Uniwersjada. Rosjanie dumni, że rwą rywali na strzępy

- Nasza reprezentacja na Uniwersjadzie w Kazaniu rwie na strzępy konkurentów i bierze złoto za złotem - od takich komunikatów rozpoczynają się dziś programy informacyjne federalnych kanałów telewizji rosyjskiej. Komentatorzy zastanawiają się, skąd bierze się ten cud. Studenckiego sportu w Rosji nie ma, a grad medali jest.
Startuje nowy sezon Wygraj Ligę! Kupisz Saganowskiego czy Ślusarskiego? ?

Dorobek sbornej zebranej na akademickie letnie mistrzostwa ponoć z uczelni w całej rozległej Federacji Rosyjskiej jest rzeczywiście imponujący. Na środę rano było 285 medali, w tym 151 złotych.

Rekord Chińczyków, którzy dwa lata temu na swojej Uniwersjadzie w Shenzhenie wskakiwali na najwyższe podium 75 razy, został pobity jeszcze na półmetku zmagań nad Wołgą. Teraz Rosjanie rzeczywiście ich "rwą", bo na razie zawodnicy "Podniebnej", jak w Rosji nazywa się Państwo Środka, w mieście nad Wołgą zgarnęli 24 złotych, ale i z tym skromnym dorobkiem zajmują jednak miejsce drugie, choć trudno powiedzieć, że zaraz za gospodarzami, bo dystans od liderów dzieli ich podniebny.

A to przecież jeszcze nie wieczór.

Letnia Uniwersjada 2013 rozpoczęta 6 lipca kończy się dopiero w środę i reprezentacja Federacji zdąży do tego czasu nazbierać może 150, a może i więcej złotych medali. Słowem Rosja, jak lubią tu mówić, kroczy "w pieredi płaniety wsiej", czyli przed całą resztą świata.

Nic dziwnego, że jednoosobowe dziś kierownictwo kraju triumfatora już dwukrotnie odwiedziło w Kazaniu swoje złotka. Władimir Putin był tu na hucznym otwarciu zawodów i wrócił jeszcze w ubiegły piątek. Być może zjawi się i na ich zamknięciu, by radować się wspaniałym zwycięstwem.

Wścibscy komentatorzy zauważyli jednak pewną dziwną regułę. Triumfatorzy światowej studenckiej spartakiady przed kamerami telewizyjnymi opowiadają o całym swoim życiu, zainteresowaniach, trenerach, karierze. Nie są jednak pytani o jedno - o to, gdzie i na kogo się uczą.

Redakcja "Niezawisimej Gaziety" zadała sobie trud i spróbowała pójść akademickim tropem broniących na Uniwersjadzie honoru Rosji tenisistek Anastasji Pawluczenkowej i Jeleny Wiesninej. W internecie można znaleźć na ich temat wszystko oprócz właśnie tego jednego - gdzie obie młode panie studiują dziennie, wieczorowo czy choćby tylko zaocznie.

"Niezawisimaja" przypomina, że akademicki sport triumfujący dziś nad Wołgą w Rosji nie istnieje. Na przykład pojedynki hokejowych czy koszykarskich reprezentacji uniwersytetów, które w USA są pierwszoplanowym wydarzeniem sportowym, tutaj na ekrany telewizorów nie trafiają.

Natalia Kaługina, komentatorka sportowa radia Echo Moskwy, jest przekonana, że na zawody nad Wołgą przysłano po prostu najlepszych sportowców rosyjskich. Samych mistrzów olimpijskich z Londynu zjawiło się tu 18 (Rosja na igrzyskach w Wlk. Brytanii zdobyła w sumie 24 złote medale). I ci mistrzowie rywalizują nad Wołgą z amatorami, którzy w swoich krajach na razie przynajmniej mogą liczyć najwyżej na miejsca w głębokiej rezerwie kadry narodowej.

Dziennik "Wiedomosti" napisał w sarkastycznym komentarzu redakcyjnym: - "Należy rozumieć, że na Uniwersjadzie mamy do czynienia z imitacją uczciwej walki sportowej. Ale w kraju, gdzie liczne inne instytucje są imitacją, dziwić się temu nie należy. Uniwersjadę upichcili u nas według tego samego przepisu co wybory - trochę nacisków administracyjnych, trochę podrzuconych do urn wyborczych kart do głosowania, trochę podrobionych protokołów. I danie gotowe na 146 proc.".

Liczba 146, czyli tyle, ile mniej więcej wyniesie pewnie złoty medalowy dorobek sbornej, pojawiła się tu nieprzypadkowo. Po ostatnich wyborach parlamentarnych szef centralnej komisji wyborczej Władimir Czurow wyliczył, że na putinowską partię władzy Jedna Rosja w jednym z regionów głosowało właśnie 146 proc. mieszkańców.

Wygląda na to, że Moskwa sama zorganizowała sobie wielki sportowy sukces. I to za duże pieniądze. Koszty przygotowań do Uniwersjady według oficjalnych danych wyniosły 4,5 mld dolarów (w marcu Rustam Minnichanow, prezydent Tatarstanu, którego stolicą jest Kazań, oceniał je na 7,1 mld). Wychodzi na to, że na jeden złoty medal na Uniwersjadzie Rosja wydała co najmniej 30 mln dolarów. To nie tak dużo. Wydatki ambitnych Chińczyków przeliczone na jeden złoty zdobyty przez ich reprezentację w ich Shenzhenie wyniosły dziesięć razy więcej.

Ale Rosja jest nie mniej ambitna i bije się zażarcie o prawo organizacji wszystkich wielkich imprez sportowych i nie tylko sportowych, którymi zamierza olśnić całą planetę. Rekordowo dużo, bo około 50 mld dolarów wydała już na przygotowania do igrzysk zimowych w Soczi w przyszłym roku. Jeszcze więcej pewnie pochłoną futbolowe mistrzostwa świata w 2018 r.

W Moskwie mówi się, że władze kraju, nie bacząc na astronomiczne koszty, ubiegają się o jednego po drugim "białego słonia". Takim bowiem podarkiem hinduscy maharadżowie "nagradzali" swoich poddanych, którym chcieli zaszkodzić. Biały słoń bowiem nie mógł na siebie zarabiać, bo jako zwierzęcia świętego nie wolno go było używać do żadnych prac. A właściciel musiał go karmić, co drogo kosztowało.