Sycz: Z bocznego toru na igrzyska

Dwukrotny mistrz olimpijski Robert Sycz nie rezygnuje ze startu w igrzyskach w Londynie. Znalazł nowego partnera do dwójki. Trenuje z nim Bartłomiej Pawełczak, srebrny medalista w czwórce wagi lekkiej z olimpiady w Pekinie.
Obaj zawodnicy ponieśli w ubiegłym roku dotkliwe porażki. Sycz chciał wrócić do światowej czołówki w dwójce wagi lekkiej. Swoje dwa złote medale w Sydney i Atenach zdobywał, pływając z Tomaszem Kucharskim. Kiedy wioślarz z Gorzowa zakończył karierę, zawodnik Lotto/Bydgostii Bydgoszcz musiał szukać nowego partnera. W ubiegłym roku popłynął w mistrzostwach świata w Poznaniu z Mariuszem Stańczukiem. Ta próba zakończyła się klęską dla Sycza - zajął miejsce w finale C. Potem stracił miejsce w kadrze.

Bartłomiej Pawełczak jest także wioślarzem bydgoskiego klubu. Jego los był jeszcze bardziej dramatyczny. Stracił miejsce w srebrnej czwórce i całkowicie wypadł z reprezentacji. Zastąpił go Łukasz Siemion i osada zdobyła w Poznaniu brązowy medal.

- Obaj jesteśmy na bocznym torze i to dla nas jest szansa. Nie chcę odchodzić na sportową emeryturę jako przegrany - mówi 37-letni Sycz, któremu niedawno urodziło się trzecie dziecko, a startuje w reprezentacji już od 17 lat.

Na początku maja odbędą się kwalifikacje do kadry. Wtedy Sycz z Pawełczakiem będą walczyć o odzyskanie miejsca w reprezentacji i ewentualny start w tegorocznych mistrzostwach świata w Nowej Zelandii.