Sport.pl

30 lat od tragedii w Monachium: Terror olimpijski

Jossef Gutfreund, 130-kilogramowy trener zapaśników, widzi zamaskowaną twarz terrorysty. Mosze Weinberg rzuca się na niego z nożem. Padają strzały, Josef Romano pada zabity, a Tuvia Sokolovsky trzęsącymi się rękoma otwiera okno i ucieka.
20 godzin później na stadionie olimpijskim odbywa się ceremonia żałobna. Przewodniczący MKOl Avery Brundage mówi: "Games must go on". Piłkarze ręczni ZSRR grają z Węgrami. Na ringu Wiesław Rudkowski pokonuje w doskonałym stylu Kubańczyka Rolando Garbeya.



26 sierpnia 1972 roku prezydent NRF Gustav Heinemann ogłosił otwarcie igrzysk. Nie grano marszów; uzbrojeni najwyżej w walkie-talkie strażnicy ubrani zostali w bardzo pokojowe jasnobłękitne garnitury, siatka w wiosce olimpijskiej miała niecałe 2 m wysokości, o drucie kolczastym nie było mowy. Niemcy zrobili wszystko, aby nikomu nic nie kojarzyło się z poprzednią niemiecką olimpiadą - w Berlinie w 1936 roku. I największa duma i chluba - do NRF przyjechała ekipa Izraela, co było żywym dowodem przełamywania historii.

Atak

5 września, 4.30 nad ranem. Pod siatką w okolicach bramy G25A spotykają się dwie grupy: Amerykanie wracający po nocnej popijawie w Monachium i ośmiu ludzi w dresach, ze sportowymi torbami. Wśród śmiechów pomagają sobie w pokonaniu ogrodzenia i rozstają się: "Good bye", "Good bye and good luck".

Ci w dresach kierują się na Conollystrasse, zatrzymują się przy numerze 31, gdzie mieszka 21 członków ekipy Izraela. Kartą magnetyczną skradzioną wcześniej (jeden z nich pracował w olimpijskiej kuchni, drugi w obsłudze technicznej) otwierają drzwi. Z toreb wyjmują karabiny AK-47 Kałasznikowa, zaczynają majstrować przy drzwiach apartamentu nr 1. Jossef Gutfreund, 130-kilogramowy trener zapaśników, słyszy szmery, wstaje, uchyla drzwi i widzi zamaskowaną twarz. - Chłopaki, kryć się! - krzyczy. Po kilku sekundach przepychania Palestyńczycy wdzierają się do środka. Mosze Weinberg, który uciekł do kuchni, rzuca się z nożem na wchodzącego terrorystę. Padają strzały, raniony w twarz Weinberg strasznie krwawi. W tym czasie Tuvia Sokolovsky w pidżamie otwiera trzęsącymi się rękoma okno i ucieka goniony strzałami.

Palestyńczycy biorą zakładników, mijają apartament nr 2 i wchodzą wyżej, do apartamentu nr 3. Ubrany w żółty sweter napastnik nadziewa się na Davida Bergera. Za nim następni, ciągnąc broczącego krwią Weinberga. Ucieka zapaśnik Gad Tsabari, zaś ranny zdesperowany Weinberg, który już wie, że umiera, rzuca się na jednego z Palestyńczyków i zostaje zastrzelony. Na innego rzuca się zapaśnik Josef Romano i też pada zabity.

Dziesięciu Izraelczyków zdołało uciec.



Negocjacje

O 4.50 pojawia się pierwszy strażnik olimpijski, który akurat uprawia jogging. Po chwili ze snu zostają wyrwani: szef monachijskiej policji Manfred Schreiber, minister spraw wewnętrznych Bawarii Bruno Merk i jego odpowiednik w rządzie federalnym Hans-Dietrich Genscher. Policja znajduje dwie kartki z żądaniami, przede wszystkim uwolnienia 234 więźniów, wśród nich Andreasa Baadera i Ulrike Meinhoff. Czas - do godziny 9 rano. Rozpoczynają się negocjacje.

Na Conollystrasse ustawia się kordon policji, naprzeciwko - do apartamentów włoskich, wschodnioniemieckich (notabene w izraelskiej telewizji 20 lat później pojawi się reportaż oskarżający NRD o pomoc w zorganizowaniu zamachu) dostają się dziennikarze i... agenci Stasi, jak Wolfgang Gitter, którego raporty znajdą się później w archiwach tajnych służb NRD. Na 240-metrowej wieży telewizyjnej amerykańska stacja ABC ustawia kamerę telewizyjną - świat już dowiedział się o ataku i ABC rozpoczyna transmisję.

