Michael Bisping o pojedynku z GSP oraz o niedoszłym przeciwniku, Yoelu Romero

Michael Bisping głośno domagał się kasowej walki i w końcu taką otrzymał. Starcie z GSP ogłoszono w minionym tygodniu, nie określono jedynie miejsca i czasu. Wielu obserwatorów branży zastanawia się, dlaczego powracający po przerwie Georges St.-Pierre zgodził się walczyć z aktualnym mistrzem wagi średniej.
Bisping ma swoją teorię na ten temat. W UFC Tonight zdradził, jakie argumenty, jego zdaniem, skłoniły Kanadyjczyka do wybrania właśnie tej opcji na wielki powrót: "Wybrał mnie, bo sądzi, że mnie pokona. Trenowałem z nim przed 11-toma laty i wówczas on mnie zamęczał zapasami. Ale wtedy byłem tylko kickboxerem z Anglii. A zawsze, gdy trenowaliśmy, on mnie obalał. On myśli, że ja nadal jestem tamtym facetem. Uważa mnie za łatwego przeciwnika, łatwy cel. Wybrał mnie wracając z emerytury, zmieniając kategorię wagową na wyższą i zrobił tak, aby w razie przegranej wiele nie stracić, a w przypadku wygranej - by stać się legendą".

Mistrz odniósł się także do pytania o zarzuty, jakie kierowane są do niego za wzięcie walki z GSP zamiast z pierwszym pretendentem, którym jest Yoel Romero: "Wiem, że są ludzie, którzy mnie krytykują i mówią, że powinienem walczyć z pierwszym pretendentem i gośćmi takimi jak Yoel Romero. I mają rację. Ale zadaj sobie pytanie: gdybyś był Yoelem Romero, Luke'm Rockholdem czy Jacare Souzą, albo kimkolwiek innym. Gdyby zaoferowano ci walkę z GSP, to wiem, że wziąłbyś tą walkę. Dlaczego więc ja miałbym zrobić co innego? Zasłużyłem na tą wypłatę, zasłużyłem na tą walkę. Nie tylko ze względu na gratyfikację pieniężną, ale ze względu na to, co po sobie pozostawię".

Ogłaszając walkę Bisping vs. GSP Dana White zapewnił, że zwycięzca tej walki zmierzy się od razu z Żołnierzem Boga. Nie wiadomo jednak, kiedy to nastąpi, a dla kończącego w tym roku 40 lat Romero takie obietnice są coraz mniej warte.