Polski sport czeka kryzys

Dziś stadion konkuruje z supermarketem, chodzi o to, aby było ciekawiej niż w supermarkecie, czyli żeby kibic wydał więcej niż w supermarkecie. Sport stał się miejscem świadczenia usług, tak jak szpital stał się miejscem świadczenia usług medycznych, a szkoła stała się miejscem usług edukacyjnych


ROZMOWA Z DR. RAFAŁEM CHWEDORUKIEM, socjologiem i politologiem

RADOSŁAW LENIARSKI: Czy ma pan idoli sportowych?

DR RAFAŁ CHWEDORUK: W moim wieku nie miewa się idoli. Ale gdybym miał wskazać sportowca, którego kariera zrobiła na mnie wrażenie, wskazałbym na stołecznego piłkarza Wojciecha Kowalczyka. Mimo dużego talentu umknął sieciom szkoleniowym polskiego futbolu, niemal z podwórka trafił do ekstraklasy i na europejskie stadiony. Był to łabędzi śpiew wciąż obecnego modelu w Ameryce Południowej, gdzie dla człowieka z nizin społecznych futbol stawał się drogą awansu. Dziś byłoby to raczej niemożliwe. Sport został całkowicie skomercjalizowany. Dziś Kowalczyk dawno byłby wychwycony, a jego rodzice już od 14. roku życia syna dostawaliby propozycje finansowe z klubów.

Ciekawe, raczej nikt nie stawia Kowalczyka za wzór, pewnie nie znajdzie się wysoko w naszym plebiscycie. Choćby ze względu na mało sportowy tryb życia...

- Być może, ale zostać idolem w czasach Kowalczyka, to było zostać idolem na starych zasadach. Mieliśmy wtedy kilka kanałów telewizyjnych, ludzie czytali gazety. Tacy idole pojawiali się rzadko, trzeba było sobie rzetelnie zapracować na to miano. Dziś idole są natychmiast kreowani przez media, nie trzeba być wybitnym sportowcem, można nawet być beztalenciem, ale wystarczy być obrotnym albo mieć obrotnego menedżera, aby znaleźć się w centrum uwagi. Z tego powodu mamy do czynienia z inflacją idoli w polskim sporcie.

Proces nie dotyczy wyłącznie sportu, ale również muzyki, gdzie wykonawca zespołu tak samo jak piłkarz był jakimś rodzajem autorytetu, jego słowa traktowano poważnie, nawet czasem jako wyznacznik drogi życiowej. Dziś mamy raczej do czynienia z idolami twitterowymi - wystarczy krótka wypowiedź i głośna. Większość fanów nie tylko nie wie, jakie ich bohater ma poglądy polityczne, ale pewnie nie wie nawet, skąd pochodzi. Kibic orientuje się tylko na symbolikę i już to samo w sobie pokazuje, że sport jest fragmentem skomercjalizowanego świata, a nie tym, czym był wcześniej, a co mógł symbolizować Kowalczyk. Poza Polską przykładów byłoby dużo więcej.

Przed 1989 rokiem sport był narzędziem polityki. Teraz też, ale inaczej.

- Był i jest narzędziem polityki. Spójrzmy na Euro 2012 i wykorzystanie turnieju, spójrzmy na Soczi i na to, co się szykuje w Brazylii. Sport był przed 1989 rokiem instrumentem polityki partyjnej. A wcześniej? Gdybyśmy wzięli listę i mapę organizacji sportowych międzywojnia, to przy bardzo wielu z nich można by wskazać afiliację ideową. To dzieje się nie tylko u nas. Belgijski sport jest podzielony według granic językowych, ale także według granic trzech wielkich obozów partyjnych.

Po upadku PRL-u zaszła moim zdaniem jedna wielka zmiana, która akurat nie zmienia funkcji politycznych sportu, a wręcz przeciwnie, tzn. w PRL-u sport masowy był oparty - i w ogóle polityka społeczna - na czynniku branżowo-zawodowym. Opiekę nad klubami sprawowały ministerstwa i przedsiębiorstwa. Teraz wielkim patronem sportu są samorządy i tak się dziwnie składa, że gdy zbliżają się wybory samorządowe, nagle nie ma problemu ze wsparciem finansowym dla drużyn piłkarskich w trzeciej, czwartej lidze, a nawet w ekstraklasie, co oczywiście jest aberracją.