Ultimatum zostaje przesunięte do 12. Rozpoczynają się igrzyska. W polskim bloku nr 40 jak co dzień rano ceremonia gratulacyjna dla medalistów. Tym razem są to brązowi medaliści, kolarze torowi - Benedykt Kocot i Andrzej Bek. Polscy siatkarze przygotowują się do meczu o wszystko z ZSRR, w Augsburgu piłkarze również do meczu z ZSRR, na torze kajakowym Jerzy Opara awansuje do finału jedynek kanadyjek. Sanitariusze Czerwonego Krzyża zabierają ciało Weinberga.

W Izraelu obraduje Kneset: "Możecie w naszym imieniu obiecywać terrorystom, co chcecie, ale musicie wiedzieć, że nie zwolnimy ani jednego więźnia" - mówią Niemcom. Premier Golda Meir żąda przerwania igrzysk.

Hans-Dietrich Genscher proponuje "nieograniczoną ilość pieniędzy" w zamian za uwolnienie zakładników. Gdy ci odmawiają, w akcie desperacji proponuje siebie. - Wiecie, co stało się z Żydami w Niemczech podczas drugiej wojny. Niemcy nie mogą pozwolić, aby znów zostali tutaj ofiarami - argumentuje. Palestyńczycy odmawiają. Ściągnięty z Bonn egipski ambasador i przedstawiciel Ligi Arabskiej próbują przekonać zamachowców, że Izrael nie ustąpi, że Meir prędzej poświęci całą ekipę sportowców, niż uwolni więźniów. Wszystko na nic.

Niemcy przygotowują się do operacji "Zachód Słońca", czyli uwolnienia zakładników siłą. Komandosami są ochotnicy ze straży granicznej i monachijskiej policji. Niektórzy bez przeszkolenia strzeleckiego. Przebrani w dresy obstawiają dachy.

W tym czasie w hali siatkarskiej trwa pięciosetowa walka Polaków z ZSRR o awans do półfinału. W Augsburgu gol z karnego Deyny i rezerwowego Szołtysika daje zwycięstwo Polakom nad ZSRR, choć po bramce Błochina przegrywali 0:1. Na ringu Szczepański pokonuje Irlandczyka Nasha, Błażyński też awansuje do ćwierćfinału. Kończy się mecz siatkarski i igrzyska zostają przerwane. MKOl ogłasza, że następnego dnia o 10 odbędzie się na stadionie olimpijskim ceremonia żałobna.

Niemieccy ochotnicy wycofują się z dachów - dopiero teraz okazuje się, że w pokojach są telewizory, i terroryści oglądają w nich, jak policja przygotowuje się do ataku. Szczególnie dokładna jest telewizja enerdowska. Znów negocjacje. Palestyńczycy wreszcie godzą się na wyjście z wioski, na co mocno naciska MKOl. Jego przewodniczący Avery Brundage wspomina policji o gazie obezwładniającym, którym dysponuje policja z Chicago, skąd pochodzi przewodniczący. Policja traci kolejne godziny na szukanie cudownego gazu. Bez rezultatu. Terroryści chcą iść na piechotę do helikopterów i odlecieć do Libii. Niemcy wybierają lotnisko Fürstenfeldbruck i zaczynają przygotowywać pułapkę.

Hekatomba

Na Fürstenfeldbruck przerzuceni są ci sami ochotnicy, którzy byli w wiosce. Jest też pięciu snajperów. Dlaczego pięciu? Dlaczego nie 20, 50 lub 100? Nie wiadomo. Wybierają sobie pozycje. Nagle wzywają ich do wioski. Pojawia się szansa na zastrzelenie terrorystów w drodze do helikopterów. Po wylądowaniu okazuje się, że terroryści zmienili właśnie zdanie - chcą jechać do śmigłowców autobusem. Snajperzy odlatują z powrotem do Fürstenfeldbruck. Plan mają następujący: dwóch terrorystów - po jednym z każdego śmigłowca - pójdzie do samolotu Lufthansy boeinga 727, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku - to ustalone w czasie negocjacji. W tym czasie uciekają piloci śmigłowców. W boeingu terroryści zostaną przejęci przez 16 ochotników z monachijskiej policji. Trzech pozostałych terrorystów zostanie zastrzelonych na płycie lotniska. Jeńcy sami w tym czasie uciekną. Trzech terrorystów? Trzech! Bo wszyscy jak dotąd myślą, że terrorystów jest tylko pięciu.

