Mistrzostwa Polski w pływaniu

Fantastyczny rekord Polski Otylii Jędrzejczak na 100 m st. dowolnym był ozdobą zakończonych w Warszawie Głównych Mistrzostw Polski w pływaniu
W Warszawie pływacy walczyli o minima na mistrzostwa świata, uniwersjadę i mistrzostwa Europy juniorów. Na najbardziej prestiżową imprezę kwalifikacje zdobyły tylko trzy osoby: Otylia Jędrzejczak (100 dow. 56,05 s; Bartosz Kizierowski na 50 dow. 22,68 i Mariusz Siembida na 50 grzb. 25,89 i 100 grzb. 55,93).

- Drugi rok rozgrywamy najważniejszą krajową imprezę w tak wczesnym terminie - mówi trener-koordynator igrzysk Ateny 2004 Jan Wiederek. - Dzięki temu o kwalifikacje muszą zadbać trenerzy w klubach. Potem bezpośrednio do głównych imprez ciężar przygotowań bierze na siebie związek.

- Te mistrzostwa mogą cieszyć tylko ze względu na juniorów - podsumował imprezę Wiederek. - Zaskoczyli wysokim poziomem. Minima na MEJ uzyskało 30 osób, wyślemy na pewno 20.

W stołecznej imprezie zawiedli seniorzy. Poza wymienioną trójką o minima otarła się tylko grzbiecistka Aleksandra Miciul. - We wtorek zbierze się zarząd i myślę, że włączy Olę do ekipy. Pływała przyzwoicie, a uporała się z kontuzją i maturą. Podobnie 15-letnią kraulistkę Agatę Korc, której zabrakło do minimum tylko 0,04 s - mówi Wiederek

Rewelacją imprezy została - rzutem na taśmę - Otylia Jędrzejczak. Jej starty w dwóch pierwszych dniach nie zachwycały. Dopiero pojedynek z Korc na 100 m kraulem dał jej awans na MŚ i rekord Polski pobity aż o 1,17 s.

Mistrzyni Europy sprzed roku na 200 motylkiem nie wystartowała w swej koronnej konkurencji. W ciągu ostatnich dwóch lat przyzwyczajała kibiców do tego, że co start biła rekordy. Po igrzyskach zaczęło się jednak dziać z nią coś niedobrego. Niedomówienia, nieporozumienia, konflikty z trenerką. 17-latka za pośrednictwem taty zaczęła więcej czasu spędzać na poszukiwaniu nowego klubu niż na treningu. Do tego doszła kontuzja barku i wiele tygodni bez pływania. PZP, aby nie zmarnować jednej z najbardziej utalentowanych zawodniczek świata, wysłał ją do klubu do Hanoweru.

- Napisałem dla niej trening, ale jak zobaczyłem, jakie ma zaległości, natychmiast z tego zrezygnowałem - powiedział "Gazecie" niemiecki trener Otylii Peter Fischer. - Kilka dni kąpała się po kilometrze, żeby dojść do siebie. Potem też nie pływała zbyt dużo, maksymalnie pięć kilometrów na treningu, ale intensywnie i głównie kraulem. Mieliśmy tylko siedem tygodni - za mało czasu na przygotowania.

- Kontuzja, zawirowania życiowe i służbowe mogły pozbawić nas jednej z najlepszych pływaczek świata - mówi Wiederek. - W niej nadal drzemie wielki potencjał. Myślę, że nawet gdyby nie uzyskała minimum wysłalibyśmy ją na MŚ do Fukuoki. Nie możemy sobie pozwolić na to, by po mistrzostwach Polski miała znowu wakacje.

Dla Gazety

Otylia Jędrzejczak

W Hanowerze wszystko jest inaczej. Tam trening to od początku do końca jakość. Mierzony każdy start, pół basenu, cały. Non stop zwracana uwaga na technikę i wymagane szybkie pływanie. Po dwóch dniach mówiłam w telewizji, że jestem zadowolona ze swojego startu, ale tylko dlatego że udawało mi się wygrywać, mimo że ledwo uporałam się z kontuzją. Nadal jednak nie mam się z czego cieszyć jeśli chodzi o układy w Polsce, bo nie mam klubu, który dałby mi mieszkanie. Na szczęście udało mi się w czwartek zdać eksternistycznie maturę.



Bartosz Kizierowski

Nigdy właściwie minima nie były moim zmartwieniem. Zawsze uzyskiwałem je na zawody, na które chciałem, z marszu, bez luzowania. Dlatego nie jest dla mnie niespodzianką, że stało się tak i tym razem. Wydawało mi się, że popłynę trochę szybciej na 50 m kraulem, ale 26-godzinna podróż z USA dwa dni przed zawodami i przeziębienie, jakie w jej czasie złapałem, dały znać o sobie. Za tydzień popłynę jeszcze na mityngu w Barcelonie, a potem wracam do Stanów spokojnie przygotowywać się do MŚ. W tym roku nie startowałem w żadnych poważnych zawodach. Na 100 m kraulem miałem w planie przećwiczyć wariant z mocnym początkiem. Udało się i wiem, że stać mnie na MŚ na wynik poniżej 49 s.



Mariusz Siembida

Liczyłem na uzyskanie minimów na obu krótkich dystansach. Żałuję tylko, że Bartosz Kizierowski nie zdecydował się na start grzbietem w MP. Nasza rywalizacja mogłaby przynieść rekord Polski. To byłaby tragedia, gdyby nie startował grzbietem też w MŚ, a słyszałem, że nie układa mu się dobrze program tamtej imprezy.