Boks prowincjonalny w publicznej telewizji

900 tys. złotych wyda program 1 TVP, by w najlepszym czasie antenowym widzowie mogli zobaczyć, jak Portorykańczyk, Meksykanin i Ukrainiec biją się w ringu o tytuł mistrza Polski. Tymczasem Polski Związek Bokserski złożył wniosek o delegalizację federacji, która sprzedała telewizji prawa do walk


Umowę o transmitowaniu ośmiu gali bokserskich TVP podpisała ze Związkiem Boksu Zawodowego w Polsce 14 marca. Cenę uzgodniono na 100 tys. dol. Do tego trzeba dodać produkcję - około 65 tys. zł za galę (wóz transmisyjny z czterema kamerami). W sumie gale będą kosztować 1 TVP około 225 tys. dol. (900 tys. złotych). Tylko trzy razy mniej Promotorska Śląska Grupa Boksu Zawodowego (która jeszcze niedawno organizowała walki w dyskotekach) żąda za miejsce reklamowe na środku ringu podczas dzisiejszej gali w Jaworznie, a na całej gali, wg cennika, może zarobić nawet 770 tys. "Z przyjemnością informujemy, że Związek Boksu Zawodowego podpisał z telewizją Polską SA umowę na transmisję ośmiu gal boksu zawodowego, które będą emitowane na żywo w 1 TVP w ostatnią sobotę miesiąca o godzinie 22.40! Czas transmisji telewizyjnej aż 45 minut" - czytamy w ofercie dla reklamodawców.

Sponsorami poprzedniej gali (31 marca w Środzie Wlkp.) były takie firmy: Stalexport Wielkopolska, Zama i Metal-bud z branży budowlanej, restauracje Sphinx oraz działające w bliżej niezidentyfikowanych branżach Hybner oraz Idmar.

Co ma amator do zawodowca?

Przy podpisywaniu umowy, wśród kilku mniej istotnych warunków 1 TVP miała jeden bardzo ważny: co miesiąc musi być walka o tytuł mistrza Polski. - Inaczej byśmy tego w ogóle nie kupili - tłumaczy "Gazecie" szef sportu w 1 TVP Robert Wichrowski.

W sali technikum rolniczego w Środzie Wlkp. międzynarodowym mistrzem Polski został Ukrainiec Serhij Marczuk, który przez dziesięć rund gonił umykającego na miękkich ze strachu nogach Portorykańczyka Jose Pinto Arroyo. Marczuk miał tak mało szacunku dla rywala, że kopnął go w tyłek.

Dziś w Jaworznie na ring wyjdą m.in. Meksykanin Alberto Gonzalez z Andrzejem Ziorą i Ukrainiec Jurij Jelistratow z Przemysławem Saletą.

Nie tylko poziom sportowy pozostawia wiele do życzenia podczas gali ZBZ. Według zasad respektowanych przez szanujące się organizacje bokserskie, aby zorganizować walkę o mistrzostwo Polski, powinny być spełnione podstawowe warunki:

dwaj walczący ze sobą pięściarze muszą posiadać licencję tej samej federacji;

pięściarze muszą przyjechać minimum dzień przed pojedynkiem, aby przejść badania lekarskie i ważenie.

Jose Pinto Arroyo, który walczył o tytuł z Marczukiem, ma licencję amerykańską, a do Środy Wlkp. przyjechał chwilę przed pojedynkiem. Do tego stopnia, że dopiero na ringu zakładał rękawice. Telewizyjny komentator próbował ten ewenement w skali światowej przedstawić jako wymagania telewizji w celu udramatyzowania widowiska.

- Związek Boksu Zawodowego łamie wszystkie możliwe ustawy, regulaminy, przepisy i zwyczaje - mówi "Gazecie" prezes Polskiego Związku Bokserskiego Czesław Ptak.

- Boks amatorski podlega Polskiemu Związkowi Bokserskiemu, boks zawodowy Związkowi Boksu Zawodowego w Polsce - dodaje wiceprezes ZBZ Jerzy Kulej, dwukrotny mistrz olimpijski. - PZB ma takie prawa do tytułu zawodowego mistrza Polski co Liga Kobiet do konkursu Miss Polonia - twierdzi szef ZBZ Andrzej Burzyński.

Według ustawy o kulturze fizycznej (art. art. 10 i 29, 18.01.1996 ze zmianami) oraz zarządzenia o wykazie dziedzin, w jakich mają prawo działać polskie związki sportowe, pieczę nad boksem w Polsce sprawuje PZB i to on ma wyłączne prawo do organizacji walk o tytuł mistrzowski.

