Baseball. Kocham Fidela Castro - słowa, które poruszyły sportową Amerykę

- Kocham Fidela Castro. Wiecie dlaczego? Mnóstwo ludzi przez ostatnich 60 lat chciało go zabić, a ten [tu padło przekleństwo nie do zacytowania] wciąż tu jest - tak z właściwą sobie swadą mówił gadatliwy trener baseballistów Miami Marlins Ozzie Guillen w wywiadzie dla magazynu "Time".
Może gdyby Wenezuelczyk, który ma amerykańskie obywatelstwo (w Major League of Baseball grał od 1985 r., a od 2000 był trenerem), powiedział to jako menedżer Chicago White Sox, gdzie pracował przed transferem na Florydę, to jego słowa nie wywołałyby takiego szumu. W Miami jednak to zupełnie inna sprawa. To największe skupisko w USA emigrantów z Kuby. Wśród mieszkańców tego miasta jedna trzecia ma większe lub mniejsze rodzinne związki z krajem od 1959 r. rządzonym przez Castro. Słowa Guillena miały więc dla nich szczególną wagę.

Szefowie klubu tak bardzo przestraszyli się beztroskiej pochwały dyktatora, że zawiesili trenera na pięć meczów, za które nie dostanie też pensji (straci ok. 77 tys. dol.). Nie wystarczyło, że Guillen dwukrotnie kajał się i przepraszał. Zaklinał się też, że został źle zrozumiany. - Myślałem po hiszpańsku i źle wyraziłem to po angielsku. Chciałem tylko powiedzieć, że jestem bardzo zaskoczony, że Fidel Castro tak długo utrzymuje się u władzy, biorąc po uwagę wszystko, co zrobił. Powiedziałem, że nie mogę uwierzyć, że ktoś, kto wyrządził krzywdę tylu ludziom, wciąż żyje.

Dodał jeszcze, że to był największy błąd w jego życiu i że przez trzy kolejne noce nie mógł spać z tego powodu. - Jest mi bardzo, bardzo, bardzo przykro - mówił. - Padam na kolana i przepraszam całą społeczność latynoską w Ameryce.

Zespół wydał oświadczenie, w którym napisano: "Ból i krzywdy spowodowane przez Fidela Castro nie mogą być marginalizowane, szczególnie w społeczności pełnej ofiar tej dyktatury".

Specjalne oświadczenie popierające decyzje klubu w podobnie górnolotnym tonie wydał także komisarz MLB Bud Selig, zaznaczając, że na tego rodzaju opinie jak ta Guillena, które mogą urazić dużą część społeczeństwa, nie ma miejsca w baseballu.

Jednym słowem, afera zrobiła się potężna.

Właściciel Marlins Jeffrey Loria przeraził się nie na żarty. W kwietniu jego zespół przeniósł się bowiem na nowy stadion położony w dzielnicy... Little Havana (Mała Hawana), czyli w sercu społeczności kubańskich emigrantów. Żeby go zapełnić, sprowadzono gwiazdy. Budżet płacowy w drużynie w porównaniu z zeszłym rokiem wzrósł o ponad 100 procent. A tu taki klops. Lokalni politycy zaczęli wzywać do zwolnienia gadatliwego trenera. Grupa stu osób kubańskiego pochodzenia protestowała przed stadionem.

Większość mieszkańców Miami uznała jednak karę zawieszenia za zupełnie wystarczającą i nie domaga się głowy trenera. Telewizja ESPN przeprowadziła w tej sprawie specjalny sondaż opinii publicznej. Za pozostawieniem trenera głosowało ponad dwie trzecie ankietowanych.

Na pierwszy po wybuchu afery mecz na swoim stadionie przyszło 30 tys. kibiców - znacznie więcej niż średnia z ubiegłego roku, choć tego samego wieczoru grali i inni miejscowi ulubieńcy - koszykarze Heat i hokeiści Panthers. Loria mógł więc odetchnąć.

Bądź częścią historii! Pokażmy światu jak się kibicuje - Facebook Polska biało-czerwoni  ?