Ja bym powiedział też, że dziś ludzie więcej biegają, jeżdżą na rowerze, są bardziej aktywni.

- I tak, i nie. Przenosi pan własną perspektywę na całe życie społeczne. Gdybyśmy spojrzeli na wielkomiejską klasę średnią i oblężone fitness centra o 22, byłoby to prawdą, ale przecież badania wskazują na coraz mniejsze uczestnictwo ludzi w zajęciach sportowych. Spójrzmy na dogorywające kluby sportowe, te prawdziwe, nastawione na amatorskie rozgrywki. Daje o sobie znać rozwarstwienie społeczne. Dzieje się tak nie tylko w Polsce. Podobnie było w Wielkiej Brytanii za rządów Margaret Thatcher, która skomercjalizowała przestrzeń sportową boisk przyszkolnych, obcięła dodatki dla nauczycieli na sportowe zajęcia pozaszkolne.

Nowoczesność kosztuje, za korzystanie z infrastruktury sportowej trzeba płacić. Często z własnej kieszeni. Ale można inaczej. W państwach skandynawskich emeryci dostają dodatki, aby mogli korzystać z infrastruktury. Jednak moim zdaniem największą klęską ostatniego ćwierćwiecza w sporcie jest to, że rodzice muszą ponosić koszty uprawiania sportu przez dziecko. W PRL-u było dokładnie odwrotnie - dziecko dostawało w klubie sprzęt i mogło nawet liczyć na niewielkie, symboliczne pieniądze. Dziś do zajęć piłki nożnej trzeba dopłacać, co samo w sobie nie zachęca do sportu i stwarza bariery dla wielu dzieci. Jest to powrót do XIX wieku, kiedy sport uprawiali tylko ci, których było na to stać.

Ładnie komponuje się to ze wzrostem znaczenia tenisa w Polsce, który był przecież uznawany kiedyś za burżuazyjny, a teraz za aspiracyjny.

- Jeśli zapytać Polaków, do jakiej grupy społecznej należą, większość odpowie, że do klasy średniej, choć nie pokazują tego ani wskaźniki ekonomiczne, ani kulturowe. Można nazwać syrenkę mercedesem, ale od tego ona się nim nie stanie. Tenis, golf czy szkółka FC Barcelona są tylko substytutem przynależności do klasy średniej.

Dziś, jeśli ktoś jest zamożny, najczęściej oznacza to wysoki kredyt, więc jak tu oddać się relaksowi. Tylko około 20 procent Polaków - optymistycznie patrząc - można zaliczyć do bezpośrednich beneficjentów przemian. Dlatego sporty indywidualne się przebijają, a sporty masowe kuleją. Jeśli porównamy skalę uczestnictwa w sporcie, choć nie tylko, Polaków i Holendrów, różnica jest dramatyczna. Nam się wydaje, że skoro wybudowano nowe baseny lub boiska, to coś się w sporcie ruszyło. Jest to, niestety, złudzenie.

To znaczy, że przez następne 25 lat będziemy brnąć w tym kierunku?

- Jak dotąd nie wypracowaliśmy standardu finansowania sportu, nie określiliśmy roli sportu w życiu społecznym. Balansujemy między różnymi systemami stworzonymi w państwach anglosaskich, nordyckich, we Francji i w PRL. Zafundowaliśmy sobie kapitalizm w sporcie za pieniądze podatników, co jest kompletnym miszmaszem, w efekcie którego fundujemy prywatnym spółkom piękne stadiony (przy czym większość tych spółek i tak nie jest w stanie utrzymać tych stadionów) albo pozwalamy na finansowanie zawodowego sportu przez państwowe firmy, czyli za pieniądze podatników. Jest absurdalny model sportu wynikający z prób wyleczenia naszych narodowych kompleksów, megalomanii polityków, a także ze sprytu wielu biznesmenów i osób z pogranicza sportu i biznesu.

Patrzymy - w różnych dziedzinach życia społecznego - na kraje anglosaskie. Wlk. Brytania, Irlandia, USA są przykładami skrajnie liberalnego podejścia do sportu. Każdy wie, jakie problemy z powszechną kulturą fizyczną mają te kraje. Na drugim biegunie są kraje skandynawskie, gdzie nawet 90 procent środków publicznych idzie na sport powszechny, amatorski. Reszta jest przeznaczana na sport komercyjny, wyczynowy i na te pieniądze mogą liczyć tylko najlepsi. Niemal po każdych igrzyskach można się dowiedzieć o skargach skandynawskich sportowców uważających, że byli niewystarczająco uposażeni przez państwo. Tymczasem duński emeryt może przyjechać do Polski, żeby zagrać w golfa, korzystając z dotacji ze swojej gminy, każde dziecko angażuje się w jakiś sport, wykorzystując obiekty gminne lub komunalne. To powinien być nasz punkt odniesienia. Dopiero gdy zbudujemy podobne podstawy, możemy się rzucić na sport wyczynowy.

Ktoś powie, że to sprawa pieniędzy. Ale Skandynawowie nie zaliczali się zawsze do najbogatszych społeczeństw. Pamiętam mecze polskiej piłkarskiej reprezentacji ze Skandynawami, które były dla nas spacerkiem, bo spotykali się dobrze opłacani jak na ówczesne czasy zawodowcy z Polski z amatorami. Tam najpierw rozwinęła się kultura fizyczna społeczeństwa moderowana przez państwo i samorządy, a potem na tej podstawie wyrosło pokolenie sportowców w wielu dyscyplinach, często o sile nieadekwatnej do populacji. Podobnie jest zresztą w Czechach, gdzie najpierw stworzono podstawy sportu, a potem zbudowano obiekty. Tak było w piłce nożnej, tak też było w tenisie. A my? Gdybyśmy wszystkie środki wydane przez państwo i samorządy na wyczynowy sport i na Euro 2012 przeznaczyli na sport powszechny, dawno dogonilibyśmy Holandię, a przy naszej liczebności zostawilibyśmy ją z tyłu.

Czyżby sport był wyjątkowo opóźniony w Polsce w porównaniu z innymi sferami życia?

- Komercjalizacja i ekonomia zagarniają pod siebie nie tylko sport. Korporacje wpływają na całość życia społecznego. Kiedyś sport był sposobem na wyrażenie tożsamości narodowej. Są wydarzenia sportowe - mecze piłkarskie, lekkoatletyczne, bokserskie, Wyścig Pokoju - które weszły do historii politycznej Polski. Jak finał Pucharu Polski w maju 1980 roku między Lechem i Legią, kiedy kibice się tłukli na skalę niespotykaną w PRL-u, podobno były nawet ofiary śmiertelne, i ten mecz też wszedł do historii. Być może ze względu na przemoc, ale też na to, że miał miejsce tuż przed pierwszymi strajkami. Co pokazało, że ludzie nie boją się władzy. Dziś stadion konkuruje z supermarketem, chodzi o to, aby było ciekawiej niż w supermarkecie, czyli żeby kibic wydał więcej niż w supermarkecie. Sport stał się miejscem świadczenia usług, tak jak szpital stał się miejscem świadczenia usług medycznych, szkoła stała się miejscem usług edukacyjnych itd. W związku z tym polski sport czeka kryzys, bo nie sądzę, aby gminy czy spółki skarbu państwa stać było na nieustające utrzymywanie profesjonalnego sportu. Nie wyszło to optymistycznie, prawda?

Dyskusja o 25-letniej Polsce

Przy okazji plebiscytu chcemy podyskutować z czytelnikami "Gazety Wyborczej" o tym, co nam się udało wspólnie zrobić w ostatnim dwudziestopięcioleciu. Jak doceniliśmy i wykorzystaliśmy naszą wolność? Co jeszcze powinniśmy zrobić, żeby nam wszystkim było z tą wolnością lepiej?

Jak wziąć udział w plebiscycie? Wejdź na ludziewolności.pl, wypełnij formularz zgłoszeniowy i przyślij nam swojego kandydata!

Zapraszamy na fanpage plebiscytu na Facebooku!

Akcję prowadzimy wspólnie z TVN

Czytaj codziennie w "Gazecie Wyborczej". Pisz do nas: ludziewolnosci@wyborcza.pl



Fot. Gazeta Wyborcza / TVN



Wygraj tablet Acer Iconia W4 i odkryj nowe oblicze apki Sport.pl LIVE


Korzystasz z Gmaila? Zobacz, co dla Ciebie przygotowaliśmy