KSW 31. Kim jest legenda polskiego MMA?

W najbliższą sobotę podczas gali KSW 31 walką wieczoru będzie hucznie zapowiadany pojedynek Tomasza Drwala z Michałem Materlą. Mistrz KSW w wadze średniej kilkoma efektownymi walkami zdążył zdobyć sympatię szerokiego grona polskich kibiców. Zresztą Materla coraz śmielej jest przez nich stawiany w jednym rzędzie z największą gwiazdą KSW - Mamedem Khalidovem. Z kolei jego najbliższy rywal, Tomasz Drwal, wśród niedzielnych fanów tak dobrze znany nie jest. A powinien, bo walka z nim będzie najtrudniejszym wyzwaniem w dotychczasowej karierze ulubieńca kibiców Michała Materli.
O nazwisku Drwala w kontekście KSW mówiło się już pod koniec zeszłego roku. Popularny "Goryl" miał zmierzyć się z Mamedem Khalidovem podczas gali KSW 29. Do pojedynku ostatecznie nie doszło, ponieważ na jednym z treningów Drwal doznał kontuzji pleców. Nowym rywalem Khalidova został Brett Cooper (olsztynianin wygrał na punkty), a Drwal w spokoju leczył uraz. Do zdrowia doszedł zaskakująco szybko. Dzięki temu po tegorocznym KSW 30 w Poznaniu razem z Michałem Materlą ogłosił, że dojdzie do starcia między nimi a stawką będzie mistrzostwo wagi średniej. Dlaczego jednak Drwal już w debiucie otrzymał szansę walki o pas? Odpowiedź jest prosta. "Goryl" jest żywą legendą polskiego MMA. Pierwszym Polakiem, który za oceanem stanął na macie najlepszej organizacji MMA na świecie - UFC.

Niesforny dzieciak

Drwal zamiłowanie do sportu odziedziczył w genach. Jego ojciec zawodowo uprawiał kolarstwo szosowe, a matka gimnastykę sportową i turystykę górską. On jednak wolał coś innego. Od małego uwielbiał rywalizację, ale najbardziej przepychanki z kolegami. Być może było to spowodowane chęcią naśladowania idoli. W młodości nie oglądał bajek. Fascynowały go filmy z Chuckiem Norrisem, Van Damme'em i Bruce'em Lee. Już w wieku 13 lat zaczął trenować japońskie sztuki walki. Cztery lata później zapisał się na karate.

W latach 90., kiedy Drwal dorastał, dzieci nie miały aż tylu możliwości co obecnie. Interesowały się tym, co pokazali im rodzice lub sami zobaczyli w telewizji. Często natchnieniem byli także znajomi, a także podwórko. To często decydowało o ich przyszłości. O przyszłości Drwala także zadecydował przypadek. Pewnego dnia dostał kasety z pierwszymi galami Ultimate Fighting Championship. To było jak miłość od pierwszego wejrzenia. Drwal Van Damme'a, Bruce'a Lee i Chucka Norrisa zastąpił m.in. Royce'em Gracie, Marco Lalą, Peterem Aertsem, a japońskie sztuki walki brazylijskim jiu-jitsu.

Historia zatoczyła koło

Dorosłość Drwal rozpoczął od przygody na krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Miłość do rywalizacji zwyciężyła, dlatego przeniósł się do Akademii Wychowania Fizycznego, dzięki czemu miał czas pogodzić naukę z treningami.

W 2004 roku stoczył pierwszą zawodową walkę. Podczas gali Berserkers Arena 2 w Szczecinie stanął oko w oko z Piotrem Bagińskim. Pojedynek zakończył się remisem.



Co ciekawe, jego historia po 11 latach zatoczyła koło. W sobotę Drwal zmierzy się z Michałem Materlą, którego obecnym trenerem jest ten sam Piotr Bagiński, z którym walczył w 2004 roku. Obaj panowie mają więc rachunki do wyrównania. Drwal chce dokończyć to, czego nie skończył, natomiast Piotr Bagiński, który w pewnym sensie rozpoczął karierę "Goryla", zamierza ją teraz w bolesny sposób zakończyć. - Myślę, że Michał załatwi sprawę za mnie i zrobi to, czego ja nie zrobiłem 11 lat temu - mówi Piotr Bagiński. Ta walka utknęła także w głowie jego podopiecznego. - Była to dla mnie emocjonalna walka, ponieważ "Bagi" od zawsze był moim trenerem. Pamiętam, że to był duży zastrzyk emocji - wspomina Michał Materla.

Po debiucie w MMA Drwal wyjechał do Norwegii w celu zarobienia pieniędzy na kontynuowanie nauki. Oczywiście znalazł także czas na doskonalenie umiejętności w jiu-jitsu. Trenował pod okiem takich zawodników jak: Thomas Hytten czy Joachim Jensen.

Pierwszy Polak w UFC

Efekty przyszły od razu. Po powrocie do kraju Drwal wygrał Grand Prix Polski MMA w Bielsku-Białej, pokonując jednego wieczoru aż trzech zawodników. Bogatszy o niezbędne doświadczenie i nowe umiejętności z łatwością pokonywał kolejnych rywali. Wygrał 13 kolejnych walk z rzędu, stając się jednym z najbardziej obiecujących polskich fighterów.

W 2007 roku na gali w Poznaniu miał zmierzyć się z rozpoczynającym karierę Mamedem Khalidovem, ale plany pokrzyżowała mu kontuzja barku. Na ponowne zorganizowanie walki nie było już czasu. Na Drwala sieci zarzucili skauci najlepszej organizacji MMA na świecie. Polak bez zastanowienia podpisał kontrakt z UFC i wyjechał za ocean, by walczyć z niepokonanym Brazylijczykiem Thiago Silvą. To był wieczór jak marzenie. Drwal wszedł do oktagonu przy wrzawie rozochoconych Amerykanów, zapowiedział go słynny Bruce Buffer, a jego poczynania komentował Joe Rogan.

http://ok.ru/video/14360381978?fromTime=3

Niestety, Silva pokonał Drwala przez techniczny nokaut. Kontuzja kolana, której nabawił się podczas pojedynku, zmusiła go do rocznej przerwy. Do oktagonu Drwal wrócił dopiero w styczniu 2009 roku. I wrócił w stylu iście mistrzowskim. Podczas gali UFC 93 znokautował Włocha Ivana Serati, następnie przez techniczny nokaut wygrał z Amerykaninem Mikiem Ciesnoleviczem.

Następną ofiarą "Goryla" został Drew McFedries. Drwal zakończył walkę efektownym duszeniem zza pleców.


Tomasz Drwal Goryl wygrywa z McFedriesem w... przez andyd1

Gdy wydawało się, że kariera Drwala w UFC nabiera tempa, na jego drodze stanął kolejny Brazylijczyk, Rousimar Palhares. Ponownie lepszy okazał się przybysz z Ameryki Południowej, który już w pierwszej rundzie założył Polakowi dźwignie na staw kolanowy. Co ciekawe, Palhares, mimo poddania walki przez Drwala i wyraźnych komend sędziego, nie chciał puścić niebezpiecznego chwytu. Po walce został ukarany przez federację zawieszeniem na 90 dni.

Pół roku później Drwal przegrał drugi pojedynek z rzędu i został zwolniony z UFC.

"Drwal to już nie ten sam zawodnik"

Po niepowodzeniach Drwal wrócił do Polski, gdzie poświęcił się swojej szkółce "Szkoła Drwala". Nie zrezygnował oczywiście z uprawiania sportu. Przez ostatnie cztery lata stoczył cztery zwycięskie pojedynki i zwrócił na siebie uwagę szefów KSW, którzy widzieli go w walkach z najlepszymi zawodnikami federacji. Drwal w imię swojego życiowego motta "Jak się chce i ma się wiarę w to, co się robi, można wszystko, dosłownie wszystko" postanowił spróbować raz jeszcze i podbić serca polskich kibiców.

Według ekspertów nie będzie jednak o to łatwo. Zdaniem Łukasza "Jurasa" Jurkiewicza Drwal to już nie ten sam zawodnik co kilka lat temu. "Tomek wypadł z UFC, federacja zerwała z nim kontrakt i od jakiegoś czasu Drwal poświęcił się innym, ważnym dla niego projektom. Walczy rzadko, więc kibice nie będą go kojarzyć. Przekładając to na język piłkarski, nie możemy żyć drużyną Górskiego z 1974 roku, bo dziś nasz futbol jest gówniany" - mówił, jeszcze przed zatrudnieniem Drwala w KSW, w rozmowie z portalem natemat.pl.

Drwal nie podziela opinii komentatora telewizji Polsat Sport i zapowiada, że nigdy nie czuł się lepiej, a jego stawy nie zardzewiały. Jego celem jest efektowna wygrana z Materlą, która pozwoli przypomnieć kibicom, kto jest polską legendą mieszanych sztuk walki. Jak będzie? Wszystkiego dowiemy się już w sobotę podczas gali KSW 31. Relacja na żywo w Sport.pl.