Kiedrosport. Człowiek, który zniósł niewolnictwo w sporcie

W ubiegłym tygodniu w wieku 95 lat zmarł Marvin Miller. Choć mało kto o nim słyszał, a on sam nigdy nie był zawodowym sportowcem, to właśnie on przeprowadził największą sportową rewolucję w drugiej połowie XX wieku.
Miller z wykształcenia był ekonomistą, z zawodu - negocjatorem. Pracował dla różnych związków zawodowych w USA. Największą sławę przyniosła mu praca dla związku pracowników przemysłu stalowego. W 1966 r. negocjował z samym prezydentem Lyndonem Johnsonem, który nie chciał dopuścić do strajku największej tego typy organizacji w USA.

Z organizacji stalowców w 1966 r. Miller przeniósł się do związku zawodowego baseballistów ligi MLB (MLBPA). Został jego szefem, choć sam nigdy nie grał w baseball. Szybko się zorientował, że zawodnicy mają o wiele mniej praw niż stalowcy. Baseballiści byli bowiem własnością klubu nawet po zakończeniu kontraktu. Co więcej, pracodawcy mieli prawo jednostronnie przedłużyć kontrakt z zawodnikiem nawet bez jego zgody. Istniał co prawda arbitraż, do którego mogli uciec się baseballiści, gdy chcieli walczyć o wyższe pensje, ale decydujący głos miał w nim komisarz ligi, który - formalnie niezależny - wybierany był przez właścicieli klubów. Baseballiści mieli wtedy jeszcze gorzej niż piłkarze sprzed ery prawa Bosmana, bo ich "niewolnictwo" było usankcjonowane przez władze. Amerykański Kongres uznał bowiem, że sport zawodowy powinien być wyłączony spod przepisów o wolnej konkurencji. Potwierdził to jeszcze sąd najwyższy w 1969 r., gdy Curt Flood chciał zablokować swój transfer do Philadelphia Phillies po zakończeniu kontraktu z St. Louis Cardinals. Panowała bowiem powszechna opinia, że uwolnienie zawodników po zakończeniu umów naruszy równowagę w ligach i tytuły będą zarezerwowane tylko dla bogatych klubów, a biedni będą bankrutować.

Miller porażkę Flooda potrafił przekuć w sukces. Rok po sprawie związek graczy wymógł na właścicielach klubów wprowadzenie specjalnego prawa, które dawało weteranom (co najmniej 10 lat w lidze i 5 lat w ostatnim klubie) prawo do zablokowania każdego transferu.

To był kolejny sukces Millera. Dwa lata wcześniej doprowadził bowiem do podpisania pierwszej w historii umowy zbiorowej między MLBPA a pracodawcami. Na jej mocy pensja minimalna zawodnika - niepodnoszona od dwóch dekad - wzrosła z 6 tys. do 10 tys. dolarów.

Największe zwycięstwo Miller odniósł w 1975 r. Wtedy po raz pierwszy w sportowym słowniku pojawiło się wyrażenie "wolny agent". W ten sposób do historii przeszli Andy Messersmith z Los Angeles Dodgers i Dave McNally z Montreal Expos. Obaj cały rok grali bez podpisania nowej umowy po wygaśnięciu starej. Było to możliwe dzięki tzw. reserve clause, która dawała każdemu klubowi MLB prawo do "zarezerwowania" sobie każdego zawodnika ze swojej drużyny na następny sezon, choć wygasł mu kontrakt. Właściciele klubów uważali, że mogą reserve clause stosować w nieskończoność. Niezależny arbiter, do którego zwrócili się zawodnicy, a potem sąd uznali jednak, że takie jednostronne przedłużanie umowy jest nielegalne. W ten sposób droga do wielomilionowych kontraktów nie tylko dla baseballistów, ale także dla innych zawodowych sportowców została otwarta.

Miller przewodniczył związkowi baseballistów przez 16 lat. W walce o prawa zawodników nie cofnął się nawet przed ogłoszeniem pierwszego w historii zawodowego sportu strajku zawodników całej ligi (w 1972 r.). W czasie jego urzędowania średnia pensja baseballisty wzrosła 17-krotnie - z 19 tys. do 326 tys. (dziś wynosi 3,44 mln). Dziś uważany jest w USA za jedną z najważniejszych postaci w historii sportu.