Sport.pl

Snooker. 7 grzechów głównych: chciwość

Na snookerze zarobił niemal 5 milionów funtów, licząc tylko te oficjalne nagrody w turniejach rankingowych. Ile tysięcy brał za zawody pokazowe, ile za lekcje gry udzielane bogaczom, ile dostawał od sponsorów - to pozostanie tajemnicą jego i urzędu skarbowego. Na pewno nie pracował za grosze i z głodu nie umierał. Nie musiał się schylić po 300 tysięcy euro brudnych pieniędzy.
Snooker rzadko gości na czołówkach gazet i serwisów internetowych. W niedzielę było inaczej. Trzykrotny mistrz świata John Higgins "zadbał" o sławę swojego sportu ulegając namowom podejrzanych typów i zgodził przegrać kilka frame'ów (części meczu snookerowego, coś jak gemy w tenisie) za pieniądze.

Podejrzane typy, które miały dzięki Higginsowi zarobić na zakładach bukmacherskich, okazały się podstawione przez brukowiec "News of the World". Cała rozmowa - przeprowadzona w Kijowie - w której brał jeszcze udział menedżer zawodnika Pat Mooney, została nagrana i w niedzielę opublikowana w internecie.

Szef federacji zawodowego snooker (World Snooker), Barry Hearn, natychmiast zawiesił Higginsa i odsunął od wszelkich startów. Obiecał także przeprowadzenie szczegółowego dochodzenia.

Nie ma chyba za bardzo nad czym się pochylać, bo widać z filmu, że Higgins nie potrafiłby wyprowadzić w pole nawet sześciolatka. Jego naiwność, granicząca z głupotą, to - wątpliwa ale jednak - okoliczność łagodząca. Szkot, choć na filmie z przekonaniem mówi, że umiałby przegrać partię, tak by się nikt nie zorientował, to jednak nie ma najmniejszego pojęcia, jak rozlicza się tego rodzaju transakcje. Widać, że z "Fryzjerem" to on nigdy nie gadał.

Najsmutniejsza w tym filmie jest łatwość, z jaką Higgins godzi się na propozycję. I jeszcze potem pije "na zdrowie" stukając się szklankami z podstawionymi Ukraińcami. A przecież to człowiek, który ogromną pracą osiągnął mistrzostwo w sporcie; człowiek, który został obdarzony tytułem szlacheckim za swoje zasługi. Powinien więc rozumieć podstawowe wartości, bez których sport staje się prymitywną rozrywką dla gawiedzi.

Menedżer Higginsa jeszcze próbował bronić siebie i zawodnika stwierdzeniem, że w Kijowie podczas spotkania bali się o swoje bezpieczeństwo i dlatego na wszystko się zgadzali, ale "News of the World" natychmiast skontrował, że finalny występ przed kamerą został przygotowany w bezpiecznym i dobrze znanym Mooney'owi Edynburgu.

Po wybuchu afery na snookerowych portalach pojawiają się tytuły: "Czarny dzień snookera", "Śmierć snookera" itp. Przesada. Jest taka piłkarska liga w środkowej Europie, w której przez dziesięciolecia kwitł handel meczami i całe środowisko, jeśli nawet w nim nie uczestniczyło, to o nim wiedziało. Przed sądami zapadło dziesiątki wyroków na uczestników tego procederu. I co? Międzynarodowe firmy doradcze rysują przed tą ligą świetlana perspektywy, pełne stadiony, milionowe dochody itd. Przecież wiadomo i stary prezes to powtarzał: "wszędzie może się pojawić jedna czarna owca..." itd.

PS. Tymczasem w Sheffield kończą się mistrzostwa świata w finale Australijczyk Neil Robertson prowadzi z Graeme'em Dottem 9:7.

Łapówkarska afera Higginsa »


Więcej o: