Wstrząsający dokument telewizji ARD o dopingu w rosyjskim sporcie

- Nie sądziłem, że w roku 2014 może jeszcze istnieć system przypominający czasy NRD. System, w którym państwo sponsoruje, organizuje i tuszuje doping - mówi Hajo Seppelt, autor reportażu o rosyjskim sporcie, który w środę pokaże niemiecka telewizja ARD.
- Sport jest tutaj pod pełną kontrolą władz. A Władimir Putin jak żaden inny współczesny przywódca zrozumiał, jak należy uprawiać politykę poprzez sport. Były igrzyska w Soczi, będzie mundial w 2018, sukcesy. Ciemną stronę starają się tam ukryć. Ale to wszystko jest jak beczka prochu. W końcu wybuchnie - mówi Hajo Seppelt, najbardziej znany niemiecki dziennikarz zajmujący się dopingiem. To jego zespół przygotował godzinny reportaż "Jak Rosja produkuje mistrzów", który dziś o 18.50 będzie można obejrzeć w pierwszym programie niemieckiej telewizji publicznej.

Autorzy przekonują, że dotarli do dokumentów, nagrań, zdjęć pokazujących stopień zorganizowania rosyjskiego dopingu. Udało im się przekonać do rozmów niektórych trenerów i sportowców, w tym jednego złapanego na dopingu. Choć nie wszyscy chcieli się wypowiadać oficjalnie, bo jak tłumaczyli, ci którzy chcieliby ujawniać takie tajemnice, są zastraszani.

Doping jako dziedzictwo ZSRR

Film powstawał od marca, jest kolejnym odcinkiem pięcioletniej już serii "Tajemnice dopingu", w której pokazywano oszustwa m.in. w sporcie Chin, Kenii, Białorusi. Ale Seppelt mówi, że skala tego co działo się w Rosji mimo wszystko go zaskoczyła. - Ich system to oczywiste dziedzictwo ZSRR. Choć oczywiście jest teraz udekorowany wszelkimi symbolami skomercjalizowanego, kapitalistycznego sportu - mówi autor. Rosją zajął się przy okazji igrzysk w Soczi. Tam Rosjanie wygrali klasyfikację medalową (33 medale) i żaden ich sportowiec nie został złapany na dopingu (w poprzednich sześciu kolejnych igrzyskach zimowych i letnich zawsze mieli jakąś wpadkę). - To fasada, która nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Pokażemy w filmie, że zarówno rosyjska agencja antydopingowa jak i laboratorium w Moskwie oraz rosyjskie federacje sportowe tworzą system ochrony interesów narodowych i tuszowania dopingu. W żadnym innym kraju nie ma tyle kontroli co w Rosji. Ale dla mnie to tylko mydlenie oczu - mówi Seppelt. Wspomniane przez niego laboratorium w Moskwie jest jedynym w Rosji, które ma akredytację Światowej Agencji Antydopingowej. Jego wieloletni szef, Grigorij Rodczenkow, został w 2011 roku aresztowany pod zarzutem rozprowadzania środków dopingujących, ale śledztwo umorzono po 16 miesiącach. Mniej szczęścia miała siostra Rodczenki, Marina, była lekkoatletka, którą skazano za nielegalny handel lekami.

Ministerstwo poleca gaz

Seppelt zaczął się przyglądać bliżej rosyjskim praktykom dopingowym dopiero przy okazji przygotowań do igrzysk w Soczi. Jego zespół odkrył wówczas w Rosji m.in. próby dopingu mało znanym wcześniej środkiem: Full Size MGF. Czyli niewykrywalną odmianą zakazanych czynników wzrostu, testowaną wcześniej tylko na zwierzętach, więc bardzo ryzykowną. Niemieckiej ekipie, udającej przedstawicieli sportowców, chciał ten środek sprzedać jeden z rosyjskich naukowców, za 100 tysięcy euro (http://www.sportschau.de/doping/videodopingsubstanzvonrussischenwissenschaftlernangeboten100.html). Po igrzyskach ARD przygotowała kolejny reportaż: o użyciu w rosyjskich przygotowaniach olimpijskich ksenonu. Gazu, który wtedy nie był jeszcze zabronionym środkiem dopingującym, bo Światowa Agencja Antydopingowa nie miała informacji, że ksenon jest podawany sportowcom i że może działać podobnie jak EPO, podnosi też poziom testosteronu. Od września 2014 ksenon i argon, inny gaz szlachetny, są już na liście zabronionych w sporcie, głównie dzięki informacjom o ich używaniu przez Rosjan. Pierwszy opisał to "The Economist", potem sprawą zajęli się właśnie dziennikarze śledczy Seppelta ( opisywaliśmy tę sprawę w Sport.pl). Dotarli do oficjalnych dokumentów potwierdzających, że Rosjanie już od 10 lat podawali swoim wyczynowym sportowcom mieszankę ksenonu z tlenem. Polecało ją rosyjskie ministerstwo sportu, a Centrum Atom-Med. - producent ksenonu do użytku medycznego - dostawało od państwa oficjalne podziękowania za wkład w przygotowani sportowców. Siedemdziesiąt procent medalistów z Aten 2004 i Pekinu 2008, stosowało ten gaz, który działał długo i pomagał zarówno w przygotowaniu do startu, jak i w regeneracji po nim.

Presja i korupcja

To po tych reportażach zaczęli się do ekipy Seppelta zgłaszać ludzie znający kulisy rosyjskiego sportu, by opowiedzieć o wielu nieodkrytych jeszcze sprawach. Przynosili dowody, które dziś ma pokazać ARD. Opowiadali o wspieranym przez państwo systemie dopingowym, w którym wpadki tuszuje się często za pomocą korupcji lub zastraszania. Opowiadali o ogromnej presji, niektórzy też o strachu o życie. ARD ma też zwrócić w filmie uwagę na dziwne działania jednej z wielkich światowych federacji sportowych. Nie zdradza jeszcze, o którą chodzi.

Niedawno Międzynarodowa Federacja Pływacka dała swoje najwyższe odznaczenie Władimirowi Putinowi, mimo serii wpadek dopingowych rosyjskich zawodników, przez którą groziło Rosjanom zawieszenie całej ich federacji (to kara, którą można zastosować, gdy w ciągu roku złapanych zostaje co najmniej czterech sportowców z danego kraju). Wpadła m.in. rekordzistka świata Julia Jefimowa. W ostatnich latach takie sankcje dla całej federacji po serii wpadek zostały na Rosję nałożone w wioślarstwie, a seria dopingowych przypadków ciągnie się też od kilku lat w rosyjskim biatlonie i lekkiej atletyce. Nie przeszkodziło to Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej zorganizować ostatnich mistrzostw świata właśnie w Rosji, w Moskwie. Za testy antydopingowe odpowiadał podczas nich wspomniany wcześniej Grigorij Rodczenkow. A przyszłoroczne pływackie mistrzostwa świata odbędą się w Kazaniu.

Sex sells? Kto w sporcie stosuje to marketingowe hasło? Przykłady