Sport.pl

Sporty walki. Amerykański fenomen Fiodora Emelianienki

Fiodor Emelianienko uważany za najlepszego zawodnika MMA wagi ciężkiej na świecie w sobotni wieczór zmierzy się w ćwierćfinale gali Strikefoce Grand Prix z Brazylijczykiem Antonio Silvą. Organizatorzy liczą, że bilety na walkę Rosjanina rozejdą się "jak ciepłe bułeczki". Piątkowe spotkanie "Ostatniego Cara" z fanami, które odbyło się w Nowym Jorku, może napawać optymizmem. Niektórzy czekali nawet 6 godzin na spotkanie z fighterem. Co sprawia, że mrukliwy, ledwo znający angielski Emelianienko jest tak popularny w Stanach Zjednoczonych?
Amerykanie uwielbiają show, hołubią sportowców, którzy nie stronią od mediów i często udzielają wywiadów pełnych elokwentnych wypowiedzi, kochają kontrowersje. Fiodor Emelianienko raczej stroni od rozgłosu, publicznie przyznaje się do prawosławnej wiary, a o showbiznesie wypowiada się krytycznie. - Ludzie związani ze światem filmu i muzyki, często dają się porwać pozornie atrakcyjnemu showbiznesowi. Zapominają kim są, tracą własną osobowość. Ja pamiętam skąd pochodzę.

Dlatego też tematy z życia prywatnego Rosjanina nie trafiają na czołówki brukowych gazet, jak to ma miejsce w przypadku niektórych sportowców. Emelianienko nie bije żony, nie uczestniczy w barowych bójkach, nie nadużywa alkoholu, nie bierze też narkotyków. Zapytany przez dziennikarzy o dewizę życiową mówi: - Obojętnie jakiego jesteś wyznania, czy nacji, jeśli traktujesz ludzi z szacunkiem i jesteś dla nich dobry, to oni odwdzięczą ci się tym samym.

Rosjanin nie zachwyca również warunkami fizycznymi. Mierzy zaledwie 183 centymetry wzrostu przy 102 kilogramach. Daleki jest od budowy atlety z "sześciopakiem" na brzuchu i stalowym bicepsem. Gdy wychodzi na ring, w przeciwieństwie do swoich przeciwników nie podskakuje, nie przybija fanom "piątek", nie stroi też groźnych min. Jego pojawienie się na ringu nie ma nic wspólnego z widowiskiem, do jakie przyzwyczaili publiczność inni fighterzy. Wydaje się być znudzony, nieobecny. Co zatem sprawia, że Amerykanie gotowi są czekać 6 godzin w kolejce, by przez 6 sekund zamienić dwa słowa z Rosjaninem, uścisnąć mu dłoń, zrobić sobie z nim zdjęcie?

Odpowiedź jest bardzo prosta. - Wszyscy kochają go za wielkie serce do walki. Na ringu nie ma sobie równych - twierdzi Brett Rogers, który pierwszą porażkę w karierze odniósł właśnie w walce z Emelianienką. - Fiodor w MMA jest nie od wczoraj, każdy szanuje jego ogromne doświadczenie - dodaje.

Rosjanin z 36 walk, które stoczył w formule MMA, 24 skończył przed czasem, przegrał tylko dwa pojedynki. - Nigdy nie widziałem go w nudnej walce. Może sprawia wrażenie osoby znudzonej, kiedy wchodzi na ring, ale gdy słyszy gong, zmienia się nie do poznania, ma w sobie to coś - mówi Scott Coker, właściciel Strikeforce, organizacji, z którą obecnie łączy figtera kontrakt.

Wielokrotny mistrz Rosji w sambo (sztuka walki w parterze, połączenie judo z tradycyjnymi kaukaskimi zapasami) przygodę z MMA zaczął 11 lat temu w japońskiej federacji RINGS, by po dwóch latach wystąpić w wówczas najbardziej znanej i cieszącej się największą popularnością PRIDE FC. Gdy w 2007 roku organizacja ta została sprzedana UFC, Rosjanin był o krok od występów w oktagonie. Do podpisania kontraktu jednak nie doszło. Emelianienko nie był zadowolony z warunków, nie do przyjęcia dla niego był też zakaz występów w zawodach sambo.

Walczy w Strikeforce, mimo iż wielu komentatorów sceny MMA było przekonanych, że w końcu trafi do amerykańskiej UFC. Emelianienko wybrał jednak organizację Scotta Cokera, głównie dlatego, że Coker zgodził się na wspólną promocję z M-1 Global fight, której zawodnikiem jest Rosjanin.

Dzięki współpracy niewielka federacja, w przeciągu zaledwie czterech lat stała się znanym graczem na rynku. - To ktoś kogo szukałem od dawna, ktoś kto swoją postawą w ringu wciśnie w fotel widzów, sprawi, że słupki oglądalności jak szalone skoczą do góry, rozgrzeje media - mówi właściciel Strikeforce o Fiodorze.

Na swojej drodze ku mistrzostwu Emelianienko pokonał takie sławy jak Antonio Rodrigo Noguiera, Mark Coleman, Tim Sylvia, czy Andrieja Arłovskiego. Na sobotniej gali zmierzy się z Antonio Silvą. Brazylijczyk do tej pory przegrał tylko dwie z siedemnastu walk, które stoczył na zawodowych ringach MMA.

"Zamierzam odejść" - Fiodor Emelianienko


Więcej o: