Polska sztanga na koksie

Marcin Dołęga dwukrotnie unikał kontroli, w końcu wpadł w Rosji na sterydach. Na dopingu przyłapano też brata prezesa związku Szymona Kołeckiego oraz syna trenera reprezentacji Jacka Chruściewicza. Co się dzieje w polskich ciężarach?
tekst z listopada 2014 roku, w nawiasach aktualizacje

Niedawno wykryty został też pierwszy w Polsce przypadek stosowania hormonu wzrostu. U Krzysztofa Zwarycza, 24-latka z kategorii 77 kg, siódmego na igrzyskach w Londynie. Sztangista do winy się nie przyznaje. Najął prawników i się odwołuje, choć szanse ma mizerne (uaktualnienie: 21 stycznia odbyła się rozprawa odwoławcza Zwarycza przed Trybunałem Arbitrażowym w Lozannie, ale decyzja nie została jeszcze ogłoszona).

Na stanozololu wpadła Małgorzata Wiejak (75 kg) - odsiaduje dwuletnią karę (uaktualnienie: reprezentowała Polskę na mistrzostwach świata w Houston w listopadzie 2015 r), a Trybunał ds. Sportu w Lozannie (CAS) dwa miesiące temu ponownie wyrzucił z pomostu Marzenę Karpińską (48 kg), u której znaleziono nandrolon przed igrzyskami w Londynie. Wtedy dostała dwa lata, ale Polski Związek Podnoszenia Ciężarów (PZPC), kierowany przez dwukrotnego wicemistrza olimpijskiego Kołeckiego, niespodziewanie złagodził karę do 16 miesięcy. Międzynarodowa Agencja Antydopingowa (WADA) uznała, że PZPC zrobił to nielegalnie, odwołała się do CAS i sprawę wygrała (uaktualnienie: Po zakończeniu kary Karpińska wróciła do ciężarów, ale została ponownie złapana i zdyskwalifikowana dożywotnio).

W wizerunek ciężarów najmocniej uderzają ostatnie wpadki: trzykrotnego mistrza świata Marcina Dołęgi, złapanego we wrześniu na zawodach w Rosji na norandrosteronie (inna nazwa nandrolonu) Sylwestra Kołeckiego, czyli młodszego brata prezesa PZPC, który dostał dwa lata za występ w lidze niemieckiej na nandrolonie, oraz Piotra Chruściewicza (clomifen), syna głównego trenera kadry Jacka Chruściewicza (uaktualnienie: obecnie trenerem kadry jest Ryszard Soćko).

Jak dowiedzieliśmy się w polskiej komisji antydopingowej, zanim Dołęga oblał test w Rosji, był już blisko dyskwalifikacji w Polsce, bo dwukrotnie uniknął kontroli. Nie było go w miejscach wskazanych w komputerowym systemie ADAMS. Trzeci unik oznaczałoby banicję - w przypadku Dołęgi dożywotnią, bo ma już za sobą oblany test na testosteron z 2004 r. (uaktualnienie: Marcin Dołęga został ostatecznie ukarany dwuletnią dyskwalifikacją. Dożywotnia dyskwalifikacja nie została orzeczona ze względu na okres ośmiu lat między wpadkami).

Zieliński i Osetia

Latem kontroli uniknął też mistrz olimpijski Adrian Zieliński, co do niedawna było mocno skrywaną tajemnicą. Według danych zgłoszonych do systemu ADAMS miał być razem z bratem Tomaszem na zgrupowaniu w Osetii Południowej. Kontrolerzy Międzynarodowej Federacji Podnoszenia Ciężarów (IWF) pojechali tam, ale Zielińskich nie znaleźli. - Po co pan o to pyta? Za chwilę mistrzostwa świata, forma Adriana pana nie interesuje? - denerwował się w środę Jerzy Śliwiński, trener Zielińskich. - Adrian sika do fiolki dwa razy w tygodniu, co chwila są jakieś kontrole, przestańcie się czepiać! W Osetii faktycznie dostał żółtą kartkę, ale to się zdarza, internet był słaby, złośliwość rzeczy martwych, akurat zmieniliśmy miejsce i nie udało się wpisać zmian w systemie, o co to zamieszanie?

Były prezes związku Zygmunt Wasiela tuż przed ustąpieniem w 2012 r. zarzucał Zielińskiemu, że zgłaszając wyjazdy do trudno dostępnej Osetii, w rzeczywistości jedzie gdzie indziej, żeby się ukryć przed światem. Wasiela do dziś twierdzi, że Zieliński nie przedstawił dowodów, że był w 2012 r. w Osetii. - Moim zdaniem nie było ich tam wtedy. Teraz pewnie też nie. To bardzo podejrzana sprawa, szkoda, że nikt nie drąży tematu tylko dlatego, że Adrian zdobył złoto na igrzyskach - powiedział Sport.pl Wasiela, który w grudniu 2012 r. przegrał wybory z Kołeckim, mocno popierającym w sporze braci Zielińskich. - Pan Wasiela w tej sprawie kłamie, w 2012 r. byliśmy tam za własne pieniądze, więc z niczego nie musimy się rozliczać - odpowiada Śliwiński.

