UFC. Joanna Jędrzejczyk: Przed walką na pięści jest walka na słowa

- Nie powiem rywalce, że urwę jej głowę albo zabiję. Mam świadomość, że to sport - mówi Joanna Jędrzejczyk, mistrzyni UFC w wadze słomkowej. - Bo co będzie, jeśli to przeciwniczka mnie znokautuje? Bardziej wstydziłabym się nie porażki, a tego, co wygadywałam przed walką.





Connor McGregor, wielka gwiazda UFC, przed walką o pas z Jose Aldo zapowiadał, że po nokaucie przeciągnie jego zwłoki ulicami Rio de Janeiro. Czy najbardziej prestiżową federację mieszanych sztuk walki opanowała moda na wyzywanie rywali? I czy kobiety walczące w UFC też nie przebierają w słowach? Rozmawiamy o tym z Joanną Jędrzejczyk, mistrzynią UFC w wadze słomkowej, która niedawno miała ostre spięcie ze swą wielką rywalka, Claudią Gadelhą.

Bartłomiej Szypowski: Słyszałaś, co McGregor obiecywał przed walką Aldo?

Joanna Jędrzejczyk: Jasne. Ale to nie tak, jak myśli wiele osób, że teraz wszyscy naśladują McGregora. Tak właśnie wygląda MMA, tu jest wiele mocnych charakterów. Każdy do oktagonu wychodzi po swoje, bez względu na to, jaki czeka go rezultat walki.

Ja szanuję każdą przeciwniczkę, ale gdy dochodzi do walki, do której przygotowuje się kilka miesięcy i ktoś stara się odebrać moje marzenia, to muszę przekazać tej osobie: "słuchaj, to nie będzie takie proste". Nie prowadzę tzw. trash talku po to, aby się pokazać czy sprzedać. W ten sposób wyrażam siebie i emocje, które mi towarzyszą. Nie jestem zarozumiała czy butna, a po prostu pewna swoich umiejętności. Zdaję sobie sprawę, że to jest sport. Tu wszystko może się zdarzyć. Jeden cios może zaważyć na wyniku walki. Do oktagonu oczywiście wychodzę po zwycięstwo, ale z tyłu głowy mam to, że równie dobrze mogę przegrać.

Trash talk to naturalny początek pojedynku jeszcze przed wejściem do oktagonu?

- Oczywiście. Znam wielu zawodników, którzy są mistrzami treningu, a wychodzą do walki i się spalają. Peszy ich publiczność, kamery, rywal. To wszystko tworzy wielką presję. Ja staram się chłonąć całą sobą wszystko, co robię.

Ale twój trash talk jest łagodniejszy od wielu zawodników.

- Nie lubię obrażać ludzi. Nie powiem rywalce, że ją zabiję, urwę jej głowę i będę ciągać jej zwłoki po ulicy. Jestem świadoma, że to jest tylko sport. Co będzie, jeśli to przeciwniczka mnie znokautuje? Wtedy większym wstydem dla mnie byłaby nie porażka, a to, że rzucam słowa bez pokrycia. To ma dla mnie wielkie znaczenie.

Przygotowujesz się jakoś do tego, żeby uszczypnąć słowem rywalkę przed walką?

- Nie. To wszystko jest naturalnie. Czasami na godziny przed konferencją albo ważeniem przychodzi mi do głowy jakiś szalony pomysł, choćby: "dajmy rywalce jakiś prezent" [np. przed pojedynkiem z Jessicą Penne Jędrzejczyk dała rywalce makaron - przyp. red]. To oczywiście jest gra. Żeby jednak miała smak, wszystko musi zostać odpowiednio wyważone. Powinno bawić publikę. Otoczka medialna wokół walki jest też bardzo ważna.

Przeciwniczki się odgryzają. Padły z ich ust słowa, które cię szczególnie zabolały?

- Nie. Staram się ich nie brać do głowy. Jednym uchem słucham, a drugim od razu wypuszczam. No, chyba, że nadarzy się okazja na jakąś kontrę (śmiech). Padają różne epitety. Niektóre są obraźliwie, niektóre zabawne. Śmieję się z tego. Z tej całej otoczki dla mnie najważniejsze jest udowodnienie swoich umiejętności sportowych.

Teraz już wszyscy w UFC będą sobie dogryzać?

- Niektórym zawodnikom to nie wychodzi, a wtedy można sobie bardzo zaszkodzić. Bo takie coś mocno rzuca się w oczy. Nawet fani źle na to reagują. Gdy osoba nagle się zmienia i próbuje coś wydziwiać wbrew swojej naturze, to prędzej czy później ludzie to wyczują.

