Doping. Zawodowe ligi w USA ruszą do walki z dopingiem?

Zarabiający rocznie 27,5 mln dol. Alex Rodriguez szprycował się hormonem wzrostu i testosteronem. Czy zawodowe ligi w USA pójdą w końcu na totalną wojnę z dopingiem? Baseball ma najwięcej odwagi.
Władze Major League Baseball ogłosiły w poniedziałek, że zawieszają za doping 13 zawodników, wśród nich gwiazdy: Nelsona Cruza (Texas Rangers), Evertha Cabrerę (San Diego Padres), Jhonny'ego Peraltę (Detroit Tigers) i Rodrigueza, który w 2007 r. podpisał z New York Yankees 10-letni kontrakt wart 275 mln dol., co jest sportowym rekordem świata. Piłkarze, koszykarze i zawodnicy futbolu amerykańskiego nie podpisywali tak dużych umów.

"Dopingowe trzęsienie ziemi", "Największe kary w historii" - piszą media w USA. Afera baseballowa nie schodzi od poniedziałku z czołówek sportowych wiadomości.

12 zawodników zaakceptowało kary zawieszenia na 50 spotkań, co oznacza, że nie zagrają do końca sezonu. Kilku wydało oświadczenia, w których przyznali się i wyrażali skruchę. O dyskwalifikacjach dwuletnich, jak w lekkoatletyce czy kolarstwie, nie ma mowy, bo zawodowe ligi w USA nie współpracują ze Światową Agencją Antydopingową (WADA), ale same ustalają wysokość kar.

Wyłamał się jedynie 38-letni Rodriguez, uznawany jeszcze kilka lat temu za kandydata na gracza wszech czasów, szturmujący ligowe rekordy. Wywodzący się z Dominikany nowojorczyk do winy się nie przyznaje, nie zaakceptował rekordowego zawieszenia na 211 meczów i złożył apelację, która zostanie rozpatrzona prawdopodobnie dopiero w listopadzie (do tego czasu może grać). Jeśli sąd potwierdzi winę Rodrigueza, baseballista nie zagra do 2015 r. i straci ok. 34 mln dol. z kontraktu.

Władze Yankees nabrały wody w usta, czekają na apelację, ale nieoficjalnie wiadomo, że Rodrigueza z chęcią by się pozbyły.

Od podpisania umowy stulecia sporo się zmieniło. W 2009 r po serii artykułów w "Sports Illustrated" zawodnik przyznał się, że - zanim przeszedł do "Jankesów" - brał sterydy w Texas Rangers. Po skandalu i serii kontuzji jego wartość marketingowa spadła. Razem z nią poszła w dół jego wydajność na boisku. Gdyby okazało się, że klub może rozwiązać umowę z winy zawodnika, np. po jego zawieszeniu, Yankees byliby przeszczęśliwi.

Afera, która może zdmuchnąć jedną z największych gwiazd amerykańskiego sportu, zaczęła się od styczniowych artykułów w "Miami New Times". Do gazety zgłosił się Porter Fischer, były pracownik kliniki Biogenesis na Florydzie, która oficjalnie zajmowała się "odmładzaniem" zamożnych emerytów. Okazało się, że pod przykrywką likwidowania zmarszczek i usprawniania stawów Biogenesis zaopatrywała sportowców w hormon wzrostu (HGH), sterydy oraz substancje maskujące ułatwiające oszustwa na kontrolach. Wśród klientów byli baseballiści, koszykarze, bokserzy i tenisiści.

Po artykule "MNT" komisarz ligi MLB Bud Selig wysłał na Florydę swoich ludzi, którzy - chodząc od drzwi do drzwi i wertując dokumenty - wszczęli śledztwo. Gdy MLB zagroziła szefowi Biogenesis Tony'emu Boschowi sądem, zgodził się pójść na ugodę i sypnął baseballistów. W lipcu zaczęły się negocjacje na temat kar. Mimo braku pozytywnych wyników testów zawodnicy zgodzili się na zawieszenia, bo dowody były mocne.

Władze koszykarskiej NBA, federacje bokserskie i tenisowa doniesieniami gazety się nie zainteresowały.

Skandal spowodował powrót do dyskusji o skali dopingu w zawodowych ligach w USA, gdzie - delikatnie mówiąc - sito wyłapujące oszustów nigdy nie było gęste.

Jeszcze w latach 90. sterydy w baseballu zawodnicy łykali garściami, bo w ogóle nie przeprowadzano testów - dziś o tym okresie mówi się jako o "erze sterydowej". Według byłego gracza Jose Canseco w latach 90. i na początku XXI w. szprycowało się ponad 80 proc. zawodników! Kibice i działacze otworzyli oczy dopiero w 2002 r. po wywiadzie Kena Caminitiego, jednej z gwiazd ligi, który przyznał się, że od lat grał na sterydach. W 2003 r. zaczęto przeprowadzać pierwsze testy. - Starsze pokolenie zawodników protestowało, to była dla nich zmiana cywilizacyjna, testy przeszły dzięki młodym - opowiadał Kelly Wunsch, wówczas gracz Chicago White Sox.

Dziś baseball to w USA antydopingowa awangarda. MLB przeprowadza rocznie ponad tysiąc testów krwi na EPO, ma też tzw. paszporty biologiczne (sprawdzają odchylenia parametrów krwi od normy). Ale np. w NBA dalej panują wieki średnie - testuje się tylko mocz, nie ma testów na EPO czy HGH. W hokejowej NHL testy na doping przeprowadza się dopiero od 2005 r., w play-off od poprzedniego sezonu, ale testuje się też tylko mocz. Po aferze Lance'a Armstronga wiadomo, że to badanie, które łatwo oszukać (np. używając dopingu w mikrodawkach czy stosując środki maskujące). W żadnej z lig zawodowych w USA nie ma regularnych testów niezapowiedzianych poza zawodami, jak np. w kolarstwie czy lekkoatletyce. Tylko MLB przeprowadza testy na HGH.

Problem polega na tym, że w USA wszelkie zmiany przepisów, a więc także testy antydopingowe, muszą być zaakceptowane przez zawodników w umowach zbiorowych z pracodawcami, czyli klubami. A zawodnicy przeciwko surowym testom się opierają. Dopóki nogą - jak w baseballu - nie tupną kibice, prezesi klubów i władze ligi, Ameryka dalej może śnić, że jest czysta.