Fluidy na biurku dyrektora

We wtorek Polski Związek Bokserski rozpoczął oficjalne kroki prawne przeciw federacji Burzyńskiego. U starosty warszawskiego [organ nadzorujący - red.] złożył wniosek o delegalizację ZBZ.

Czy, gdyby doszło do rozprawy i sąd zgodziłby się z argumentacją PZB, to TVP rozwiąże umowę wartą 100 tys. dol.?

- Nie jesteśmy stroną w tej sprawie. Pan Burzyński przedstawił koncesję UKFiS [Urząd Kultury Fizycznej i Sportu - red.], umowę z EBU [Europejską Unią Boksu - red.] i zaświadczone członkostwo w innych światowych organizacjach bokserskich. Byliśmy ostrożni i wszystko sprawdziliśmy - twierdzi dyrektor Wichrowski.

Jednak koncesje od 1 stycznia 2001 są nieważne i - zgodnie z prawem - niepotrzebne.

Po drugie, członkiem dowolnej organizacji bokserskiej, na przykład renomowanej WBC, może zostać każdy, wpłacając od 35 do 100 dol., w zależności od tego, czy chce zostać komisarzem jak Andrzej Burzyński, czy promotorem. Promotor płaci 100, komisarz 35. 35 dol. kosztuje też członkostwo w WBC... dziennikarza.

Po trzecie, umowę z EBU federacja Burzyńskiego złamała przynajmniej raz - w przypadku pięściarza Jerzego G. (prawdziwe imię i nazwisko znane redakcji).

ZBZ - wbrew obowiązkowi i umowie z EBU - przymykał oczy na to, że bokserzy nie przechodzili właściwych badań lekarskich. Przypadkiem okazało się, że Jerzy G. ma zmiany w mózgu, które spowodowały koniec kariery ("Gazeta" opisała tę sprawę w artykule "Anarchia w boksie" z 13 marca 2001). Artykuł ten, gotową do podpisania umowę i pismo, w którym prezes PZB Czesław Ptak wyjaśnia, że walki o mistrzostwo organizowane przez ZBZ są bezprawne, znalazł na biurku szef 1 TVP Sławomir Zieliński.

- Przyniosły to jakieś fluidy - powiedział "Gazecie" Zieliński. - Poprosiliśmy pana Burzyńskiego o wyjaśnienia i dostaliśmy stosowne dokumenty, które potwierdzają jego prawa.

Dyrektora Wichrowskiego zapytaliśmy, dlaczego postanowił pokazywać osiem gal boksu w 1 TVP. - Czy się podoba czy nie, po piłce to właśnie boks jest najbardziej popularną dyscypliną w Polsce. Tak wychodzi z badań widowni. Liczymy na zdobycie nowych widzów - stwierdził szef sportu telewizyjnej "Jedynki".

- Czy pan czytał artykuł o Jerzym G.?

- Tak, czytałem.

- Nie zaniepokoiła pana treść?

- Liczą się fakty, a nie jednostkowy przypadek - odpowiedział Wichrowski.

Liczą się fakty

900 tys. złotych płaci publiczna telewizja za pokazywanie gali zawodowego boksu. Drugie tyle kosztowały relacje ze 105-dniowego rejsu dookoła świata. W ubiegłym roku tylko z TVP można było dowiedzieć się, że polscy kierowcy rywalizują w Renault Cup, a kilka miesięcy temu do północy śledzić zmagania w Rajdzie Paryż - Dakar.

Po północy można też było zobaczyć ostatnio "Sportową niedzielę" - najważniejszy sportowy program informacyjny weekendu. "Sportowa sobota" ma wg dyrektora Wichrowskiego "zbyt wysoki koszt produkcji w przeliczeniu na minutę" i zniknie niedługo z ramówki. Wcześniej zniknęły wyjazdowe mecze piłkarskiej reprezentacji (na żywo), polskiej ligi, Ligi Mistrzów i NBA. W ekstraklasie koszykarzy, choć TVP płaciła za prawa do transmisji 550 tys. dolarów rocznie, można było zobaczyć połowę tego, co w ubiegłym sezonie. Przyszłorocznego mundialu nie będzie można zobaczyć w ogóle. Tak samo jak nowej inscenizacji "Wesela". To nie są jednostkowe przypadki. Liczą się fakty.

Andrzej Olejniczak