Kiedrosport. Finał MLB. Tak walczy Kung Fu Panda

W obu drużynach, które grały w finale Major League Baseball o baseballowe mistrzostwo świata - San Francisco Giants i Detroit Tigers - wystąpiło w sumie aż dziewięciu Wenezuelczyków
Obama, następne World Series musisz zorganizować w Wenezueli, bo tylko Wenezuelczycy będą w nim grali - śmiał się prezydent południowoamerykańskiego kraju Hugo Chavez po drugim meczu finałów ligi Major Baseball League. Jego rodacy byli kluczowymi postaciami tych pojedynków, a 26-letni Pablo Sandoval został MVP World Series.

W sumie w obu drużynach, które grały o baseballowe mistrzostwo świata - San Francisco Giants i Detroit Tigers - wystąpiło dziewięciu Wenezuelczyków. Pięciu w barwach tej pierwszej drużyny. I to właśnie Kalifornijczycy wygrali finał 4-0.

Sandoval już w pierwszym spotkaniu zaliczył trzy home runy. Dwa z nich przeciwko najlepszemu miotaczowi świata - Justinowi Verlanderowi. W sumie w czterech meczach Wenezuelczyk uzyskał 50-procentową skuteczność - wynik w baseballu magiczny. Sandoval świetnie też spisywał się w obronie jako trzeciobazowy.

Dla Giants to drugi tytuł w ciągu ostatnich trzech lat. W 2010 r. pokonali Texas Rangers w pięciu meczach. Wtedy jednak Sandoval, który w Giants gra od 2008 r., wystąpił tylko w jednym spotkaniu. Tamten sezon był dla niego nieudany. Porażki zaliczał nie tylko w starciu z rywalami, ale także z wagą.

Kung Fu Pandą nazwał go Barry Zito, kolega z Giants, gdy Sandoval w 2008 r. zdobył bazę domową w meczu z Los Angeles Dodgers, mijając w akrobatyczny sposób rywala, który chciał go wyeliminować z gry. To przezwisko przylgnęło do potężnego Wenezuelczyka, który okrągłymi kształtami do dziś przypomina pandę z kreskówki. - Ta postać jest jak ja. Mam radość z gry jak dziecko, walczę o wszystko i nigdy nie tracę wiary - powiedział już jako MVP Sandoval.

"Operacja Panda" - jak nazwali w Giants walkę Sandovala o niższą wagę - przed sezonem 2010 nie dała rezultatów. Dopiero 12 miesięcy później Wenezuelczyk porzucił Big Maki i frytki na rzecz kanapek z pełnoziarnistego pieczywa z piersią kurczaka, zatrudnił dietetyka i utrzymał ostry reżim treningowy. Zrzucił prawie 15 kg. Dziś waży 109 kg. Przy wzroście 180 cm wciąż przypomina pandę z kreskówki, ale jego statystki od 2011 r. szybują w górę. Podobnie jak płaca. W 2009 r. zarabiał ligowe minimum - 401 tys. dol., dwa lata później jego pensja skoczyła raptem o 100 tys., choć był już uznanym graczem. Dopiero w tym roku zarabia powyżej średniej w lidze - 3,2 mln dol. Kontrakty na dziesiątki milionów dolarów, tak często w MLB podpisywane, wciąż są przed nim.

I choć sezon w USA się już skończył, to większość Wenezuelczyków z MLB da jeszcze trochę radości swoim rodakom w kraju. Będą grać w miejscowej lidze, która rozgrywki rozpoczęła miesiąc temu. Władze klubów z USA nie pozwalają zawodnikom z podstawowego składu na grę u siebie w całym sezonie. Baseballiści muszą za każdym razem negocjować liczbę meczów, ale zawsze przynajmniej w kilkunastu wystąpią. Sandoval reprezentuje w Wenezueli Navegantes del Magallanes, ulubiony klub prezydenta Chaveza.

Innymi wielkimi wenezuelskimi bohaterami tego sezonu MLB byli: jego kolega z zespołu Marco Scutaro, MVP finałów National League, oraz Miguel Cabrera z Tigers, który jako pierwszy zawodnik w MLB od 45 lat osiągnął tzw. potrójną koronę - był najlepszy w sezonie w trzech najważniejszych statystykach ofensywnych.