Wasiela ripostuje, że o Osetię pytało też Ministerstwo Sportu nadzorujące Klub Londyn 2012 i także nie dostało dowodów, że zgrupowanie się odbyło. - Źle się dzieje w polskich ciężarach, zamiast poważnej walki z dopingiem jest poklepywanie się po plecach, jakieś niewidzialne przyzwolenie na różne dziwne praktyki. Za moich czasów informacje o tym, że ktoś wpadł, z bólem, ale jednak nagłaśnialiśmy, a teraz związek siedzi cicho i udaje, że nic się nie dzieje - uważa Wasiela.

Gdy zapytaliśmy prezesa Kołeckiego o dopingową wpadkę brata Sylwestra, odpowiedział: - Do związku nie dotarła informacja na ten temat, nie mam żadnego oficjalnego pisma, czytałem na jednym z forów internetowych, że coś takiego miało miejsce w Niemczech, brat też dostał jakieś pismo. Formalnie mógłby jednak startować w Polsce, ale tak się pechowo składa, że zerwał ścięgno Achillesa, miał operację, rehabilituje się.

- Zgodnie z kodeksem antydopingowym, którego sygnatariuszem jest PZPC, dyskwalifikacja zawodnika przez niemiecki związek jest równoznaczna z zakazem występów na całym świecie, we wszystkich dyscyplinach sportu - prostuje Michał Rynkowski, dyrektor biura polskiej komisji antydopingowej.

Po aferze z bratem - w rzeczywistości pisano o niej nie tylko "na forach", ale też m.in. w "Przeglądzie Sportowym" i na Onet.pl - Kołecki na wszelki wypadek oddał się do dyspozycji zarządu PZPC. Ten pozostawił go na stanowisku.

Dołęga milczy

Od kilku osób usłyszeliśmy, że Dołęgę w ostatnich tygodniach przygotowywał gruziński trener Ivan Grikurowi, ten sam, który szkolił... Sylwestra Kołeckiego. Dołęga z mediami nie rozmawia. Prezes Kołecki przyznaje, że sam mu to odradził. On o sprawie przyjaciela mówi niechętnie, choć zapewnia, że wierzy w czystość Dołęgi i chce go bronić. - Marcin skieruje do analizy całą dokumentację medyczną. Trzeba zobaczyć, czy jest szansa, by nie ponosił kary. Procedura nie sprowadza się tylko do badania próbki A i B. Jest jeszcze postępowanie wyjaśniające - mówi Kołecki.

Można się domyślać, że chodzi mu o batalię podobną do tej, którą sam stoczył w 2004 r., gdy wykryto u niego nandrolon. Z pomocą ekspertyz naukowych Kołecki udowadniał, że minimalne przekroczenie normy było efektem diety, stresu, nagłego odchudzenia oraz zażywanych leków. PZPC, a za nim IWF, mu uwierzyły.

Jednak od tamtej pory testy w laboratoriach wykonały jakościowy skok. - Nandrolon może być wytwarzany endogennie przez sam organizm, ale współczesne testy są w stanie odróżnić ten zewnętrzny od wewnętrznego, jeśli laboratorium w ogóle decyduje się podać wynik pozytywny, to znaczy, że na pewno wie, że doping pochodził z zewnątrz - mówi Michał Rynkowski.

Dołęga wciąż będzie mógł próbować dowodzić, że zjadł dużo skażonej sterydami wieprzowiny z Chin albo Meksyku lub że wypił jakąś odżywkę, ale trudno oczekiwać, że panel dyscyplinarny IWF mu uwierzy.

Kołecki wierzy

Kołecki ściągnął do PZPC strategicznego sponsora - firmę Anwil. Budżet za jego czasów zwiększył się o ponad 4 mln zł - do prawie 11 mln, choć większość wciąż daje Ministerstwo Sportu. Ale - sam przyznał to w rozmowie - sportowo sukcesu nie odniósł. Porażką zakończyły się m.in. rozgrywane w Polsce MŚ we Wrocławiu (trzy medale, zero złotych).

Do klęski na polu walki z dopingiem Kołecki przyznać się nie zamierza. - Wierzę w czystość większości naszych zawodników. Są stale monitorowani, o każdej porze dnia i nocy wstają na badania. Nie wierzę w obchodzenie systemu w stylu Lance'a Armstronga, nie wierzę w spiskowe teorie - zaklina się Kołecki, a pytany o nieobecność Zielińskiego podczas wizyty kontrolerów mówi, że... nic o tym nie słyszał.

Ciężary od dawna są w trójce sportów na czele czarnej listy dopingowej, razem z kolarstwem i lekkoatletyką. Tylko w zeszłym roku wpadło ponad 100 zawodników. Wiadomo też, że na Kaukazie i za Kaukazem, gdzie bije serce dyscypliny, na doping od lat patrzy się z przymrużeniem oka. Może smutna prawda jest taka, że aby dogonić liderów z tych rejonów, reszta świata musi robić to samo co oni?

- Ja tak nie uważam, nasi sportowcy gonią świat bez dopingu i jakoś im się to udaje. Nie potwierdzam więc pana teorii - odpowiedział Kołecki.