Podnoszenie ciężarów. Marcin Dołęga zostanie dożywotnio zdyskwalifikowany?

Marcin Dołęga za dwa tygodnie miał walczyć o czwarty tytuł mistrza świata. Ale do Kazachstanu nie poleci, bo znów został przyłapany. Grozi mu dożywotnia dyskwalifikacja.
- Do czasu zbadania próbki B nie chcemy niczego komentować. To zbyt trudna sprawa. Tragedia dla Marcina, klubu i związku. I tragedią już będzie, bo nawet jeśli wynik będzie negatywny, to smród zostanie - mówi Piotr Wysocki, trener Dołęgi z Zawiszy Bydgoszcz. Z zawodnikiem nie udało nam się skontaktować.

We wrześniu 32-letni sztangista został pierwszym Polakiem, który wygrał prestiżowy Turniej o Puchar Prezydenta Rosji. Kilka dni temu do trenerów i działaczy dotarła plotka, że Dołęga miał pozytywny wynik badania dopingowego, a Rosjanie cieszą się ze zwycięstwa drugiego w zawodach Antoniego Sawczuka. W niedzielę sztangista nie wystartował w mistrzostwach kraju w swoim rodzinnym Łukowie - oficjalnie z powodu bólu pleców.

W poniedziałek Polski Związek Podnoszenia Ciężarów zawiesił Dołęgę i wykluczył z reprezentacji na mistrzostwa świata w Astanie (zaczynają się 8 listopada). Próbka A wykazała, że Dołęga miał nieznacznie przekroczoną normę nonandrosteronu. To steryd anaboliczny, dość popularny wśród sportowców. Stymuluje wzrost masy mięśniowej i czasami również kości.

Zawodnik wystąpił o sprawdzenie próbki B, które może potrwać do dwóch tygodni. Niezmiernie rzadko się zdarza, by drugie badanie nie potwierdziło pierwszego. - Moja pierwsza myśl? Szok. Nie mamy żadnego wytłumaczenia, pomysłu, co się stało. Ale na razie czekamy. A co jeśli próbka B da inny wynik? W przypadku tej substancji były wyjątki - mówi Wysocki.

Na MŚ do Astany Dołęga miał polecieć po medal. Jeśli drugie badanie da wynik pozytywny, na pomost już nie wróci. Według regulaminu Międzynarodowej Federacji Podnoszenia Ciężarów (IWF) druga wpadka dopingowa oznacza dożywotnią dyskwalifikację.

Pierwszy raz na dopingu Dołęga został złapany 10 lat temu, gdy przygotowywał się do igrzysk w Atenach. Został zdyskwalifikowany na dwa lata za zbyt wysoki poziom testosteronu. Tłumaczył wówczas, że tuż przed kontrolą antydopingową trener kadry Ryszard Szewczyk zaproponował podmianę torebek z moczem. Dołęga odmówił, nie wierzył, że mógł być na dopingu. - Wszystkie odżywki, w tym brązowe ampułki, dostawaliśmy od Szewczyka - wskazywał Dołęga. Stracił stypendia i sponsorów, zastanawiał się, czy nie wyjechać do pracy w Anglii. Wrócił jednak na pomost i zaczął odnosić sukcesy - trzy razy zdobył mistrzostwo świata, bił rekordy globu.

Ale na najważniejszych imprezach - igrzyskach olimpijskich - ponosił traumatyczne klęski.

W 2008 r. na treningach przed Pekinem bił rekordy świata. - Tylko trzęsienie ziemi może mu odebrać medal - zapowiadali trenerzy. Im bliżej było startu, tym mocniej trzeba było trenować, a organizm zaczął się sypać. W roku olimpijskim Dołęga przyjął 30 blokad. Bolał go kręgosłup, ale największym problemem było kolano. Co drugi dzień lekarze ściągali z niego płyn. W Pekinie przegrał brązowy medal o 70 gramów. O tyle był cięższy od mającego taki sam wynik Dmitrija Łapikowa.

W Londynie był murowanym faworytem. Trzech najgroźniejszych rywali się wycofało, a on na treningach 190 kg wyrywał seriami. Bez problemów radził sobie nawet ze sztangą o 10 kg cięższą. Na igrzyskach 190 kg spalił jednak trzykrotnie. - Jestem na kolanach, wstać będzie ciężko. Przegrałem z samym sobą - mówił Dołęga. Start na igrzyskach obejrzał dopiero rok później. - Sztanga była bardzo lekka. Ręce szły do góry, ale potem barki przesuwały się do przodu i sztanga spadała. Nie potrafię tego wyjaśnić - mówił. Złoty medalista z Londynu dźwignął w dwuboju 412 kg. Dołęga tuż przed igrzyskami osiągnął 430 kg.

Klęskę przeżywał długo, twierdził, że nie mógł spać ani jeść. Wahał się, czy nie skończyć kariery, ale ostatecznie nie rzucił sportu. Rok temu miał wystartować na mistrzostwach świata we Wrocławiu, ale znów przeszkodziły mu kontuzje - pleców i kolana. Po naderwaniu mięśni brzucha nie dało się już trenować. Wystartował na MŚ nafaszerowany środkami przeciwbólowymi, nie wyrwał 185 kg. Dziewięć miesięcy pracy poszło na marne.

W tym roku zajął czwarte miejsce na mistrzostwach Europy, w których wystartował w najwyższej kategorii wagowej. Coraz starszy organizm nie radził sobie z ciągłym zbijaniem wagi do 105 kg. Do podium zabrakło jednego kilograma.

Kilkadziesiąt kontuzji oduczyło Dołęgę planowania odległej przyszłości. O medalu na igrzyskach w Rio de Janeiro w 2016 r. - ostatniej szansie na olimpijską emeryturę - nigdy nie wspominał.