NFL. Babatunde Aiyegbusi: Pokażę, z czego jestem zbudowany. Przebieram nogami, gdy koledzy leżą zmęczeni

- U nas pracowałem w ochronie od 7 do 17, potem siłownia, trening, powrót do domu o 23. W Minnesocie trening kończę o 14 i odpoczywam, czyli robię to, czego w Europie nie poznałem - mówi Babatunde Aiyegbusi, który walczy o miejsce w składzie Minnesota Vikings.
Babatunde Aiyegbusi, Minnesota Vikings, NFL

Wychowany w Oleśnicy i we Wrocławiu 27-letni syn Nigeryjczyka i Polki w futbol amerykański zaczął grać we wrocławskim The Crew w 2005 r. Cztery miesiące temu podpisał kontrakt z zespołem NFL Minnesota Vikings. 25 lipca Aiyegbusi (206 cm wzrostu) rozpoczyna walkę o pozostanie w zespole. Decyzja zapadnie we wrześniu.

Dominik Szczepański: Schudłeś?

Babatunde Aiyegbusi: Trochę. Straciłem 4 proc. tkanki tłuszczowej, ważę teraz 154 kilogramy. Musiałem ograniczyć węglowodany, zacząć jeść więcej warzyw. Nie mam rozpisanej diety na każdy posiłek, mniej więcej wiem, co powinienem jeść, i nie muszę się już głodzić, wystarczy, że utrzymam wagę. Trenerzy są zadowoleni.

Jak wygląda twój plan dnia?

- Wstaję o 5.30, bo w centrum treningowym muszę być tuż po 6. Jemy szybkie śniadanie i wpadamy w wir spotkań, bo teoria, taktyka są skomplikowane i obszerne. Na dodatek ja jestem z tyłu, bo w Polsce i w Niemczech trenowałem w innym systemie taktycznym, który poważnie różni się od tego, czego uczę się teraz.

Po teorii czas na praktykę, na treningu wszystko jest nagrywane, zaraz po zajęciach analizujemy film z treningu. Potem jest czas na siłownię. A kiedy wracam do hotelu, siadam do książek. Futbol to sport dla studentów tej gry, a ja muszę nadgonić to, co inni już wiedzą. Jeśli chcesz odnieść sukces w NFL, to musisz wiedzieć, jak zachować się na boisku. I dlaczego właśnie tak się zachować.

Kolejny punkt dnia to odpoczynek, czyli coś, czego w Europie nie poznałem. W Polsce pracowałem w ochronie od 7 do 17, potem szliśmy z kolegami na siłownię, a później na trening. Wracaliśmy do domów o 23. Byłem zmęczony, ale rano trzeba było wstać do pracy. Jak grałem w Niemczech, to po meczu wracałem do domu o 3. Rano szedłem do pracy, a po niej jechałem na mecz do Austrii.

Teraz kończę trening o 14 i kładę się na łóżku. Mam odpoczywać. To jest moje zadanie. Ewentualnie mogę wtedy też przeglądać książki szkoleniowe. A ja nie jestem do tego przyzwyczajony i przebieram nogami, podczas gdy moi koledzy są zmęczeni po treningu.

Na początku mieliśmy jeszcze program szkoleniowy dla świeżaków.

Co to takiego?

- Tłumaczono nam, jak wygląda życie w dużej lidze. Dowiedzieliśmy się, jak postępować z mediami. Rozmawialiśmy z finansistami, którzy mówili, jak zarządzać naszymi pieniędzmi. Na spotkania przychodzili też policjanci...

Policjanci?

- Bo w lidze, wokół niej, zdarzają się różne przypadki. Media bardzo szybko wyłapują wszystkie sytuacje, w których futboliści zachowują się źle. Liga chce zapobiec np. stosowaniu przemocy przez zawodników. NFL to wielka marka, która dba o swoje dobre imię. Trzyma rękę na pulsie i tłumaczenie, czego robić nie wolno, zaczyna już od młodych zawodników.

