Sport.pl

Polish Pitbull trochę przystojniejszy od diabła

SPORTY WALKI. Opolski fighter Damian Grabowski odniósł kolejne, dziesiąte z rzędu zwycięstwo na zawodowym ringu MMA w wadze ciężkiej. Tym razem podczas prestiżowej gali FX3 Rough Justice w Londynie pokonał, poprzez duszenie po 90 sekundach walki, pochodzącego z Bułgarii Kiryła Handzijskiego.
Zawodnik Lutadores Opole kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa. W tym roku to już jego szósta wygrana (wszystkie przed czasem). Być może wkrótce stanie przed szansą wyrównania i pobicia rekordu Tomasza Drwala, któremu udało się cztery lata temu na poziomie międzynarodowym wygrać siedem razy z rzędu w ciągu jednego roku. Co istotne, 29-letni opolanin wszystkie swoje dziesięć wygranych uzbierał w zaledwie dwa lata, a aż cztery z nich w jeden wieczór (podczas kwietniowego turnieju UCFC w Wiedniu). To nie udało się dotychczas żadnemu z polskich zawodników.

Pozycja Damiana Grabowskiego jest coraz mocniejsza w Mieszanych Sztukach Walki. Na zagranicznych forach internetowych zyskał już przydomek Polish Pitbull. Ostatnią wygraną świetnie zadebiutował na angielskim rynku i potwierdził swój nieprzeciętny talent.

Poza sukcesami w MMA do swoich najważniejszych osiągnięć Grabowski zalicza wicemistrzostwo świata i mistrzostwo Europy w brazylijskim jiu jitsu w 2008, mistrzostwo Polski kategorii open w Submission Fighting 2006 i 2007 oraz mistrzostwo Polski w Bjj 2005.

Teraz jego marzeniem jest walka w amerykańskich lub japońskich UFC (Ultimate Fighting Championship), a wzorem na ringu jest z kolei jeden z najlepszych zawodników - Randy Couture.

O przegranej myśleć nie można

MMA (Mixed Martial Arts - mieszane sztuki walki, vale tudo) należy do najbardziej ekstremalnych ze wszystkich sportów walki. Można w nim używać niemalże wszystkich możliwych technik, wyłączając jedynie te brutalne, m.in. kopnięcia w genitalia czy uderzenia w krtań. W tej konkurencji możesz kopać, przewracać, wykonywać rzuty, zakładać duszenia i dźwignie, a także uderzać w każdej płaszczyźnie, czy to na stojąco, czy w parterze. - Po prostu trzeba być przygotowanym na wszystko, ale i tak najważniejsza jest, jak w każdym sporcie walki, psychika i wydolność - ocenia Damian, wyjaśniając, iż te dwa elementy to 80 proc. sukcesu w tym sporcie. - Możesz mieć świetne umiejętności, ale jeżeli twoje ciało nie jest przygotowane do ciężkiego wysiłku, czy najzwyczajniej obleci cię strach, albo pomyślisz, że możesz przegrać, to tak się najprawdopodobniej stanie - opowiada.

W parterze jak ryba w wodzie

- Trenowałem różne style i nigdzie nie było lekko. Jednak najtrudniej jest tam, gdzie ciągle zmieniasz płaszczyzny walki. Raz walczysz w parterze, po czym wstajesz i znowu to samo. Ciało wówczas inaczej się męczy. Jeszcze inaczej kiedy leży na tobie 100-kg przeciwnik i musisz spod niego uciec, a tętno jest wtedy naprawdę bardzo wysokie - tłumaczy Grabowski. On sam przyznaje, że najtrudniej jest w MMA, zapasach w stylu wolnym i judo. Która z tych technik jest jego ulubiona, zdradzić nie chce. - Nie wiadomo, czy potencjalny przeciwnik tego nie przeczyta, a potem wykorzysta - żartuje. Ale nie boi się przyznać, że lubi walczyć w parterze. - Wtedy czuję się jak ryba w wodzie, ale boks również sprawia mi przyjemność. Podobnie jak zapaśniczy klincz, gdzie mogę używać tzw. dirty boxing [brudny boks, połączenie wykluczeń zapaśniczych z technikami bokserskimi - przyp. red.]. Najlepsze w MMA jest to, że trenujesz różne elementy, a nie - tak jak w innych sztukach walki - po milion razy to samo uderzenie. Wtedy możesz naprawdę stracić ochotę do treningu - przyznaje opolanin.

Gdy nie ma zawodów, Grabowski trenuje trzy, cztery razy w tygodniu. Jednak kiedy przygotowuje się do startu, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Już na miesiąc przed rozpoczyna odpowiedni cykl, w którym trenuje dziesięć razy w tygodniu. Przerwy robi tylko w niedzielę. - Uważnie "słucham" swojego organizmu i jeżeli jestem zbyt zmęczony, to odpuszczam trening. Stare powiedzenie mówi, że lepiej być niedotrenowanym niż przetrenowanym - przyznaje.

