Boks zawodowy: Lennox Lewis z Donem Kingiem?

Lennox Lewis po tym jak sędziowie okradli go ze zwycięstwa w pierwszym pojedynku z Evanderem Holyfieldem, ogłosił: - Nie chcę mieć nic wspólnego z tym oszustem, Donem Kingiem. King był już wtedy promotorem Holyfielda. Teraz najprawdopodobniej zajmie się także Lewisem, który zarobi dzięki temu 100 mln dolarów.
Brytyjczyk, który przygotowuje sie do rewanżowej, sobotniej walki z Hasimem Rahmanem, ogłosił na łamach dziennika "The Times", że w przypadku, gdy pokona Rahmana i odzyska tytuł mistrza świata wagi ciężkiej wersji WBC i IBF, podpisze z Kingiem kontrakt na cztery kolejne pojedynki. Otrzyma za nie 100 mln dolarów.

- Pamiętam, jak mówiłem, że nigdy nie będę z nim współpracował - tłumaczył w poniedziałek Lewis. - Ale czas leczy rany. King promuje dobre pojedynki. To, co zrobił do tej pory dla wielu bokserów, przemawia na jego korzyść.

Brytyjski pięściarz w ubiegłym roku rozstał się z promotorem Panosem Eliadesem, natomiast tydzień temu pożegnał menedżera Franka Maloney'a.

Dzięki ewentualnej umowie z Lewisem King zostanie "królem wagi cieżkiej". To dla niego walczą mistrz federacji WBA Johnny Ruiz, a także Holyfield. Jedyna postać, która jakiś czas temu zerwała współpracę z "elektrycznym Donem", to Tyson, ale i tak mówi się, że to właśnie Amerykanin może być kolejnym rywalem Lewisa, jeśli ten upora się w sobotę w Las Vegas z Ruizem. Lewis zainteresowany jest też pojedynkiem z Kanadyjczykiem Kirkiem Johnsonem.