Przyjechałeś do Vikings z innej rzeczywistości. Trudno było ci wejść do drużyny?

- Miałem o tyle łatwiej, że w klubie pojawiłem się już w marcu, było nas dwóch, potem trzech. Zawodnicy, którzy grali w Vikings rok temu, przyjechali w kwietniu, a reszta świeżaków - dopiero w maju. Sztab trenerski zdążył więc mnie poznać, zanim rozpoczął pracę z innymi i kiedy szatnia zaczęła się zapełniać, to przybywający zastali w niej gościa, który ciężko pracuje. Nowi koledzy byli ciekawi mojej osoby, bo jednak pochodzę z innego kręgu kulturowego.

Teraz w szatni jest nas 90. Ogromny gwar. Świeżaki rzucają butelką do śmietnika za 10 dolarów, weterani za 1000. Czasem wjeżdża kamera, a wszyscy biegają po szatni na golasa. Ja trzymam się najbliżej Mike'a Harrisa, próbuję go naśladować. Gra na mojej pozycji, dużo mi podpowiada, stara się pomóc mi w rozwoju.

Po pierwszych dniach mówiłeś, że nie dostajesz wielu informacji zwrotnych od trenerów.

- Tutaj nikt nie klepie cię po plecach za to, że wykonujesz swoją pracę. Czasem usłyszysz "Dobra robota", ale trudno wyczuć trenerów i menedżerów. Wszyscy obserwują. Notują, oglądają filmy, ale bezpośrednio nie zwracają się do zawodników. Nikt otwarcie nie powie, jak wygląda twoja sytuacja w klubie. Wiesz, nad czym powinieneś pracować, w którym kierunku się rozwijać, ale niewiele więcej.

Z wywiadu dowiedziałem się tylko, że trener uważa mnie za "zawodnika do wytrenowania, który łapie przekazywane informacje". W twarz mi tego nie powiedział. Jestem w ciekawym miejscu, w ciekawym momencie, ale ta cisza podtrzymuje wysokie ciśnienie.

Za to, jeśli zrobisz coś źle, to wtedy ci powiedzą, żeby się to nie powtórzyło.

Miałeś taką sytuację?

- Wiele razy zrobiłem coś nie tak na boisku, ale człowiek uczy się tylko na błędach. Gdy przyjechałem do Minnesoty, wiele osób chciało przeprowadzić ze mną wywiad, bo moja historia była dla nich ciekawostką. W jednej z rozmów powiedziałem, że moim planem jest walka z najlepszymi zawodnikami, pokazanie się w NFL. Padło też stwierdzenie, że chciałbym rywalizować z J.J. Wattem, najlepszym defensive end w lidze, czyli graczem, z którym teoretycznie najczęściej się ścieram.

Powiedziałeś nawet, że chciałbyś go powalić na ziemię.

- No i następnego dnia przyszedł do mnie trener. Był zły. Poradził mi, żebym więcej takich rzeczy nie mówił, bo to się może źle dla mnie skończyć. A do samej gry z Wattem brakuje mi jeszcze trochę.

W świecie wielkich facetów nie można mówić wszystkiego, co się chce?

- NFL dba o dobre imię marki. Za nią stoją przecież sponsorzy. Ale chodzi im też o to, żebyśmy dbali o swoje dobre imię, bo dużo rzeczy może obrócić się przeciwko nam. Niektórzy zawodnicy mają problem z temperamentem i po przegranym meczu mówią często rzeczy, których później żałują. Przed takimi zachowaniami jesteśmy przestrzegani.

Nad czym przede wszystkim musisz pracować?

- Jestem ofensywnym liniowym, moim głównym zadaniem jest ochrona rozgrywającego. To mózg ofensywy, rozdaje piłki. Może podać w głąb pola, daleko przed siebie, a ja muszę mu dać czas na namysł, zorientowanie się w ustawieniu. Ale rozgrywający może podać też blisko, do kogoś, kto spróbuje pobiec z piłką, i wtedy jemu też muszę zrobić miejsce, przepchnąć rywali. Jesteśmy na pierwszej linii frontu, najwięksi na boisku, bo i z największymi, czyli defensywnymi liniowymi się ścieramy. Oni chcą uszkodzić rozgrywającego albo biegacza, a naszym zadaniem jest ich chronić.

