US Open : Dzień tie-breaka

Do kolejnej rundy awansowali wszyscy faworyci, ale o rozstrzygnięciu 23 setów decydowały w czwartek tie-breaki. Najwięcej - aż cztery - musieli rozegrać Marat Safin i Chorwat Ivan Ljubicić


US Open to jedyne miejsce w tenisowym świecie, gdzie tie-breaki to rzecz powszechna. Wprowadzono je już w 1970 roku i od tego czasu rozstrzygają o wyniku każdego seta, gdy wynik brzmi 6:6. Sami Amerykanie przyznają, że początkowo zabieg ten miał uatrakcyjnić mecze tenisowe, teraz zaś to raczej ukłon w stronę wszechobecnej na Flushing Meadows telewizji. Łatwiej bowiem oszacować długość transmisji i liczbę przerw reklamowych, co w USA ma kolosalne znaczenie.

Gdyby nie decyzja sprzed ponad 30 lat, nie wiadomo, jak długo ciągnąłby się czwartkowy dzień (i noc) w centrum tenisowym USTA. Zaczęło się od ponadtrzygodzinnego pojedynku rozstawionego z nr 3 Safina z Ljubiciciem.

Wszystkie cztery rozegrane przez nich sety rozstrzygnęły się w tie-breakach. Broniący tytułu na US Open Rosjanin chyba nie spodziewał się, że już w drugiej rundzie będzie musiał stoczyć tak ciężki mecz. Wyszedł rozluźniony i uśmiechnięty. Im więcej czasu upływało jednak od rozpoczęcia gry, tym bardziej był zdenerwowany.

Obaj serwowali regularnie z prędkością powyżej 210 km/godz. Przez cały mecz, który trwał trzy godziny i 27 minut, zaserwowali łącznie 37 asów, przy czym to Chorwat był lepszy w tej statystyce (21 asów). Ale trzy z czterech tie-breaków wygrał Safin. W decydującym momencie ostatniego, przy stanie 4-4, zaserwował asa z prędkością 215 km/godz., wygrał piłkę po serwisie rywala i zakończył mecz kolejnym asem.

- Znam go bardzo dobrze, bo pierwszy raz graliśmy siedem lat temu, gdy miałem 14 lat. Jego mocne strony to serwis, wolej i dobra gra z głębi kortu - opowiadał na konferencji Rosjanin.

Również Andre Agassiego nie ominęła "przyjemność" zagrania dwóch tie-breaków. W spotkaniu, które miało zakończyć sesję dzienną, grał z młodym Chilijczykiem Nicolasem Massu. Mecz trwał 200 minut i przeciągnął się tak długo, że widzowie z biletami na nocną sesję musieli czekać godzinę przed zamkniętymi bramami stadionu Arthura Asha. - Całe szczęście, że nie było piątego seta - mówił jeden z organizatorów.

Nikt nie spodziewał się, że 86. w rankingu Chilijczyk sprawi tyle kłopotu mistrzowi.

- Szczerze mówiąc, oczekiwałem dziś łatwiejszego meczu. Wiedziałem, że mój rywal jest wybiegany, ale że aż tak? Najważniejsze jest jednak, by twój przeciwnik biegał więcej niż ty - mówił spocony Agassi zaraz po meczu. Massu dostał nie mniejsze brawa od zwycięzcy.

Również inny stary mistrz Pete Sampras musiał się pomęczyć w tie-breaku. Na szczęście dla niego tylko w jednym. Pokonał 19-letniego Brazylijczyka Andre Sa w ostatnim meczu wieczoru i dzięki temu jako jedyny tenisista w historii nocnych sesji US Open jest niepokonany. Dotychczas wygrał 16 spotkań przy sztucznym świetle.

- Może organizatorzy wezmą to pod uwagę i odpowiednio zaplanują moje mecze - żartował zadowolony Amerykanin.

Również w innych wieczornych meczach nie zabrakło tie-breaków. Ramon Delgado musiał wygrać dwa, by pokonać Rainera Schuttlera, podobnie jak Greg Rusedski z Jonasem Bjorkmanem. Brytyjscy dziennikarze, których zjechała się do Nowego Jorku cała masa, ekscytują się ewentualnym pojedynkiem swoich dwóch najlepszych tenisistów w 1/16 turnieju. Do tego jednak i Rusedski, i Tim Henman muszą wygrać po jednym pojedynku.

Najciekawszym wydarzeniem meczów kobiet był występ 42-letniej Martiny Navratilowej. W pierwszej rundzie debla Amerykanka zagrała razem z Arantksą Sanchez-Vicario, wygrywając gładko z parą niemiecko-szwajcarską Blanka Lamade-Patty Schnyder.