Róża Kozakowska była jedną z naszych największych nadziei na medal igrzysk paralimpijskich. Trzy lata temu w Tokio zdobyła złoto w rzucie maczugą i dołożyła srebro w pchnięciu kulą. Wydawało się, że impreza w Paryżu rozpocznie się dla niej jeszcze lepiej. Już w pierwszej próbie w rzucie maczugą uzyskała 31,30 m i ustanowiła w ten sposób nowy rekord świata. Okazuje się, że nie zostanie on uznany.
Polka oddała jeszcze jeden rzut na odległość 29,70 m. Później zakończyła rywalizację, choć przysługiwało jej jeszcze sześć prób, bo doznała kontuzji. Jak się okazało, wypadł jej bark i trafiła do szpitala na prześwietlenie. - Potworny ból. Jestem przyzwyczajona do bólu ale ten był taki, że pomyślałam że ręka poleciała razem z maczugą. Nie da się tego opisać - mówiła w rozmowie z Michałem Polem, polskim attache prasowym na igrzyskach paralimijskich.
Mimo to żadna z zawodniczek nie zdołała jej wyprzedzić. Niestety dramat rozegrał nieco później. Niedługo po północy pojawiła się informacja, że Kozakowska została zdyskwalifikowana. - O godzinie 00:33 zaktualizowano wyniki - Polkę zdyskwalifikowano, odebrano jej złoty medal i rekord świata (teraz należy do Tunezyjki, 29.00). Niewykluczone są oczywiście protesty w tej sprawie - poinformował profil Athletics News na platformie X.
Jak podaje "Przegląd Sportowy", jako podstawę dyskwalifikacji wskazano przepis R6.16.1. Chodzi o stosowanie nieprzepisowego sprzętu. W tym wypadku zadecydowało nieprawidłowo używane krzesełko Polki. W tej sytuacji złoty medal powinien trafić do Tunezyjki Marouy Ibrahim, srebro do Parastoo Habibi, a brąz do Giovanny Boscolo. W sobotę Polska ma złożyć oficjalny protest.
---