Stadion Boston Red Sox świętuje stulecie

Amerykanie generalnie nie mają szacunku dla swoich starych stadionów i hal. Przestarzałe obiekty bez żadnych sentymentów równane są z ziemią, a na ich miejscu powstają nowe. Żaden konserwator zabytków tego nie zabrania. Dlatego Fenway Park - gdzie gra baseballowa drużyna Boston Red Sox - który w ostatni piątek hucznie obchodził swoje stulecie, jest pod tym względem czymś zupełnie wyjątkowym.
Oczywiście są na świecie obiekty z dłuższą historią, ale znakomita większość z nich - przynajmniej te, na których regularnie grają zawodowe drużyny - w niczym nie przypomina pierwowzorów. Co innego Fenway Park. Do dziś powtarza się anegdotę jak to młody Roger Clemens przyjechał do Bostonu w 1984 r., by grać w Red Sox i kazał się zawieść taksówkarzowi na stadion. Gdy podjechali pod wejście i taryfiarz powiedział: "to tutaj" - późniejszy gwiazdor nie mógł uwierzyć własnym oczom. "Chciałem jechać na stadion, a ty mnie przywiozłeś pod jakiś magazyn" - powiedział.

Granie na zabytku nie bardzo podoba się właścicielom. Jeśli chodzi o liczbę miejsc to drugi najmniejszy obiekt w lidze. W 1999 r. John Henry, Tom Werner i Larry Lucchino postanowili zbudować nowy Fenway Park. Miał być większy od 10 tys. miejsc i zapewnić widzom o 35 procent więcej przestrzeni. Co ważne dla właścicieli na nowym stadionie miało być 100 luksusowych lóż, które generują największe dochody, i pięć razy więcej miejsc typu premium. "Bez nowego stadionu nie będziemy w stanie dorównać najsilniejszym zespołom w lidze "- dowodzili właściciele. Jak bardzo nowy - choć mniejszy niż poprzedni - stadion wpływa na dochody klubu, widać ostatnio po Miami Marlins, którzy przeprowadzili się w tym roku. Średnia cena biletu podskoczyła tam aż o 55 proc., głównie z powodu większej liczby miejsc dla bogaczy, a frekwencja - o 35 proc.

Właściciele Red Sox obiecywali nie tylko, że boisko na nowym obiekcie będzie miało identyczne wymiary jak na starym, ale także przeniesienie kultowych część Fenway Park jak tzw. Zielony Potwór - wielką ścianę z ręcznie zmienianą tablicą wyników (ta tradycja przetrwała do dziś) kończącą lewe zapole. Pewnie tylko Samotne Czerwone Krzesło (siedzenia wokół są ciemnozielone) zostałoby na starym obiekcie. Upamiętnia ono najdłuższy home run (153 m od home plate) w historii Fenway Park, który w 1946 r. w meczu z Detroit Lions wystrzelił jeden z najlepszych zawodników w historii baseballa Ted Williams. Na nowym stadionie liczono by nowe rekordy.

Fani Red Sox nie chcieli opuścić jednak swojej "świętej ziemi". Zawiązali nawet organizację "Save Fenway Park". Przeniesieniu stadionu przeciwne były też władze miasta, choć nowy obiekt w całości miał powstać za pieniądze właścicieli Red Sox. W końcu w 2005 r. John Henry (udziałowiec większościowy) i spółka ogłosili, że Fenway Park zostanie domem drużyny na kolejne lata.

Choć stadion jest stary, mały i niewiele na nim miejsc dla najbogatszych to i tak ceny biletów są tu najwyższe w lidze (średnia 53,58 dol.). Niezrażeni tym kibice od 15 maja 2003 r. wykupują kary wstępu co do sztuki. Liczba kolejnych meczów przy komplecie publiczności na Fenway Park osiągnęły w niedzielę 723. Bostończycy boją się jednak, że już nie długo ona potrwa. Choć pod względem budżetu na płace drużyna zajmuje trzecie miejsce w lidze, to jeśli chodzi o tabele po czternastu pierwszych meczach sezonu, tylko trzy z trzydziestu zespołów mają gorszy bilans. Podczas sobotniego meczu, gdy Red Sox prowadzili 9:0, by przegrać 9:15 z New York Yankees (taki przebieg meczu jest czymś niezwykłym nawet w baseballu, o którym mówi się, że wynik meczu nie jest pewny aż do rozegrania ostatniej piłki), fani wybuczeli trenera Bobby'ego Valentine'a. Choć do rozegrania zostało jeszcze 147 meczów sezonu zasadniczego, to nie widać w Bostonie postaci, która odmieniłaby los zespołu.