Wywiad

Mistrzowie olimpijscy nawet się z tym nie kryją. Tak kochają Putina

Dominik Senkowski
Warwara Woronchiczina na olimpijskim podium
Fot. REUTERS/Lisi Niesner

Rosjanie to najwięksi wygrani Zimowej Paralimpiady w Mediolanie, a już myślą o kolejnych igrzyskach, i to z udziałem weteranów wojny w Ukrainie. - Przyjmuje się, że obecnie ok. 500 takich weteranów otrzymuje wsparcie Rosyjskiego Komitetu Paralimpijskiego - mówi Sport.pl Bartłomiej Banasiewicz z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej.

Rosjanie na Zimowych Igrzyskach Paralimpijskich w Mediolanie zdobyli pierwsze złote medale od 2014 roku. To pokłosie wojny i systemowego dopingu. Teraz nie wygrali klasyfikacji medalowej, ale i tak są największymi wygranymi. Bartłomiej Banasiewicz z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej opowiada, jak w Rosji podchodzi się do występów we Włoszech, do protestów innych reprezentacji, jak rosyjscy sportowcy kochają Władimira Putina i czy weterani wojenni z wojny przeciwko Ukrainie będą mogli zdobywać medale paralimpijskie.

Zobacz wideo Stare sanki, Snoop z pierogiem, aferki. Niezwykłe igrzyska dla Polski!

Rosjanie zdobyli 12 medali na paralimpiadzie w Mediolanie, w tym osiem złotych. Jakie nastroje panują w Rosji?

Bartłomiej Banasiewicz: Rosjanie są zachwyceni. Bardzo czekali na hymn, na możliwość występowania pod własną flagą. Jak oni to określają, następuje właśnie "powrót do normalności" po długoletnim zawieszeniu. Przez lata byli praktycznie całkowicie wykluczeni, także w sporcie paralimpijskim. Teraz cieszą się chwilą.

Szczególnie mocno komentują zachowanie Niemców na podium, gdy biegaczka Linn Kazmaier oraz jej przewodnik Florian Baumann odwrócili się plecami do Rosjan, którzy zdobyli złoto, gdy leciał rosyjski hymn. Odebrano to jako wyraźny protest.

Było więcej takich reakcji wobec Rosjan na igrzyskach.

- 28 państw nie wzięło udziału w ceremonii otwarcia imprezy, aby zaprotestować przeciwko przywróceniu rosyjskich sportowców do udziału w igrzyskach paralimpijskich z symbolami narodowymi. Jednakże poza tym nie widać, by sportowcy reagowali w podobny sposób, jak Niemcy na podium. A w Rosji na pewno zostałoby to odnotowane.

Czytaj także: Mourinho zawieszony

Rosyjskie media opisują odwrotne sytuacje - twierdzą, że sportowcy, którzy zdobywają medale i stają na podium obok Rosjan, doceniają ich sukces. Najczęściej powoływano się na wypowiedź Warwary Woronchicziny [złota medalistka w paranarciarstwie alpejskim - przyp. red.], która stwierdziła, że zawodniczki z innych państw pogratulowały jej zwycięstwa. Padają też sugestie, że nawet Niemcy, którzy oficjalnie protestowali, tak naprawdę musieli to zrobić jedynie ze względu na politykę ich kraju, a w rozmowach między sportowcami miała panować życzliwa atmosfera. Aczkolwiek pamiętajmy też, że to wersja obowiązująca w Rosji, której zależy na takim obrazie - że świat cieszy się z ich powrotu.

Prawie 30 państw bojkotujących ceremonię otwarcia igrzysk na 56 startujących to sukces tej grupy, czy jednak można było się spodziewać większej liczby protestujących?

- Oczywiście mogło być tych krajów jeszcze więcej, ale zauważmy, kto poparł protest - przede wszystkim duża część Europy. Jednomyślne były, co nie dziwi, kraje bałtyckie. Zaprotestowała też Polska. Poza tym, że zbojkotowała ceremonię otwarcia, dodatkowo TVP nie pokazała Rosjan i Białorusinów. Można uznać, że w pewnym sensie jest to sukces protestujących. Całe to zamieszanie odbiło się także szerokim echem w rosyjskich mediach, które starają przedstawiać Rosję jako dyskryminowaną.

