Rahman znokautował Lewisa!

Zaspany, zasapany mistrz świata wagi ciężkiej uznawany za boksera nie do pokonania - Lennox Lewis, który sam siebie nazywa ?Lwem? - został znokautowany jednym potężnym ciosem Hasima Rahmana. Stracił tytułu mistrza świata wersji WBC, IBF i szansę na pojedynek z Mike'em Tysonem
- Jak się przyjeżdża do Afryki zbyt pewnym siebie, można zostać znokautowanym. Tak już raz zdarzyło się młodemu chłopakowi o nazwisku Foreman - powiedział słynny pięściarz George Foreman przed walką Rahmana z Lewisem.

Faktycznie Lewis, Jamajczyk z upodobania, Brytyjczyk z urodzenia, Kanadyjczyk z wychowania, zrobił wszystko, aby zniechęcić do siebie kibiców i narazić się na ciężki nokaut. Przyjechał do RPA dwa tygodnie po Rahmanie, lekceważąc położenie Johannesburga wysoko nad poziomem morza, ważąc najwięcej w karierze (114 kg). Arogancja Lennoksa i członków ekipy, którzy spóźniali się na wszystkie konferencje, odwoływali treningi i w ogóle zachowywali się jak rozpieszczone gwiazdy, zraziła do niego media w RPA.

Do tego "Lew" miał potężne zaległości w treningu. Jeszcze kilka dni przed wyjazdem kręcił sceny do filmu "Ocean Eleven" z Julią Roberts, Georgem Clooneyem i Bradem Pittem. Na ekranie będzie toczył walkę z Władimirem Kliczką. Prawdopodobnie był na planie wielokrotnie szybszy niż w Afryce. No i mógł zawsze skorzystać z dublera.

Na domiar złego na potrzeby amerykańskiej telewizji HBO pojedynek rozpoczął się o 5 nad ranem miejscowego czasu i to było widać po Lewisie.

Na jego nieszczęście wszystko rozstrzygnęło się w ciągu kilku sekund. Przy owacji 6-tysięcznej publiczności stłoczonej w BigTop Arena w Carnival City opodal Johannesburga, krzyczącej "Hasim! Hasim!", Rahman dał bokserski koncert godny muzyki Rachmaninowa.

- Taki jest boks. Lennox w całej walce nie popełnił błędu. Po prostu otrzymał jeden cios - powiedział jego trener Emmanuel Steward.

Ale jaki cios!

Rahman po dwóch minutach piątej rundy, kiedy już jego lewe oko było nieźle opuchnięte, odsunął się od ciężko sapiącego ze zmęczenia mistrza świata, jakby dając sobie miejsce do zadania ciosu. Lewis z opuszczonymi rękoma i uśmiechem często widzianym u bobsleistów z Jamajki próbował niezdarnie lewą ręką odgonić nadciągające uderzenie Rahmana. Niestety dla siebie, nie odgonił. Rahman zdążył wziąć zamach, wyprowadzić cios z dynamicznym skrętem ciała i pięść dotarła do podbródka Lewisa z największą prędkością. Tylko genetyce - grubemu karkowi - Lewis zawdzięcza to, że głowa została mu nadal na końcu szyi. Bezwładnie opadł na deski i właściwie mogło się zdawać, że długo nie wstanie. Mimo to nadspodziewanie szybko zaczął się podnosić. Później mówił, że zdążył dojść do siebie przed skończeniem liczenia. Sędzia jednak przerwał pojedynek. Kiedy Lewis próbował wstać, Rahman z szerokim uśmiechem na twarzy tańczył wokół ringu, zaś publiczność trochę zaskoczona zamilkła.

- Nie mogę w to uwierzyć, po prostu nie mogę w to uwierzyć - powtarzał Lewis tuż po walce. Jednak na konferencji prasowej znów był pewny siebie. - Wrócę i znokautuję go - groził Rahmanowi.

W kontrakcie, jaki podpisali pięściarze, jest klauzula o rewanżu. Początkowo Rahman w euforii po niespodziewanym zwycięstwie krzyczał: "No Tyson - Lewis", sugerując, że teraz czas na walkę Tyson - Rahman. Ale już na konferencji prasowej Rahman mówił: - Lennox dał mi szansę, więc byłoby fair, dając mu rewanż.

Lewis też musi zapomnieć o Tysonie i 100 mln dol. w puli nagród. - Nie ma mowy o Tysonie, zanim nie skończy się sprawa z rewanżem z Rahmanem.

Na szczęście dla Lewisa niewielu ludzi na świecie oglądało jego upokorzenie w pełnej krasie. Nawet w RPA pojedynek toczył zaciętą telewizyjną rywalizację z innym wydarzeniem. W Nowej Zelandii grała miejscowa drużyna Canterbury Crusaders z Golden Cats (z RPA) w rugby. Pojedynek bokserów przyciągnął przed telewizory 1,5 mln widzów.

Światowe agencje uznały porażkę Lewisa za jedną z największych sensacji w historii boksu.

Według obserwatorów po czterech rundach:

www.secondsout.com 40:38 dla Lewisa

houseofboxing.com 38:38

HBO.com 38:38