Buzujące koksem olimpijskie Soczi

Były szef moskiewskiego laboratorium antydopingowego, który uciekł do USA, twierdzi, że przynajmniej 15 rosyjskich medalistów olimpijskich w Soczi brało koks. - To oszczerstwa dezertera - odpowiada rzecznik Władimira Putina, a minister sportu mówi o antyrosyjskiej sztafecie pomówień.
Najpierw - w 2014 roku - był film niemieckiej stacji telewizyjnej ARD o tuszowaniu dopingu w lekkiej atletyce. Później okazało się, że cały sport oparty był na przyjmowaniu meldonium, leku na serce, który poprawia wydolność. Gdy wydawało się, że nic gorszego nie może się już w Rosji zdarzyć, wybuchała bomba. Dr Grigorij Rodczenkow, były szef moskiewskiego laboratorium dopingowego, opowiedział na łamach "New York Timesa" o tym, co robiono, by wygrać klasyfikację medalową podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi.

Według Rodczenkowa w proceder byli zaangażowani pracownicy moskiewskiego laboratorium (RUSADA), a także agenci Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB). Po aferze ujawnionej przez ARD w listopadzie 2015 roku straciło akredytację WADA. Zadaniem pracowników i agentów była podmiana próbek moczu rosyjskich medalistów na czyste, pobrane i sprawdzone długo przed igrzyskami.

- Co noc pracowali jak wariaci w pomieszczeniu laboratorium. Wykorzystując słabe oświetlenie, zamieniali pojemniki przez otwór w ścianie - opowiada Rodczenkow.

Za ścianą był bowiem początek "czyśćca" dla próbek. Pracownicy odbierali próbki, które pojawiały się w otworze, oddawali je agentom FSB, ci wracali jeszcze tej samej nocy z już czystymi. Choć szwajcarska firma medyczna Berlinger długo pracowała nad zamknięciem próbek, tak aby nie można było ich otworzyć bez zniszczenia, FSB - według Rodczenkowa - znalazła sposób. A skąd wiadomo było, które próbki wymieniać, skoro na anonimowych fiolkach były tylko numery? Otóż rosyjscy zawodnicy robili zdjęcia numerom fiolek podczas oddawania moczu w toalecie i wysyłali je do ministerstwa sportu. Stamtąd szedł już rozkaz: wymienić numer X. I taśma szła.

Według Rodczenkowa w czasie całych igrzysk podmieniono około 100 próbek. To nie koniec rewelacji. Rodczenkow stwierdził też, że na prośbę władz rosyjskiego sportu przygotował niewykrywalną miksturę złożoną z zakazanych preparatów. Podawano ją zawodnikom już przed igrzyskami w Londynie, a także w Soczi.

Wcześniej były pracownik RUSADA Witalij Stiepanow powiedział amerykańskiej telewizji CBS, że przynajmniej czterech mistrzów olimpijskich z 2014 roku przyjmowało sterydy. Cały wywiad ze Stiepanowem, którego żona Julia, znana lekkoatletka, jest informatorką WADA, ma zostać wyemitowany w niedzielę. Stiepanow zapowiedział także, że wszystkie dowody ma jego były szef z laboratorium.

Złotymi medalistami, o których wspominał Stiepanow, są według Rodczenkowa skeletonista Aleksandr Tretiakow, bobsleista Aleksandr Zubkow (wygrał złoto w dwójkach i czwórkach) oraz biegacz narciarski Aleksandr Liegkow (złoto na 50 km). Wszyscy rzecz jasna zaprzeczyli.

Szczególnym przypadkiem są właśnie biegi narciarskie, bo aż 14 biegaczy miało brać substancję spreparowaną przez Rodczenkowa. Trzeba tu bardzo uważnie przyjrzeć się biegowi na 50 km. Na ostatnim kilometrze i ostatnim podbiegu Liegkow, Maksim Wylegżanin i Ilja Czernousow oderwali się pełnym sprintem od rywali. Tylko Martin Sundby się trzymał, ale uległ na ostatnich metrach Czernousowowi. Było to pierwsze jednonarodowe podium na morderczym dystansie od 1992 roku, pierwsze takie dla Rosji/WNP/ZSRR, choć zawodnicy imperium sowieckiego i rosyjskiego od dziesięcioleci byli potęgą w biegach. A i dla każdego z medalistów z osobna było to pierwsze olimpijskie trofeum.

Rodczenkow w styczniu wyjechał z kraju razem ze swoim zastępcą z RUSADA Timofiejem Sobolewskim. Odnalazł się w USA. W rozmowach z "NY Timesem" tłumaczył, że bał się aresztowania, bo władze miały na niego "lewarowanie" - dawno temu przyłapały go na przemycie dopingu. Dostał ultimatum: jeśli Rosja wygra klasyfikację medalową w Soczi, uniknie kary.

Dmitrij Pieskow, sekretarz prasowy Władimira Putina, nazwał zarzuty gołosłownymi. - Nie ma w tym żadnych podstaw ani argumentów. To wygląda na oszczerstwa dywersanta - skomentował. Pytany o los ministra sportu Witalija Mutki, którego Rodczenkow oskarża o współkierowanie dopingowym procederem, odpowiedział, że w pełni go popiera.

Mutko oczywiście też odrzucił wszystkie zarzuty. W krótkiej wypowiedzi dla TASS nazwał materiał kolejną zmianą w "antyrosyjskiej sztafecie" mającej zdyskredytować jego kraj. Dodał, że wierzy w czystość medalistów, którzy wielokrotnie wcześniej i później byli badani. Ale w internetowych komentarzach kibice od razu przypomnieli, że po każdej dopingowej wpadce Mutko zapewniał o niewinności. Tak było choćby w przypadku zdyskwalifikowanych biatlonistek Jekatieriny Juriewej i Iriny Starych. Gdy wybuchła afera z meldonium, też mówił o antyrosyjskiej zmowie, aż do porządku musiał go przywołać Putin.

Zastępca Mutki Jurij Nagornych - jego Rodczenkow wskazuje jako swój kontakt w ministerstwie w sprawie organizacji dopingu i jego tuszowania - twierdzi, że to amerykańskie media próbują narzucić i udowodnić tezę o dopingowym programie w Rosji, a przewodniczący komisji sportu Dumy wezwał do rozprawienia się z "tym Rodczenkowem". Przekonywał też, że nie jest on samodzielny w swoich decyzjach, bo jest uzależniony od amerykańskich pieniędzy. Komentator "Sport-Expressu" napisał jednak, że w ubiegłym tygodniu kontaktował się z Rodczenkowem, który nie sprawiał wrażenia człowieka obłąkanego czy ubezwłasnowolnionego.

Światowa agencja antydopingowa (WADA) nie chciała komentować rewelacji "NY Timesa". Dziennikarze dowiedzieli się jednak, że Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) zwrócił się do WADA o wyjaśnienia. Wciąż nie ma decyzji, czy w igrzyskach w Rio de Janeiro będą mogli wystąpić rosyjscy lekkoatleci, bowiem federacja została zawieszona po dopingowych skandalach. W Rosji zdają sobie sprawę, że podobny los grozi wszystkim sportowcom, jeśli nawet niewielka część ostatnich rewelacji się potwierdzi. - Mam nadzieję, że to tylko sen, a któregoś dnia ktoś do mnie rano zadzwoni i powie, że to tylko były żarty - kończy dziennikarz "Sport-Expressu".



Czy wszyscy kadrowicze Nawałki są w formie? Sprawdzamy!
https://bi.im-g.pl/im/ce/22/13/z20064462Q,kk.jpg