Zdarza się, że podczas walki mówisz do rywalek?

- W oktagonie jestem mocno skoncentrowana i wyciszona. Nie podejmuję żadnego dialogu.

A ciebie ktoś prowokował?

- Chyba nie. Ale w innych pojedynkach zdarza się to często. Nate Diaz jest doskonałym przykładem. Cały czas próbuje prowokować rywali podczas walki.

Następną twoją rywalką będzie Claudia Gadelha. Już od jakiegoś czasu trwa między wami korespondencyjny pojedynek. Brazylijka wciąż nie może przeboleć porażki w pierwszej waszej walce. Ostatnio powiedziała, że jesteś za głupia na trash talk i przerwałaś go, bo ona nie dała się wystraszyć.

- Jeżeli ktoś mówi, że jesteś głupi, to tylko źle świadczy o tej osobie. W przeciwieństwie do niej nie uważam siebie za najmądrzejszą osobę na świecie. Staram się otaczać inteligentnymi ludźmi, nawet mądrzejszymi ode mnie, ponieważ wiem, że tylko na tym skorzystam, rozwinę się. Nie próbuję się wymądrzać. Jeżeli w jakiejś dziedzinie nie czuję się mocna, to nie zabieram głosu na ten temat. Nie jesteśmy w stanie być chodzącymi encyklopediami.







Z Gadelhą często dochodziło do spięć, ale ile razy mogę słuchać historyjki, którą cały czas powtarza: "Ja wygrałam, ja wygrałam, sędziowie ci pomogli"? W pewnym momencie dajesz sobie spokój i mówisz: "gadaj, gadaj katarynko". To już nudne. To ja nie miałam z nią o czym rozmawiać, a nie ona ze mną. Gadelha walkę w social mediach zaczęła od razu po porażce. Wrzucała zdjęcia w pozycji, która wskazywała, że to ona dominowała. Wtedy ja wrzuciłam filmik, na którym pada na matę po moim podbródkowym. I na tym zakończyłam. Nie zamierzam toczyć z nią pojedynku w social mediach. Zrobiłam swoje w oktagonie i ponownie zrobię to 8 lipca w Vegas.

Już w czwartek w Polsce startuje program "The Ultimate Fighter", w którym prowadzona przez ciebie drużyna mierzy się z drużyną Gadelhi. To bardzo gorąca zapowiedź waszego starcia. Prezydent UFC Dana White ostatnio zdradził, że doszło między wami do jakiegoś spięcia podczas kręcenia programu. O co poszło?

- Gadelha znów ubzdurała sobie, że wygrała walkę. W pewnym momencie wymierzyłam jej takiego stopującego "plaska". Nie mogłam już tego słuchać. To było skarcenie dzieciaka przez osobę dorosłą. Ściągnięcie go z powrotem na ziemię. W miejscu, gdzie nie było kamer i ludzi Gadelha zaśmiała mi się w twarz i zaczęła wygadywać bzdury. Wtedy powiedziałam do niej, że wyjaśnijmy sobie wszystko tu i teraz. Tak zaczęła się mocna wymiana zdań między nami. Rzuciłam w nią butelką. Gadelha mocno się zdziwiła. Zdała sobie sprawę, że żarty się skończyły. Podeszłam do niej i ją odepchnęłam. Ona odpowiedziała tym samym, a następnie próbowała mnie kopnąć. Wtedy nagle obok nas pojawiło się kilkanaście osób, które opuszczały plan zdjęć. Ludzie usłyszeli, że Jędrzejczyk rzuciła w nią butelką i teraz jest "beee". Jest czas na żarty i na powagę. Gadelha przegięła i została skarcona.

Fani mogą spodziewać się fajerwerków w nowym programie?

- Wraz z moimi trenerami nie odpowiadamy za to, jak nas pokaże telewizja. Mamy czyste sumienia. Daliśmy tam z siebie wszystko. Staraliśmy się być tam dla zawodników. Telewizja ma tak dużo materiału, że może pokazać mnie jako ostrą trenerkę, kogoś, kto ciągle ścierał się z Gadelhą, ba, nawet prowodyrkę starcia. Ale mogę wyjść na kogoś, kto był wielkim wsparciem dla zawodniczek, ich przyjaciółką. Jest wiele możliwości. Ten program pokaże prawdziwych, szczerych, wrażliwych ludzi i wielkich atletów. To jest w tym wspaniałe.



Po tych spektakularnych akcjach Joanna Jędrzejczyk została mistrzynią UFC! [WIDEO]