Alex Rodriguez - najdroższy cheerleader świata

Alex Rodriguez jako najlepiej zarabiający baseballista wszech czasów czegoś takiego jeszcze nie przeżył. W kluczowych meczach play-off trener New York Yankees Joe Girardi w ogóle nie wystawiał go w wyjściowym składzie. Zdarzyły się nawet takie dwa mecze, w których nie wpuszczał go na zmianę. Agencja AP prześmiewczo nazwała Rodrigueza cheerleaderem za 275 mln dol.
Tyle wart jest 10-letni kontrakt Rodrigueza z Yankees. I choć większość nowojorskich "Jankesów" grała w play-off fatalnie (odpadli w finale American League, przegrywając z Detroit Tigers wszystkie cztery mecze, a w dodatku - jako dopiero druga drużyna w historii - w żadnym z nich nawet przez moment nie prowadzili), to cała uwaga skupiła się właśnie na Rodriguezie.

Trudno się zresztą dziwić. Jeśli komuś płaci się za sezon 29 mln dol., to nie po to, by w najważniejszych meczach sezonu odbijał piłkę z zaledwie 12-proc. skutecznością (jego średnia z całej kariery to 30 proc., czyli dwa i pół razy więcej). W dodatku 36-letni gwiazdor ma kontrakt ważny jeszcze przez pięć kolejnych lat i gwarantowaną sumę do zarobienia - 114 mln dol. Robi wrażenie? Tak, to więcej niż dostaje cała T-Mobile Ekstraklasa z tytułu trzyletniej umowy na transmisje telewizyjne.

Ale to nie wszystko. Rodriguez może zarobić dodatkowe 30 mln dol. tytułem bonusów za awanse w klasyfikacji wszech czasów w liczbie home runów. Na razie jest na piątym miejscu z dorobkiem 647. Do czwartego Williego Maysa brakuje mu 13. W przyszłym roku powinien go przeskoczyć i zainkasować za to dodatkowe 6 mln dol. O kolejne bonusy będzie mu już trudniej, bo do trzeciego Babe'a Rutha traci 67 home runów, do drugiego Hanka Aarona - 108, a do pierwszego Barry'ego Bondsa - 115.

Jeszcze niedawno wydawało się, że Rodriguez nie będzie miał żadnych problemów z pobiciem rekordu. Był najmłodszym zawodnikiem w historii, który osiągnął 500, a potem 600 home runów. Gdy Yankees podpisywali z nim najwyższy kontrakt w historii sportu, uważali, że zwróci im się on kilkakrotnie. Rekordy w liczbie home runów uważane są bowiem w USA za dokonanie najcenniejsze. Yankees mieli sobie zrekompensować wydatki w cenach biletów (już teraz za miejsca w pierwszym rzędzie trzeba zapłacić 2,6 tys. dol. za mecz), wpływach od sponsorów i sprzedaży pamiątek.

Wszystko to wciąż jest możliwe, ale Rodriguez musi zacząć skuteczniej odbijać. A nie wiadomo, czy właścicielowi Yankees Hankowi Steinbrennerowi starczy cierpliwości. Już teraz plotkuje się bowiem, że najlepiej zarabiający baseballista może przenieść się do Miami Marlins. Zaczęło się od żartów prezydenta Yankees Randy'ego Levine'a i właściciela klubu z Florydy Jeffreya Lorii. Okazało się jednak, że ten ostatni na żartach nie skończył i poważnie myśli o zatrudnieniu Rodrigueza, który co prawda urodził się w Nowym Jorku, ale wychowywał na Dominikanie (stamtąd pochodzą rodzice) i właśnie w Miami, gdzie ukończył szkołę średnią. Miał też uczyć się na miejscowym uniwersytecie, ale już jako 18-latek podpisał zawodowy kontrakt z Seattle Mariners. Z Florydą jest jednak związany do dziś, mieszka tam jego rodzina. W 2003 r. podarował prawie 4 mln dol. uniwersytetowi Miami na renowację stadionu. Od tego czasu obiekt nosi jego imię.

Gdyby do takiego transferu doszło, najbardziej niepocieszone byłyby pewnie nowojorskie tabloidy, które z rozmachem opisują życie osobiste gwiazdora. Od rozwodu w 2008 r. daje im zresztą ku temu coraz więcej powodów. Aktorki Kate Hudson i Cameron Diaz, a ostatnio modelka Torrie Wilson to tylko najsłynniejsze z jego partnerek.

325

mln dol. zarobił od początku kariery Alex Rodriguez