Rozmowa z Dariuszem Michalczewskim

Dariusz Michalczewski przyszedł na konferencję prasową po zwycięstwie nad De Grandisem w doskonałym nastroju. Żartował, popijał piwo i namówił Andrzeja Grajewskiego, żeby tłumaczył jego wypowiedzi po niemiecku. - No coś niesamowitego. Żebym tłumaczył ?Tigera? na niemiecki... Przecieć on mówi tak dobrze w tym języku, jak ja po polsku - śmiał się Grajewski.
Szybko rozprawił się Pan z DeGrandisem...

Ale i tak było to niezłe widowisko. Walczyliśmy krótko, ale tak to już w zawodowym boksie bywa. Przed pojedynkiem Andrzej Grajewski żartował: "sześć, siedem rund powalczysz, nie trafisz go wcześniej, prawda?" Pewnie niektórzy woleliby, żeby było więcej rund. A właśnie, jak jest po niemiecku "więcej rund". Co, Andrzej? Język mi się plącze, bo wypiłem już trzy piwa - idę na kontrolę antydopingową.

Kiedy kolejna walka w Polsce?

Andrzej myśli o gali w Warszawie. Mam nadzieję, że nie będzie tak nerwowo jak teraz. Trzy dni przed pojedynkiem dostałem zielone światło od mającej kłopoty w związku z bankructwem koncernu Kircha telewizji Premiere. Czyli w zasadzie wszystko było jasne i pewne. Jednak podpis pod swoim kontraktem złożyłem dopiero w sobotę rano przed walką. Napięcie było ogromne.

Ponoć teraz zmierzy się Pan z Bernardem Hopkinsem. Tak przynajmniej twierdzi Andrzej Grajewski. Macie dostać rekordowe gaże.

Super, że Andrzej Wam o tym powiedział. Ze mną jeszcze nie rozmawiał. Czy gaże będą rekordowe? Nie wiem - mogą zaproponować mi rekordową wypłatę, jednak ja wcale nie muszę być z niej zadowolony.