Trenerom chodzi głównie o to, żebym się ustawiał, poruszał, grał w bardziej stabilnej pozycji. Wcześniej nie do końca wiedziałem, co mam robić na boisku z rękami, pracuję też ciągle nad szybkością i odpowiednim przesuwaniem nóg.

Czego nowego na temat swojej pozycji dowiedziałeś się w USA?

- Zmieniło się dla mnie wiele, futbol nabiera całkiem innego kształtu, gra jest dużo szybsza. W Polsce uczyłem się tego, co mam robić ja, ewentualnie kolega obok. W Niemczech, poznałem zadania całego boxu, czyli ofensywnego pudła, w którym jest pięciu liniowych i cały front defensywny. A tutaj uczą nas, co zawodnicy robią jeszcze na innych pozycjach! Moje postrzeganie boiska poszerzyło się. Wiem, że nie mogę skupiać się na sobie. Muszę podnieść głowę wyżej i obserwować wszystko dookoła. Futbol to teoria, taktyka i przewidywanie ruchów przeciwnika.

Grasz w futbol dopiero 10 lat, a już smakujesz NFL. To było szalone 10 lat?

- Gdy zaczynałem grać, to moja mama powiedziała "Nie będę chodzić na twoje mecze, bo to masy mięsa rzucające się na siebie". A jednak futbol to skrzętnie zaplanowany chaos, polegający na taktycznym rozpracowaniu przeciwnika w dość kolizyjny sposób. Jestem zawodnikiem korzystającym z warunków fizycznych, ale mocno kręci mnie teoria. Pasja do futbolu sprawia, że szybko zaczynasz czuć ten sport. Nieważne, czy grasz 10 czy 15 lat. Już na pierwszym treningu we Wrocławiu okazało się, że radzę sobie lepiej niż kilku innych zawodników z dłuższym stażem. Wcześniej grałem cztery lata w koszykówkę, było fajnie, ale inaczej. Teraz nikt już na mnie nie krzyczy, że fauluję. Przeciwnie. Za brak kontaktu fizycznego mogę mieć kłopoty.

Mama dotrzymała słowa?

- Wręcz przeciwnie. Została moim pierwszym kibicem.

Jak poznała się z twoim ojcem?

- Mój tata jest Nigeryjczykiem. Mamę spotkał na studiach, na Akademii Medycznej we Wrocławiu. On jest lekarzem, ona pielęgniarką. Żyją razem już 30 lat. Co ciekawe, na początku to tata pomógł mamie znaleźć pracę, a dziś to ona jest jego szefem, bo pracuje w dyrekcji szpitala.

Byłeś urwisem?

- Okropnym. Dawałem popalić wszystkim, dziwię się, że mama ze mną wytrzymała. Miałem szczęście, że tata nauczył mnie jednej rzeczy. Wpajał mi, że największym grzechem jest przesada. Myślę, że teraz życie mi odpłaca, bo mam trzyletniego syna, który jest wielkości pięciolatka, a pomysły ma lepsze niż ja. Tata mówi, że mam za swoje.

Zaczynałeś od koszykówki, przerzuciłeś się na futbol, ale wyjechałeś też do Wielkiej Brytanii, gdzie pracowałeś jako ochroniarz. Nie było momentu, w którym zwątpiłeś, że ze sportu nic nie będzie?

- Ja nigdy nie oczekiwałem niczego od futbolu. To był mój nastoletni bunt właśnie przeciwko tym, którzy mówili, że nic z tego nie będzie. "Lepiej zajmij się koszem, z futbolu kasy nie ma, bo jest niszowy i egzotyczny". Ale ja jestem typem człowieka, który lubi iść pod wiatr. Im mocniej wieje, tym bardziej mogę się na nim położyć. A że jestem duży, to lubię leżeć i mocno musi wiać, żeby mnie wypchnąć. Bardziej jestem skoncentrowany na tym, co mam ochotę zrobić, niż na tym, co inni mi każą.

