MLB. W sporcie nie ma meczów o nic

To najbardziej niewiarygodne zakończenie sezonu, jaki kiedykolwiek widziałem - oświaczył Gary Thorne, gdy Baltimore Orioles - najsłabszy zespół wschodniej grupy American League - pokonał Boston Red Sox i w ostatnim meczu sezonu pozbawił drugi po New York Yankees najbogatszy zespół całej ligi MLB szansy na awans do play-off. Thorne wie, co mówi. Baseball komentuje od 26 lat.
Gdy wypowiadał swoje słowa, na boisku zawodnicy Orioles świętowali, jakby to oni awansowali do walki o World Series. A chwilę wcześniej Red Sox dzieliła od zwycięstwa jedna piłka. Skutecznym wybiciem popisał się jednak najpierw Nolan Reimold, a chwilę potem Robert Andino. Orioles wygrali 4:3. Andino komentował potem: Chcieliśmy wygrać, aby mieć frajdę na koniec sezonu.

W toczącym się równolegle meczu, który decydował o awansie do play-off, Tampa Bay Rays przegrywali już 0:7 z New York Yankees. W ósmej rundzie - gdy trybuny powoli pustoszały, bo niektórzy kibice nie bardzo wierzyli już w sukces - odrobili jednak sześć punktów, a w dziewiątej, która powinna kończyć mecz, wyrównali. W 12. (czyli trzeciej dodatkowej) Evan Longoria zaliczył home runa i Rays pokonali New York Yankees 8:7.

Smaczki w tej rywalizacji trudno zliczyć. Rays to drugi od końca zespół ligi pod względem poziomu wynagrodzeń. Przed sezonem stracił kilku podstawowych graczy, m.in. Carla Crawforda, który podpisał kontrakt z... Boston Red Sox. Za siedem lat gry zarobi 142 mln dolarów. I to właśnie on nie zdążył złapał piłki, która mogła uratować jego nowy zespół przed wyeliminowaniem z play-off.

Miesiąc temu nikt nie spodziewał się takich rozstrzygnięć. Na początku września Rays mieli dziewięć zwycięstw straty do Bostonu. W ciągu 28 dni wygrali 17 meczów, a ich rywale - którzy zanotowali niewiarygodną obniżkę formy - tylko siedem. W całej historii baseballu żadna drużyna nie odrobiła takiej straty na finiszu sezonu.

Dla mnie bohaterami finiszu sezonu byli mimo wszystko Orioles. Może dlatego, że oglądałem wszystkie trzy ostatnie ich mecze z Bostonem [małe wyjaśnienie - w MLB zespoły grają ze sobą całymi seriami - trzy lub cztery spotkania dzień po dniu]. I choć dla nich były to 160., 161. i 162. mecz sezonu, w każdym prezentowali determinację i poświęcenie, jakby wciąż liczyli się w walce o tytuł, a nie odpadli z niej wiele tygodni wcześniej. Pierwsze spotkanie wygrali, drugie przegrali jednym punktem, w ostatnim zwyciężyli w dramatycznej końcówce. W polskiej terminologii grali o nic, bo ani awans do pucharów (play-off) ani spadek (w amerykańskich ligach nie ma czegoś takiego) im nie groził. Nie mieli też żadnych pieniędzy "do podniesienia z boiska" (tak się też u nas mówi), bo nie dostali specjalnych premii za zwycięstwa.

Ale zwycięstwo samo w sobie jest wartością. A jeśli jeszcze na trybuny przychodzą kibice, którzy płacą za bilety, to motywacja, by wygrać, tym bardziej powinna być oczywistością, niezależnie od tego, czy gra się za miliony, czy za darmo. Na ostatni mecz sezonu Baltimore Orioles przyszło prawie 30 tys. fanów. Oni wiedzą, że mają po co wracać w przyszłym sezonie na trybuny, nawet jeśli ich drużyna znów nie będzie liczyła się w walce o tytuł.

W drugiej połowie MLB - National League - o awansie do play-off także zadecydowała ostatnia seria spotkań. St. Louis Cardinals pokonali Houston Astros i o jedno zwycięstwo okazali się lepsi od Atlanta Braves, którzy ulegli Philadelphia Phillies.

Play-off MLB można w Polsce oglądać w telewizji ESPN America dostępnej na platformie N, pakietach telewizyjnych z Neostradą i wybranych sieciach kablowych. Półfinały American League: New York Yankees - Detroit Tigers, Tampa Bay Rays - Texas Rangers; National League: St. Louis Cardinals - Philadelphia Phillies, Arizona Diamondbacks - Milwaukee Brewers.