Napastnicy i zakładnicy odlatują z wioski śmigłowcami. Już wiadomo, że terrorystów jest ośmiu, ale nikt nie alarmuje policji w Fürstenfeldbruck. W tym czasie na lotnisku ochotnicy w samolocie zaczynają się łamać. Głosują: zostać czy uciec. Jednomyślnie zapada decyzja o ucieczce. Ich szef Reinhold Reich biegnie do dowództwa operacji w wieży i zawiadamia o ucieczce policjantów. "Co ja mam teraz zrobić! - wrzeszczy dowodzący akcją Georg Wolf, który w tym momencie widzi światła lądujących śmigłowców.

Na wszystko patrzy załamany szef Mossadu Zvi Zamir i agent specjalny Victor Cohen - już wiedzą, że zaraz nastąpi hekatomba. Gdy tylko dwóch terrorystów wychodzi na płytę lotniska, niemieccy snajperzy z wieży lotniska otwierają ogień. Nadal nie wiedzą, że terrorystów jest aż ośmiu - nie mają krótkofalówek. Pada ranny terrorysta, drugi ucieka do helikoptera. Słychać chaotyczną strzelaninę, ale nic nie widać - to Palestyńczycy rozbijają reflektory. Jeńcy nie uciekają - potem się okazało, że zostali przywiązani do krzeseł w helikopterach. Źle ustawiony snajper zabija jednego z policjantów.

Niemieckie radio podaje, że zakładnicy zostają uwolnieni. Radosną informację powtarzają wszystkie agencje. Dopiero teraz przyjeżdżają na lotnisko policyjne wozy opancerzone - utknęły w korku, jaki spowodowali gapie. Jeden z Palestyńczyków wrzuca granat do helikoptera. Eksplozja. Około 3 strzelanina się kończy.

O trzeciej Jim McCay z ABC mówi: - Informacje sprzed kilku godzin okazały się zbyt optymistyczne. They're all gone.

W sumie ginie w zamachu 11 izraelskich olimpijczyków, pięciu terrorystów i niemiecki policjant. Trzech rannych Palestyńczyków zostaje aresztowanych.

O 10 odbywa się na stadionie olimpijskim ceremonia żałobna. Przewodniczący MKOl Avery Brundage mówi "Games must go on" (Igrzyska muszą trwać).

O 17 zaczyna się mecz w piłce ręcznej ZSRR - Węgry. "Przegląd Sportowy" jest z wizytą u naszych olimpijczyków. "- Ani na chwilę nie zwątpiliśmy, ani na chwilę nie przerwaliśmy treningów - mówi Wojciech Walkiewicz, prezes PZKol. Naszym dopisują humory". Bokser Wiesław Rudkowski pokonuje w doskonałym stylu Kubańczyka Rolando Garbeya.

Epilog

Kilka tygodni później niemiecki rząd uwolnił trzech terrorystów, ustępując przed żądaniami porywaczy samolotu Lufthansy. Zostali entuzjastycznie przywitani w Libii - milionowy tłum niósł ich na rękach ulicami Trypolisu.

Nadal żyje jeden z nich - Jamal el Gashey. Ukrywa się gdzieś w Afryce. 15 innych - zaangażowanych w organizację ataku - zginęło. Większość na mocy wyroków sądów w Izraelu zostało zlikwidowanych przez agentów służb specjalnych z grupy Gniew Boży.

Abu Daud, mózg operacji, uniknął śmierci w 1981 roku. 1 sierpnia w Café Canaletto w warszawskim hotelu Victoria podszedł do niego młody Izraelczyk i wystrzelił pięć kul z odległości dwóch metrów. Abu Daud przeżył dzięki operacjom w szpitalu MSW na ul. Komarowa w Warszawie. Następnie przeszedł rekonwalescencję pod czujnym okiem agentów polskiej Służby Bezpieczeństwa. Na mocy porozumienia izraelsko-palestyńskiego z 1996 roku mógł nawet wrócić do Palestyny. Zamieszkał w Ramallah, ale ostatnio przeniósł się do Jordanii, gdzie żyje do dziś.

Niemcy zrobili rachunek sumienia i zorganizowali grupę antyterrorystyczną GSG-9 pod dowództwem generała Ullricha Wegenera. Został przeszkolony przez Mossad.