Ludzie mówią ci, że masz szczęście?

- Wielu, a ja sam uważam, że urodziłem się w czepku. Mam superrodzinę, wcześniej miałem superpracę, teraz robię to, co lubię, i jeszcze mogę na tym zarobić. Ale z tym szczęściem to jest jeszcze trochę inaczej. Na czym ono polega, wytłumaczył mi trener Dresden Monarchs: "Szczęście pojawia się wtedy, gdy ciężka praca spotyka szansę i umiesz to wykorzystać". Pracuję ciężko, by tak było.

Ale jeśli nie zostaniesz w Vikings, w NFL, we wrześniu będziesz musiał wrócić do Polski.

- Jest taka możliwość, ale nikt mi nie odbierze tego, co do tej pory przeszedłem. NFL, już tam byłem! Mam masę kontaktów. Wielu ludzi, dając mi wizytówki, mówiło, że jeśli mi nie wyjdzie w Vikings, to mogę do nich zadzwonić.

Futbol jest dla wszystkich?

- Kiedyś tak mówiliśmy, ale jakiś czas temu zmieniłem zdanie i muszę wszystkich rozczarować. Futbol nie jest dla wszystkich. Jest tylko dla atletów. Proste rzucanie piłką zmieniło się w wyczynowy sport kolizyjny.

A ja mógłbym zacząć trenować? 180 cm, 84 kg.

- Tak, jeśli umiesz biegać, lubisz rywalizację i potrafisz komuś udowodnić, że jesteś lepszy. Futbol to 22 zderzających się facetów, ale to często sprowadza się do tego, że musisz wygrać z kimś jeden na jednego. I jeśli mogę coś doradzić młodym polskim zawodnikom, to żeby szli grać w NCAA, jeśli tylko mają taką możliwość. To przedsionek NFL. Tam uczysz się systemu gry, zdobywasz edukację. Liga premiuje zawodników z NCAA.

Mnie nie wybrano w drafcie, poszedłem drogą na około, nie dostałem bonusu za podpisanie trzyletniego kontraktu. Nie mam gwarantowanych pieniędzy. A jakbym dostał się do Vikings w pierwszej rundzie draftu, to dostałbym kontrakt plus 7 mln dolarów. Ale nie szkodzi, widzę siebie w NFL.

Przed tobą najważniejsze miesiące, okaże się, czy zostaniesz w zespole.

- Po tym trzymiesięcznym rozbiegu wkraczamy w fazę prawdziwego futbolu. Nadchodzą przygotowania do sezonu w pełnym sprzęcie i mecze podczas obozu treningowego. W końcu będę miał okazję pójść w pełen kontakt. To pokaże, kto z czego jest zbudowany. Chcę pokazać, że mimo egzotycznego w futbolowym sensie pochodzenia mogę sobie radzić w NFL.

Jak wygląda eliminacja zawodników do głównego zespołu, który wyklaruje się we wrześniu?

- W USA mówi się, że NFL to piękny sport, ale bardzo trudny biznes. Tu nie ma sentymentów. Obecnie w składzie jest 90 zawodników, na sezon zasadniczy zostanie 53. Prawie połowa ludzi straci pracę.

Ale jeśli drużyna cię wytnie, to może cię zatrudnić jeden z 31 pozostałych zespołów. W ciągu siedmiu tygodni okresu przedsezonowego rozegramy pięć sparingów. Każdy będzie chciał udowodnić, że jest wart, by w niego zainwestować.

Z iloma zawodnikami w zespole rywalizujesz na swojej pozycji?

- Liniowych ofensywnych w tej chwili jest 16. Zostanie dziewięciu albo 10. Dużego napięcia jeszcze nie czuć, pewnie pojawi się, jak wyjdziemy na boisko.