecznik prasowa Nike, Erin Dobson. - Nic tak nie podnosi adrenaliny, jak dobrze wykonany trick, czy złapana fala. Język naszej promocji to język skejtów, jeżdżących na BMX, czy surferów, używany każdego dnia" - brzmi oficjalne oświadczenie kompanii odzieżowej.

Słowa rzecznik prasowej potwierdza Mike Hirsch, znany w środowisku skateów, jeżdżący na desce od 1970 roku właściciel skateshopu SoCal Ship w Kalifornii. - To słownictwo, to część naszej kultury - twierdzi.

Hirsch w swoim sklepie nie sprzedaje produktów Nike, ale uważa, że wycofanie koszulek z serii "Dope", to błąd. - Nie jestem wielkim fanem tej firmy, ale ten slang, to część kultury skate od zawsze - uzasadnia.

To nie pierwsza kontrowersyjna kampania reklamowa tej amerykańskiej firmy. W 2008 roku, po serii zabójstw z użyciem noża, które miały miejsce w Londynie, Nike wypuściła serię butów do koszykówki pod nazwą "Air Stab" ("Powietrzne dźgnięcie").