World Series of Poker Europe czyli pokerowi milionerzy w Londynie

Czym dla gracza NFL jest pierścień mistrzowski zdobyty, oprócz licznych siniaków, w Super Bowl, dla skoczka narciarskiego zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni, a kopacza futbolówki Złota Piłka magazynu France Football, tym dla zawodowego pokerzysty jest bransoletka oznaczająca triumf w cyklu zawodów World Series of Poker. Od trzech lat karciani milionerzy zjeżdżają też do Londynu, by rozegrać między sobą europejską wersję tego turnieju.
W zamierzchłych czasach poker był domeną odzianych w swetry studentów na amerykańskich kampusach, którzy grali ze sobą na małe stawki do białego rana, zupełnych amatorów zjeżdżających tłumnie do pustynnej Nevady, by przez weekend zatracić się w którymś z dziesiątek, setek kasyn Las Vegas czy Reno oraz zawodowych szulerów cieszących się raczej złą sławą. O ile w ogóle można to nazwać sławą.

Potem pojawiły się transmisje telewizyjne z zawodów pokerowych, które sprowadziły sportową wersję tej gry pod tak zwane strzechy, a jeszcze później globalna sieć z setkami serwisów dla graczy, umożliwiająca każdemu, kto ma tylko internetowe łącze mierzyć się każdego dnia z tysiącami zawodników z całego świata. Nawet tych z tymi najwyższej półki.

To, co kiedyś było rozrywką, wymagającą wielu umiejętności, ale wciąż rozrywką, dziś jest prawdziwym narosłym wokół pokera przemysłem. Prawdziwym i niezwykle dochodowym. Obecny w tym roku na WSOPE Phil Ivey, jedna z największych niekwestionowanych gwiazd światowego pokera, na samych turniejowych stołach zarobił już w swojej karierze 13 milionów dolarów. Dużo? Dużo. Jeszcze więcej jednak zgarnął do swojej kieszeni w grach pozaturniejowych. Wyzwany na pojedynek przez teksańskiego miliardera i pokerowego zapaleńca Andy`ego Beala, ograł go w ciągu trzech dni na kolejne 16 milionów.

Ivey jest przede wszystkim znakomitym pokerzystą. Środowisko zawodowe uważa go za najbardziej wszechstronnego gracza na świecie. Zdobył do tej pory siedem bransoletek WSOP. Ale to także maniak adrenaliny i sytuacji, w których potężne sumy pieniędzy szybko zmieniają właściciela. Gra w kości, rzuca monetą, bierze udział w turniejach golfowych, gdzie stawką jest milion dolarów za dołek. Wymieńcie cokolwiek, gdzie szybko można wygrać lub stracić sześciocyfrową kwotę, a on na pewno już to robił.

Myliłby się jednak ten, kto uważa, że poker jest hazardem w czystej postaci. To prawdziwy sport, w którym liczą się opanowanie, umiejętność szybkiego podejmowania decyzji i przewidywania posunięć przeciwnika oraz tysiące, setki tysięcy żmudnie rozgrywanych partii. A także oczywiście szczęście. Nie ono jest jednak najważniejsze. Gdyby tak było, zawodnicy niezmiennie od lat pojawiający się w czołówce ważnych zawodów, tacy jak wspomniany Ivey, Andy Bloch czy Allen Cunningham byliby największymi farciarzami tego świata.

- Poker to wspaniała gra wymagająca umiejętności - mówi jeden z czołowych graczy naszego globu Howard "Profesor" Lederer, jeden z założycieli serwisu FullTiltPoker.net, zrzeszającego najlepszych graczy na świecie. "Profesor" wie, co mówi - na turniejowych stołach zarobił już ładne kilka milionów dolarów. - Czy przypadkowy człowiek z ulicy może ograć zawodowca? Tak. Na krótką metę - uzupełnia Chris Ferguson, jeden z koni pociągowych stajni Lederera i tegoroczny kandydat do pokerowego Hall of Fame.

Powiedzieć, że środowisko najlepszych na świecie graczy jest zróżnicowane, to jak nie powiedzieć niczego. Mike Matusow to były krupier, Andy Bloch ma doktorat z elektrotechniki zdobyty w Massachusetts Institute of Technology, prawdopodobnie najlepszej uczelni technicznej świata, przy okazji zrobił także doktorat z prawa na Harvardzie. Ferguson ma tytuł doktora informatyki, choć dojście do niego zajęło mu 18 lat. Cunningham przez pokera rzucił studia na kalifornijskim uniwersytecie UCLA. Dziś wszystkich ich łączy tylko jedno - są obrzydliwie bogaci, a rozmowy z dziennikarzami odbywają się w delikatnym blasku roleksów (choć na przykład jedna z legend tego sportu, urodzony w Kopenhadze, ale na co dzień mieszkający w Monte Carlo Gus Hansen wychodzi do prasy o kulach, w dresie oraz znoszonych tenisówkach). Żaden z nich nie zmieniłby też teraz swoich życiowych wyborów. - Przez kilka lat żałowałem rzucenia uczelni, zdając sobie sprawę, że z reguły masz tylko jedną szansę, żeby ją skończyć. Ale biorąc pod uwagę to, jak toczy się moje życie, obecnie niczego nie żałuję - mówi Cunnigham.

A jak się toczy? Spektakularnie, zwłaszcza, że większość światowej pokerowej czołówki uwielbia adrenalinę i wszelkiego rodzaju wyzwania. Niepozorny 24-latek z New Jersey Tom Dwan zaproponował Philowi Ivey, że wypłaci mu okrągły milion dolarów, jeśli ten powstrzyma się przez rok od jedzenia mięsa. Mistrz najpierw domagał się dwóch milionów, ale w końcu przystał na zakład. Wytrzymał trzy tygodnie, do momentu, w którym nie wybrał się do restauracji i ktoś koło niego nie zamówił kurczaka.

Wśród maniaków tej dyscypliny największe nazwiska graczy cieszą się estymą równą tej towarzyszącą gwiazdom rocka. Znany fan pokera Robert Kubica deklaruje, że ze wszystkich osób żyjących lub nie, najbardziej chciałby zjeść kolację z Sebastianem Lobem i Gusem Hansenem. - To niech do mnie zadzwoni - kwituje to krótko Duńczyk.

Czwarta edycja istniejącego od 2007 roku World Series of Poker Europe składa się z pięciu turniejów, rozgrywanych od 14 do 28 września w londyńskim Empire Casino. Jak na razie któregokolwiek z pierwszych trzech eventów - w Six Handed No Limit Hold`Em, Pot Limit Omaha i No Limit Hold`Em - nie wygrał żaden z największych pokerzystów, którzy zjechali do stolicy Anglii. Co nie zmienia faktu, że ich zwycięzcy zainkasowali kolejno 170, 160 i 130 tysięcy funtów. Dla prawdziwych gwiazd pokera to równie prawdziwe drobne, ale liczy się prestiż i wspomniana wcześniej bransoletka. Bo to tytuły WSOP a nie stan konta, wpisują się na stałe do historii tego sportu. World Series of Poker Europe 2010 skończy się głównym turniejem w No Limit Hold`Em, w którym zawodnicy będą się mierzyć między 23 a 28 września.