Kuriozalny powód dyskwalifikacji Kozakowskiej. PKPar wydał oświadczenie

Róża Kozakowska na igrzyskach paralimpijskich w Paryżu wywalczyła złoty medal w rzucie maczugą. Mało tego, już w pierwszej próbie ustanowiła nowy rekord świata - 31,30 m. Niedługo potem ogłoszono jednak, że zawodniczka została zdyskwalifikowana, gdyż rzekomo miała korzystać z nieprzepisowego sprzętu. Oczywiście złożono odwołanie, natomiast właśnie podano oficjalny powód wykluczenia Kozakowskiej z rywalizacji.
Róża Kozakowska
Michał Derus/Polski Komitet Paralimpijski

Przed rozpoczęciem igrzysk paralimpijskich wielu kibiców wymieniało Różę Kozakowską jako faworytkę do zdobycia medalu. Trzy lata temu w Tokio sięgnęła przecież po złoto w rzucie maczugą, a tuż po tym mogła świętować srebro w pchnięciu kulą. Pierwsza konkurencja jest jednak jej koronną, co pokazała zresztą podczas piątkowej rywalizacji. 

Zobacz wideo Test zgodności Szeremety i jej trenera

Kuriozalny powód dyskwalifikacji Kozakowskiej. Polski Komitet Paralimpijski wydał oświadczenie

31,30 m - tyle wyniósł wynik pierwszego rzutu Kozakowskiej. Tym samym nie dość, że objęła prowadzenie w zawodach, to pobiła własny rekord świata. Druga próba była już nieco gorsza (29,70 m), a ponadto okazała się jej ostatnią. Nasza zawodniczka doznała kontuzji barku i trafiła do szpitala. - Potworny ból. Jestem przyzwyczajona do bólu, ale ten był taki, że pomyślałam, że ręka poleciała razem z maczugą - mówiła w rozmowie z Michałem Polem, polskim attache prasowym na igrzyskach paralimpijskich.

Ostatecznie wygrała jednak rywalizację i mogła świętować złoty medal. Ale to nie trwało zbyt długo. - O godzinie 00:33 zaktualizowano wyniki - Polkę zdyskwalifikowano, odebrano jej złoto i rekord świata - podał profil Athletics News na platformie X. Okazało się, że Brazylijczycy złożyli protest kwestionujący rozmiar poduszki pod głową Kozakowskiej. 

"Protest został uznany, w wyniku czego Róża została zdyskwalifikowana. Polska ekipa niezwłocznie odwołała się od tej decyzji. Posiedzenie komisji odwoławczej rozpocznie się w sobotę o godz. 9, a o rozstrzygnięciu apelacji poinformujemy niezwłocznie" - napisano w oświadczeniu opublikowanym przez Polski Komitet Paralimpijski. 

Niedługo potem przekazano, że odwołanie zostało oddalone. "Niestety decyzja jest dla nas niekorzystna. Przyjmujemy to orzeczenie do wiadomości, takie są prawa sportu i jego rygorystyczne procedury, musimy się z nimi liczyć. Po igrzyskach, gdy opadną zrozumiałe emocje, wszczęte zostanie transparentne, wnikliwe postępowanie, które będzie miało na celu wyjaśnienie sytuacji" - czytamy.

Michał Pol obszernie wyjaśnił cały incydent w mediach społecznościowych. "Ta poduszka nie pomaga Róży w żaden sposób osiągnąć lepszego wyniku, czyli rzucać dalej. Sprawia jedynie, że po rzucie zabezpiecza jej odcinek szyjny kręgosłupa przed uszkodzeniem lub omdleniem, co zdarzało jej się podczas treningów" - napisał. 

Zwrócił jednak uwagę, że w przepisach zawarto zapis, że wszelkie obicia i poduszki mogą mieć maksymalnie grubość 5 cm. I choć zawodniczka przypominała, że rok temu na MŚ w tym samym Paryżu startowała z tą samą poduszką i nikomu to nie przeszkadzało, to sędziowie w każdym momencie mają jednak prawo skontrolować sprzęt. I wówczas skorzystali z tego prawa.

"Komisja odwoławcza debatowała nad sprawą Róży przez 2,5 godziny. Szef komisji przyznał, że nigdy nie miał do czynienia z tak skomplikowaną sprawą" - zdradził. Na koniec oświadczenia zaznaczono, że wykluczenie Polki nie jest aktualnie tak ważne, jak jej stan zdrowia, gdyż kontuzja jest poważna. "Życzymy szybkiego powrotu do pełnej dyspozycji" - podsumowano.

Więcej o: