Polscy medaliści zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo czekają na rozliczenie nagród w tokenach z Zondacrypto. Ich wartość to 950 tysięcy złotych. Trudno spodziewać się tego, by firma wywiązała się z umowy. - Dziś nie stać nas na wypłatę tych premii dla medalistów - powiedziała wprost rzeczniczka Polskiego Komitetu Olimpijskiego Katarzyna Kochaniak-Roman w rozmowie z Polską Agencją Prasową.
Kacper Tomasiak, Paweł Wąsek i Władimir Semirunnij muszą zatem czekać na rozwiązanie sprawy. W czwartkowy wieczór natomiast neon Zondacrypto zniknął z budynku siedziby PKOl. Niektórzy bardzo czekali na ten moment.
"Wstyd, niesmak i Radosław Piesiewicz jednak pozostają, chociaż mam nadzieję, że już nie na długo. Niektórzy mówią, że 'co się zobaczyło, już się nie odzobaczy'" - napisał na platformie X Robert Korzeniowski, czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie sportowym.
Wspomniany Piesiewicz podpisał umowę z Zondacrypto 22 października 2025 roku. Wprowadził tym PKOl w ogromne kłopoty wizerunkowe. Sporo osób domaga się dymisji prezesa organizacji, ale ten nic sobie z tego nie robi.
- Wezwaliśmy pana Piesiewicza do dymisji. Padło pytanie, czy ktoś jest przeciwny i nie było ani jednego głosu sprzeciwu - powiedział dla Sport.pl Leszek Blanik, członek zarządu Komitetu i szef Polskiego Związku Gimnastycznego, po spotkaniu ponad 50 prezesów polskich federacji sportowych z ministrem sportu Jakubem Rutnickim.
Później jednak, gdy portal WP SportoweFakty policzył, ilu rzeczywiście przeciwników Piesiewicz ma w zarządzie PKOl, to ich liczba okazała się niewystarczająca. Aby odwołać prezesa potrzeba 40 głosów, a wiele wskazuje na to, że za jego odwołaniem jest 32 członków zarządu.
- Nawet znajomi pytają: "Dlaczego nie możecie sobie poradzić z panem Piesiewiczem?". Nie możemy, bo działamy zgodnie z prawem. Przecież nie pójdziemy w pięciu, nie zwiążemy pana Radosława i nie wyniesiemy go z gabinetu - mówił w rozmowie z portalem Sport.pl prezes Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego Tomasz Kwiecień.