Krykiet. Co można dostać za mistrzostwo świata

W Indiach wciąż trwa krykietowy karnawał. Przed tygodniem w Mumbaiu ?Men in blue?, jak niedawno nazwano indyjski zespół, wygrali w finale Pucharu Świata ze Sri Lanką, a już w piątek rozpoczęła rozgrywki Indian Premier League. W międzyczasie ruszył także wyścig, kto bardziej bogato uhonoruje narodowych bohaterów.
Każdy z zawodników dostał już po 10 mln rupii, czyli 225 tys. dol. To premia od krykietowej federacji. W Indiach istnieje jednak długa tradycja nagród fundowanych przez władze stanów czy miast, z których pochodzą poszczególni zawodnicy. I tak Shuresh Raina i Piyush Chawla dostali po milionie rupii od władz stanu Uttar Pradesh. Ten skromny datek przebił dziesięciokrotnie burmistrz Delhi, który nagrodził czterech ziomków ze stolicy. Dodatkowo kapitan drużyny Mahendra Dhoni dostał 20 mln rupii. Bardziej oryginalne były władze stanu Karnataka w południowych Indiach, które każdemu z zawodników ofiarowały po kawałku ziemi. W tyle nie został także minister Korei, który zapewnił każdemu zawodnikowi (plus osoba towarzysząca) darmowe bilety na pierwszą klasę do końca życia. Nagrody rozdają także prywatne firmy. Koreański koncern samochodowy Hyundai dał każdemu zawodnikowi po samochodzie (model Verna). Luksusowym modelem Audi będzie natomiast jeździł najlepszy zawodnik turnieju Yuvraj Singh.

W całych Indiach nie ma chyba ulicy, na której nie byłoby wizerunku Dhoniego. To on w ostatnim zagraniu finału zdobył dla swojego zespołu 6 pkt i zapewnił mu tytuł. Teraz kapitan "Men in blue" zdetronizował na rynku reklamy nawet najbardziej znanego na świecie gwiazdora Bollywood Shahrukha Khana (swoją drogą też miłośnika krykieta, który jest współwłaścicielem grającego w IPL zespołu Kolkota Knight Riders). Dhoni zarabia teraz średnio 150 mln rupii (3,4 mln dol.) za jeden kontrakt, podczas gdy Shahrukh Khan - 80-100 mln.

Finał sprzed tygodnia pobił wszelkie rekordy telewizyjnej widowni w Indiach. 67 mln ludzi obejrzało co najmniej cztery godziny z dziewięciogodzinnego meczu. Te dane obejmują tylko miasta i tylko widzów, którzy śledzili relacje w telewizji satelitarnej bądź kablowej. Nie obejmują tych, którzy śledzili mecz w kinach, barach, czy też w naprędce rozstawionych namiotach, bowiem w Indiach telewizor wciąż jest dobrem, na które stać tylko 60 proc. gospodarstw domowych. Całkowita liczba widzów jest więc trudna do oszacowania. Przy okazji indyjskie media podały dla porównania, że finał piłkarskich mistrzostw świata z ubiegłego roku obejrzało w tym kraju tylko 6 mln widzów - co i tak było piłkarskim rekordem (tu mała dygresja: dane o miliardowej oglądalności finału, które podaje na swojej stronie FIFA, wydają się bardzo mocno przesadzone, bo skoro w Indiach finał w środku nocy oglądał tylko co 200. mieszkaniec kraju, to w Chinach, gdzie mecz kończył się wczesnym rankiem dnia powszedniego, tych widzów musiało być jeszcze mniej).

Na finale krocie zarobiła telewizja Star, która za 10-sekundową reklamę podczas finału żądała 2,4 mln rupii (54 tys. dol.). Takich reklam podczas krykietowego meczu można wyemitować co najmniej 200.

Indyjskie szaleństwo na punkcie krykieta można oglądać i w Polsce. Mecze Indian Premier League są transmitowane na Youtube.com/indiatimes.