Sport.pl

NFL. Rywalizacja wirtualna, pieniądze prawdziwe

Zawodnicy najbogatszej ligi świata - NFL - wnikliwie czytają nowe porozumienie zbiorowe z właścicielami klubów i dopiero w tym tygodniu orzekną, czy je przyjmują czy nie. Od ich pozytywnej decyzji zależy los tysięcy ludzi.
Na przykład Bruce Taylor musiał zwolnić pracowników i zawiesić publikację swojego pisma "Fantasy Football Magazine". W zeszłym roku sprzedał 161 tys. egzemplarzy, teraz bieda zajrzy mu w oczy, jeśli sezon nie ruszy. Takich jak on są tysiące, bo fantasy football w USA to biznes, który generuje przychody większe niż cały zawodowy sport w Polsce - 800 mln dolarów.

Na czym polega fantasy football? Ogólnie rzecz biorąc, na portalach internetowych, gdzie używając specjalnego interfejsu, gracze układają swoje drużyny z zawodników na co dzień występujących na boiskach. Potem te drużyny zbierają punkty w zależności od dokonań ich wybrańców na boisku. Każda zasługa zawodnika opisana w statystykach ma wartość dodatnią, każdy błąd - ujemną. Gracze defensywy są równie ważni jak ofensywni. Często za założenie drużyny albo dokonywanie w niej zmian (transferów) trzeba zapłacić.

Na gracza, którego drużyna osiągnie najlepszy wynik na koniec sezonu, czeka zazwyczaj wysoka nagroda, ale nie to jest najważniejsze dla fanów fantasy footballu. Liczy się przede wszystkim satysfakcja. W biurach, szkołach, domach rywalizuje się z najbliższymi, przyjaciółmi, kolegami, i zwycięstwo nad nimi jest czasem cenniejsze niż parę wygranych dolców.

Rokrocznie na różnych portalach w fantasy football grają 24 miliony Amerykanów. Nic więc dziwnego, że powstał przy tym cały przemysł. Każdy szanujący się portal sportowy prowadzi swoją fantasy ligę, a do tego udziela porad, publikuje rankingi graczy, rozstrzyga sporne kwestie itd. Co roku wydaje się dziesiątki książek poświęconych fantasy footballowi. W internetowej księgarni Amazon.com można znaleźć i kupić 386 pozycji na ten temat.

Cały ten biznes stracił sens, gdy w NFL ogłoszono lokaut. Na szczęście dla pracowników fantasy przemysłu happy end jest coraz bliższy. Wypracowano już porozumienie, w myśl którego zawodnicy będą dostawać 48 proc. z 9,3 mld dolarów przychodów ligi. Jednogłośnie nową umowę zbiorową przyjęli właściciele klubów. Teraz muszą ją przegłosować zawodnicy. Ci ciągle zwlekają, tłumacząc, że każdy z 1900 futbolistów zrzeszonych w związku musi mieć czas na przeczytanie umowy. Wszystko jednak wskazuje na to, że lokaut się skończy i życie Bruce'a Taylora i jemu podobnych znów nabierze sensu.

4 miliardy dolarów

nawet tyle może być wart według szacunków cały przemysł fantasy sportu w USA i Kanadzie. To więcej niż przychody całej angielskiej Premier League

Więcej o: