Wytropić przyszłego mistrza

Jeśli nie nauczymy się wyłuskiwać talentów i kierować ich do odpowiednich sportów, leżymy - mówi Andrzej Krzepiński. Jego Akademia Drogi Sportowej sprawdzi młodemu geny, oceni biochemię i pomoże wybrać najlepszą dyscyplinę, by nie błądził.
Co z tego, że to tak, jak kiedyś w NRD?

Tam również sport zaczynał się od sprawdzenia poprzez testy fizyczne i badania lekarskie, gdzie jest właściwe miejsce dla dziecka - czy to idealny kajakarz, wioślarz, pływaczka, lekkoatletka - żeby państwowych pieniędzy nie marnować. Co potem najbardziej skoszarowane państwo Europy robiło z młodymi wkręconymi w tryby sportowej taśmy produkcyjnej, to już inna, często tragiczna historia. 16-milionowy kraj na igrzyskach w Seulu w 1988 roku zdobył 102 medale, w tym 37 złotych.

Pomysłowi Krzepińskiego bliżej do Australii. Tam przeprowadza się standardowe krajowe testy, a najbardziej utalentowanych wysyła do Instytutu Sportu w Canberze na szczegółowe badania. 18-milionowy kraj zdobył na igrzyskach w Sydney w 2000 roku 58 medali, w tym 16 złotych.

By zachować proporcje - w NRD system trwał dekadami, w Australii trwa od dwóch dekad. W Europie w tej chwili nie ma odpowiednika.

Krzepiński, dwukrotny olimpijczyk, wicemistrz świata w wioślarstwie, ma na razie pomysł, narzędzia, podpisane umowy z naukowcami, z Centralnym Ośrodkiem Medycyny Sportowej, z Carolina Medical Center, współpracuje z Instytutem Sportu. Założył też witrynę www.akademiadrogisportowej.pl.

- Tyle razy przychodzili do mnie rodzice i pytali, gdzie wysłać dzieci, że w końcu postanowiłem dokładnie im odpowiedzieć - mówi Krzepiński. - Miałem kolegę, który wiosłował bez sukcesów, ale kiedy robiliśmy testy rzutów, bił nas wszystkich o dwie długości. Myślałem sobie wtedy: "Co by było, chłopie, gdybyś trenował rzut oszczepem?".

W Polsce sport polega na przypadku. Kluby łapią tych, którzy się zgłoszą, najczęściej dzieci z sąsiedztwa. Być może niektóre trafiły wcześniej na nauczycieli pasjonatów, potem być może jeszcze na dobrych klubowych trenerów, ale to już los na loterii.

Czasem oczywiście przypadek prowadzi do sukcesu i wtedy historia robi się niezwykła.

Najbardziej utytułowana polska osada wioślarska została złożona przypadkowo. Pewnego dnia w Wałczu do osamotnionego Roberta Sycza trener Jerzy Broniec, prawdopodobnie wiedziony intuicją i doświadczeniem, kazał się dosiąść Tomaszowi Kucharskiemu. - Kajtek, zmierz im jeszcze raz czas, bo mi się stoper zepsuł - powiedział trener do Kajetana Broniewskiego po pierwszej próbie dwójki. - Nie, to niemożliwe - szepnął Kajtek trenerowi po drugim przejeździe. - Popłyńcie jeszcze raz - krzyknęli do Sycza.

Stoper działał dobrze. Nowa osada zdobyła mistrzostwo świata oraz olimpijskie, które potem obroniła.

Teraz chodzi o to, by wiarę w szczęśliwy traf zastąpić planem. - Jeśli młody człowiek znajdzie swoją konkurencję, zostanie w sporcie na dłużej i zwiększy szansę na sukces - mówi Krzepiński.

Pierwszy test Akademii jest internetowy - chodzi głównie o spostrzegawczość, nic wielkiego, to raczej zachęta, by wysilić się na więcej.

Drugi test - opracowany przez specjalistę antropokinezjologii prof. Włodzimierza Starostę - trzeba przeprowadzić na bieżni. Sprawdzić dziecku czas w biegu na 50 m, 1000 m, w skoku w dal z miejsca, biegu zwinnościowym, podciągnięciach, "brzuszkach", czyli skłonach w przód z leżenia tyłem. Po wpisaniu wieku, gabarytów i wyników otrzymuje się listę siedmiu polecanych dyscyplin najbliższych ideałowi.

Trzeci test ("złoty") jest dwudniowy i odpłatny (ok. 3500 zł), przeprowadzany w Warszawie na AWF. Lekarze i naukowcy z COMS, Instytutu Sportu i Carolina Medical Center zbadają organizm, określą genetykę, biochemię, cechy dziedziczone i antropomorficzne (w Wielkiej Brytanii łowcy talentów z Team GB sprawdzali grubość kośćca, wielkość stopy czy dłoni). Najlepiej, by dziecko miało co najmniej 10 lat, bo dopiero w tym wieku różnicują się enzymy glikolityczne odpowiedzialne za dostarczanie organizmowi energii podczas wysiłków tlenowych i beztlenowych, czyli długich i krótkich. Wtedy można określić, czy dziecko nadaje się do sportów wytrzymałościowych, czy opartych na szybkości. Wcześniej dzieciak jest po prostu albo dobry we wszystkim - wygrywa bieg i na jedno kółko dookoła bloku na osiedlu, i na dziesięć kółek - albo słaby we wszystkim.

Dopiero "złoty" test pozwala też precyzyjnie określić poziom koordynacji ruchowej - w sporcie kluczowej.

Monitorujący system lekarze mogą na podstawie "srebrnego" testu zasugerować rodzicowi "złoty" - jeśli wyniki będą wskazywać wyjątkowe predyspozycje do jakiejś dyscypliny. - Wyobraźmy sobie, że dziecko ma wybitne możliwości, ale akurat nie w wymarzonym przez rodziców sporcie - mówi Krzepiński. - Mówimy prawdę, nam chodzi o dziecko. Jeden ojciec się zniechęci, 600 doceni rzetelność.