Snooker. O'Sullivan mówi: Ciśnij!

Adam Stefanów zakończył 2016 rok meczem z samym Ronniem O'Sullivanem. W 2017 czeka go starcie z inną legendą, Markiem Selbym. 22-letni Polak robi coraz więcej zamieszania w snookerowym świecie
Z Adamem Stefanowem rozmawia Andrzej Kulasek

W pół roku przeszedłeś drogę od meczu z Benem Woolastonem w Riga Open, co było pierwszym zwycięstwem Polaka w rankingowym turnieju snookerowym do starcia na stole telewizyjnym z samym Ronniem O'Sullivanem, a potem przyjacielskiej pogawędki z pięciokrotnym mistrzem świata. Nieźle!

- Nooooo... Mówiłem wtedy, że umiem wyciągać wnioski, ciężko pracuję i zamierzam jeździć na turnieje po to, by się rozwijać.

Choć były też ciężkie chwile, było ze mną źle, nie szło. Na szczęście zwieńczenie roku już było super, przyszły zwycięstwa z naprawdę ogranymi zawodnikami z pierwszej "siedemdziesiątki" światowego rankingu, a mecz z Ronniem to już wisienka na torcie.

Było źle, bo.?

- Zanotowałem serię porażek na styku, nie lań do zera, tylko minimalnych przegranych. W decydującym momencie czegoś mi brakowało i przegrywałem: 4-5, 3-4, 3-4. Ok, było też 0-6 ze Stuartem Binghamem, ale to przecież mistrz świata, który zagrał wtedy fenomenalnie. A tak w każdym z tych meczów było blisko wygrania i niezłych pieniędzy, bo za przejście jednej rundy dostaje się 10-15 tys. złotych. A mi brakowało kropki nad "i", i przegrywałem

I co się zmieniło?

- Zacząłem współpracować z psychologiem sportowym i od tego momentu widzę poprawę w swojej grze, w swoim zachowaniu przy stole.

W kwalifikacjach do German Masters zwyciężyłem 5-4 Martina O'Donnella, 69. zawodnika na świecie, a ostatnio w pierwszej rundzie Scottish Open 4-3 Jamesa Cahilla (65. na świecie). Potrafię już wytrzymać presję, a choć oczywiście jest jeszcze mnóstwo do poprawy, widać, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

Poza tym teraz więcej trenuję - dotychczas pracowałem 3-4 razy w tygodniu, teraz w zasadzie tylko w weekendy, a 5 dni w tygodniu, po dziesięć godzin poświećam na trening. I są wyniki.

Mecz z Ronniem O'Sullivanem to był- taki gwiazdkowy prezent?

- Tak, chyba nie da się tego lepiej opisać.

Ale nie potraktowałeś tego wyłącznie jako nagrody za dobre sprawowanie, bo kiedy rozmawialismy chwilę po meczu mówiłeś, że wszystko ci się podobało oprócz twojej gry.

- To, co się stało dzień po wygranej z Cahillem, wiadomość, że gram z Ronniem, trochę mnie przerosło. W Polsce wokół tego meczu zrobił się spory szum.

O 16. wyłączyłem telefon, spróbowałem się od tego odciąć, poszedłem na obiad z myślą: "ok., gram z O'Sullivanem, ale się go nie boję, mam do rozegrania mecz i na nim muszę się skoncentrować". I wyszedłem na mecz po to, by go wygrać.

Największe problemy miałem z wyczuciem stołu. Miałem w tym spotkaniu swoje szanse, ale brakowało mi pewności, którą miałem dzień wcześniej, w starciu z Cahillem. Wtedy graliśmy na bocznym stole, a te są wolniejsze, bardziej przypominają te, na których trenuję. Telewizyjny jest piekielnie szybki, bo temepratura sukna jest znacznie wyższa, poza tym jest inaczej oświetlony. Na stole jest sucho, zero wilgoci co powoduje, że biała bila sunie jak po lodzie. Na takim stole brakuje mi ogrania.

A o czym rozmawialiście po meczu?