Na siedem dni przed walką już tylko odpoczywa. W grę wchodzi jedynie spacer, luźne przebieżki, rozciąganie, ćwiczenia na szybkość oraz zabiegi odnowy, czyli masaż, jacuzzi i krioterapia. - To czas na regenerację, bo muszę być w 100 proc. gotowy do walki. Ale tak szczerze to całkowitą przerwę od treningów mam tylko wtedy, gdy jestem poobijany po walce albo złapię kontuzje - zapewnia.

Zainspirował go trener koszykówki

Grabowski jest absolwentem Wydziału Wychowania Fizycznego na Politechnice Opolskiej. Przyznaje, że sport zawsze pełnił w jego życiu ważną rolę, zajmuje się nim, od kiedy pamięta, i nie wyobraża sobie życia bez tego. - Uwielbiam rywalizację i to przyjemne napięcie przed starciem. To potrafi naprawdę uzależniać - mówi Damian. - Jak byłem małym chłopcem, tata zaprowadził mnie na zapasy w stylu wolnym. Już jako ośmiolatek poznawałem chwyty - opowiada. Później zafascynowały go filmy z Jean-Claude'em van Damme'em, więc zapisał się na karate kyokushin. Jednak czuł, że cały czas mu czegoś brakuje, dlatego zaczął próbować swoich sił w taekwondo, a to szybko przerodziło się w kilka tytułów mistrza Polski w kategoriach juniorskich. - Tak naprawdę jednak zainspirowało mnie brazylijskie jiu jitsu i walka w parterze. Tam dużo mniejszy zawodnik może wygrać z większym, stosując dźwignie lub duszenie.

Przez kilka lat trenował również koszykówkę. - I tu jest pewien paradoks, bo to właśnie trener kosza Krzysztof Kamieniak wykształcił we mnie takiego prawdziwego ducha walki. Potrafił tak niesamowicie zmotywować do gry, że zaciskasz zęby i dajesz z siebie jeszcze więcej, niż możesz, a to procentuje do dzisiaj. Za to jestem mu niezmiernie wdzięczny - podkreśla.

Lutadores, czyli wojownicy

Damian na co dzień ćwiczy w klubie Lutadores, co z portugalskiego oznacza Wojownicy. Klub ma siedzibę w budynku pływalni Akwarium przy Ozimskiej. W niedużej, ale własnej sali treningowej, stworzył Fight Club, w którym jest wszystko, czego potrzeba, by się solidnie przygotować do startów. W dwóch grupach Submission Fighting, brazylijskie jiu jitsu i MMA trenuje łącznie około 30-40 zawodników. - Każdy, kto chce poprawić swoją sprawność fizyczną, kondycję, wykształcić pewne cechy charakteru i nabyć umiejętności potrzebne do samoobrony, czy nauczyć się jiu jitsu bądź potrenować MMA, może przyjść na trening i ćwiczyć z nami - zachęca.

Lutadores dzieli się na dwie grupy trudności. W początkującej ćwiczą osoby, które robią to dla siebie, dla zdrowia, żeby się czegoś nauczyć. W zaawansowanej z kolei zawodnicy trenują już znacznie ciężej i intensywniej, ponieważ startują w zawodach i z powodzeniem rywalizują z najlepszymi w Polsce. - Jeśli ich talent zostanie poparty ciężką pracą, jeśli podejdą do tego poważnie i z sercem, to za kilka lat będzie o nich głośno na europejskiej scenie MMA - komentuje trener Grabowski. Klub ma także swoje filie w Nysie, Kluczborku, Namysłowie.

Trochę przystojniejszy od diabła

Bliscy Damiana w pełni popierają jego pasję. - Wiedzą, że podchodzę do tego całym sercem, jestem w tym dobry i spełniam się, dlatego szanują to i cieszą się ze zwycięstw - tłumaczy i dodaje iż jak na razie jest singlem, choć nie przykłada do tego większej wagi. Stan kawalerski wcale mu nie doskwiera. - Jestem tylko trochę przystojniejszy od diabła i z tego powodu nie umiem sobie znaleźć stałej partnerki. Ale jeśli kiedyś znajdę tę jedyną, to z pewnością będzie siedziała w pierwszym rzędzie przy ringu i głośno zagrzewała mnie do walki - wierzy. I na pewno w jego towarzystwie będzie się mogła czuć bezpiecznie.

Grabowski stara się jednak unikać wszelkich zaczepek, czy to na ulicy, czy w klubie. - Nie muszę niczego nikomu udowadniać. Swoje już przeżyłem i wiem, że do niczego dobrego takie sytuacje nie prowadzą. Ale jeśli znalazłbym się w sytuacji, gdzie byłoby zagrożone moje zdrowie bądź kogoś z moich bliskich, to proszę mi wierzyć: napastnik szybko może pożałować swojego zachowania - przyznaje ze spokojem.