Sport.pl

"Byłem na NHL Winter Classic"

Specjalna relacja z wyjazdu na NHL Winter Classic do Bostonu laureata naszego konkursu - pana Jacka Orłowskiego. Konkurs, jaki zorganizowaliśmy z ESPN America odbył się w listopadzie 2009 r. i cieszył się ogromnym zainteresowaniem kibiców, nie tylko hokeja.
O sportach amerykańskich czytaj na sport.pl/espn »

Z wyjazdu na NHL Winter Classic wróciliśmy cali, szczęśliwi i ogromnie zadowoleni, choć zaczęło się od opóźnienia spowodowanego nowymi, zaostrzonymi procedurami bezpieczeństwa obowiązującymi na lotach do Stanów Zjednoczonych. Pobyt w Bostonie rozpoczął się za to bardzo miło - na lotnisku czekała na nas cierpliwie duża czarna limuzyna z bardzo miłym szoferem, Justinem, i moim nazwiskiem za szybą - poczuliśmy się jak prominenci.

W czwartek całe wschodnie wybrzeże USA storpedowała burza śnieżna, więc musieliśmy zrezygnować ze spacerów, ale na szczęście w mieście nie zabrakło innych atrakcji, więc nie mogliśmy narzekać na nudę. Sylwestra spędziliśmy w hotelu, w ogólnodostępnym barze Champions. Było hucznie i, jak to w Ameryce, panowała tam niesamowita wrzawa.

Mimo obaw, w dniu meczu "winter storm" był dużo łaskawszy. Ponieważ nie padał śnieg, 3 godziny przed meczem wybraliśmy się spacerkiem do Fenway Park. W stronę stadionu od wczesnych godzin rannych ciągnęły tłumy kibiców Bruins i Flyers oraz innych fanów hokeja z całych Stanów Zjednoczonych.

Pod stadionem przeżyliśmy szok - zobaczyliśmy kilka tysięcy ludzi, niesamowity tłok, jak na jarmarku. W okolicy Fenway Park zorganizowano miasteczko hokejowe z wieloma atrakcjami, niezliczoną ilością barów oraz sklepikami z artykułami i gadżetami sportowymi. Bramy otwarto bardzo wcześnie, więc weszliśmy do środka. Tu także odbywało się dużo imprez towarzyszących (jak chociażby występy wokalne i taneczne) umilających zmarzniętym kibicom oczekiwanie na mecz.

Atmosfera niezwykłości tego meczu narastała z minuty na minutę. Oczekiwanie na początek spotkania nie dłużyło się, gdyż non-stop działo sie coś ciekawego. Na 30 minut przed pierwszym gwizdkiem wypełniony do ostatniego miejsca stadion (około 40 tysięcy widzów), wrzał.

Zaczęło sie od hymnów Kanady i USA oraz od prezentacji zespołów, a także byłych gwiazd hokeja NHL, takich, jak Bobby Orr czy Bobby Clarke. Apogeum nastąpiło, gdy nad stadionem bardzo wolno przeleciał B2 - niewykrywalny dla radarów, obecnie najdroższy bojowy samolot świata. To widowisko uświetniło jeszcze bardziej niezwykłe "święto" hokeja.

Kiedy w końcu zaczął sie ten niecodzienny mecz na otwartym stadionie, hokej wrócił do swoich korzeni. Bilety mieliśmy w 24. rzędzie, prawie na środkowej linii, więc widoczność była wspaniała. Pierwsza tercja - 1:0 dla Flyers i jedna bitwa na pięści zakończona dla obu zawodników karami po 5 minut. Bójka bardzo podekscytowała kibiców.

Co 4-5 minut następowały przerwy w grze, prawdopodobnie na potrzeby telewizji. Na trybunach w tym czasie panowały zabawy fanów dopingujących oba zespoły. W drugiej tercji nie padła żadna bramka, ale zapaliły się jupitery i zrobiło sie jeszcze bardziej widowiskowo.

W trzeciej tercji Bruins ruszyli ostro do ataku, a my oglądaliśmy super mecz. Na 2 minuty przed końcem drużyna z Bostonu wyrównała. Wśród kibiców nastąpił wtedy wybuch radości. Po 3 minutach dogrywki decydującego gola strzeliły Niedźwiadki i trybuny na Fenway eksplodowały.

Mecz zakończył sie "piłkarskim" wynikiem 2:1 dla gospodarzy spotkania. To, co się wtedy działo, trudno ująć w słowach Mieliśmy wrażenie, że cały ten stary stadion (zbudowany w 1912 roku), tętniący jak nigdy dotąd, za chwilę runie. Na szczęście nic takiego się nie stało i po 6 godzinach spędzonych na NHL Winter Classic 2010 udaliśmy się pełni niezapomnianych wrażeń w drogę powrotną do hotelu.

W sobotę zwiedzaliśmy miasto, a wieczorem postanowiliśmy zobaczyć mecz NBA Boston Celtics -Toronto Raptors. Też było fajnie, ale to nie to samo co impreza w Fenway Park. Hokej tym razem zdecydowanie wygrał z koszykówką.