- Właśnie o tym. Powiedziałem: "Ronnie, kurczę, ten stoł jest dla mnie bardzo, bardzo szybki". On na to: "Ten stół nawet dla mnie był dziś szybki". Zwracał mi uwagę, że na takim stole naprawdę trzeba trochę pograć, zdobyć doświadczenie, bo jest inny niż wszystkie. "Trenuj i ciśnij" - rzucił na koniec.

Ale odstawne bile wychodziły Ci całkiem nieźle. A za długie wbicia chwalili cię w pomeczowym studio wszyscy, nie tylko Ronnie, ale byli gracze Alan McManus i Neal Foulds. Padło nawet: "Judd Trump [Angli,k zwycięzca 6 rankingowych turniejów - red.] byłby z dumny z tego uderzenia!"

- (śmiech) Wiedziałem, że wbiłem kilka fajnych długich, ale dopiero potem w statystykach zobaczyłem, że jak wysoką skuteczność miałem w tych uderzeniach. Tak jak mówisz, było kilka dobrych odstawnych, także z wymian, nie było więc tak, że nie wiedziałem co zrobić, jak odpowiedzieć na jego zagranie. Zresztą Ronnie wiele razy klepał w stół doceniając moje zagrania. Widać było, że nie przeszedł się po mnie, tylko musiał się napracować, by jednak mnie pokonać.

Miło słyszeć te pochwały. "Ten chłopak ma to coś" - powiedział Foulds.

Wspominali też o Twoim dobrym prowadzeniu kija, co jest bardzo ważne w snookerze.

- To decyduje o tym, czy bila leci tam, gdzie chcesz. O'Sullivan widział, jak uderzam białą, jak ona reaguje, gdzie wraca po uderzeniu, czy mam nad nią kontrolę. Tak naprawdę nie grałem, jak chciałem, ale miałem parę momentów, kiedy zobaczył, że naprawdę coś potrafię.

O'Sullivan zwracał też uwagę, że kiedy gra z Johnem Higginsem czy Markiem Allenem, wie, co go czeka. W starciu z tymi młodymi może spodziewac się wszystkiego. Ba, że w tym szaleństwie jest metoda, bo mogą wpaść jakieś dziwne bile i bach: przegrywa się mecz!

- Tak, przychodzi młody chłopak, wbija bile przez cały stół, a on nie wie, co się dzieje, co się stanie w następnym zagraniu. To fajnie, że mogę coś nowego wprowadzić!

Mówiłeś, że więcej czasu poświecasz na treningi, ale chyba i konkurencja będzie coraz cięższa, choćby z Chin.

- Ja wyjechałem do Anglii, by w pełni poświęcić się snookerowi w wieku 18 lat, po zrobieniu matury. W Chinach wygląda to tak: sześciolatek dostaje kij, mniejszy stół i zasuwa. Snookerzysta z Chin ma nade mną jakieś 10 lat przewagi, ciągłego treningu. U nich trenuje masa zawodników, z której przebijają się najlepsi. Jeśli dalej będą w takim tempie produkować zawodników, zapełnią nimi czołówkę. Mam nadzieję, że snooker zdobędzie dużą popularność i w Polsce, bo może dzięki temu ktoś będzie chciał zająć się nim na poważnie.

Co w 2017 roku czeka Adama Stefanowa?

- 24 stycznia rozpoczynają się kwalifikacje do China Open. A kiedy okazało się, kto będzie moim przeciwnikiem, nie mogłem w to uwierzyć - zmierzę się z aktualnym mistrzem świata Markiem Selbym! Ten mecz, jako jeden z czterech, odbędzie się dopiero w marcu, już w Pekinie. Potem gram w jednoframe'owy turnieju pokazowym przeciwko jakiemuś topowemu zawodnikowi. Dalej jest Welsh Open, w marcu cztery turnieje i mistrzostwa Europy półzawodowców. Chciałbym je wygrać, bo to zapewniłoby mi przepustkę do grona zawodowców na cały sezon. A jeśli nie przebiję się tam przez ME, powalczę w Q-School [oficjalne kwalifikacje do Main Touru - red.].

Łamiące serca wywiady polskich bramkarzy i znakomity tekst Peszki [SPORTOWE CYTATY ROKU]