Ruch TVP zaskoczył pana? W przypadku igrzysk olimpijskich w Mediolanie nie było podobnych działań.

- Ale to była inna sytuacja. Wówczas Rosjanie i Białorusini startowali jedynie jako sportowcy neutralni. Nie zobaczyliśmy ich na ceremonii otwarcia zawodów, a jedynie zamknięcia, i to bez symboli narodowych. Teraz jest zupełnie inaczej, co dla Rosji stanowi naprawdę ważny moment. Minister sportu Michaił Diegtiariew wspomniał, że celem Rosjan jest przede wszystkim ukazanie na tych igrzyskach paralimpijskich, że są - jak to mówi - "normalni", i tak jak zawodnicy z innych reprezentacji mogą występować pod własną flagą.

Stacje telewizyjne na Łotwie dalej nie pokazują sportowców z Rosji i Białorusi?

- Tak. Najpierw podczas igrzysk olimpijskich starali się nie transmitować występów neutralnych zawodników z tych państw, a pod koniec lutego zapadła decyzja, by powtórzyć to w przypadku zawodów paralimpijskich. Łotwa wysłała na te drugie zawody dosyć małą kadrę, chociaż i tak większą niż Rosja. Łotysze wielokrotnie swoją postawą podkreślali, że nie godzą się na powrót Rosjan do sportu, przypominają o ataku na Ukrainę. Przede wszystkim nie chcą pokazywać rosyjskich sukcesów, bo to największe paliwo dla rosyjskiej propagandy.

A czy Międzynarodowy Komitet Paralimpijski reagował na zachowanie Niemców czy bojkot ceremonii otwarcia?

- Działacze starają się być zdystansowani. Powtarzali, że należy w takiej sytuacji oddzielić sport od polityki, pokazywać jak najmniej politycznych gestów. Wielokrotnie za to Międzynarodowy Komitet zwracał uwagę sportowcom z Ukrainy, między innymi parabiathlonistce Ołeksandrze Kononowej, która miała kolczyk w uchu z napisem "Stop war". Inny parabiathlonista, Taras Rad, doświadczył przykrej sytuacji, gdy jego rodzinie odebrano na igrzyskach chusty z ukraińskimi symbolami. A i tam, gdzie mieszkają Ukraińcy, nakazano zdjęcie flagi, a protesty nic nie dały.

Ukraiński Komitet Paralimpijski wiele razy zwracał uwagę, że światowi działacze bardziej sprzyjają Rosjanom. Według nich może to wynikać z faktu, że przedstawiciele Rosyjskiego Komitetu Paralimpijskiego oraz Międzynarodowego Komitetu Paralimpijskiego pozostają w bliskich kontaktach. Rosja jest bardzo zaangażowana w proces przywracania swoich sportowców. Można powiedzieć, że działa skutecznie.

Pisał pan w przypadku Warwary Woronchicziny, że wzbudza spore kontrowersje. Dlaczego?

- Jest kilka powodów. Ukraińskie media informowały między innymi, że Woronchiczina należy do osób, które popierają Władimira Putina. Pod koniec kwietnia 2022 dziękowała mu za wsparcie sportowców z dyscyplin paralimpijskich. Wzięła też udział - wraz z innymi uczestnikami obecnych igrzysk - w specjalnym spotkaniu, na którym otrzymali nagrody, a przewodniczący Rosyjskiego Komitetu Paralimpijskiego Paweł Rożkow stwierdził wówczas, że ci zawodnicy, którzy obecnie trenują w kadrze paralimpijskiej i przygotowują się do startu w międzynarodowych zawodach, zaczęli także "wdrażać do sportu weteranów wojny na Ukrainie".

Z kolei inny złoty medalista, Iwan Gołubkow, stwierdził, że zadedykuje sukces w Mediolanie Władimirowi Putinowi. Podkreślał, że czeka na spotkanie z politykiem, chce mu uścisnąć dłoń. To zresztą pokazuje, że sport nie jest oddzielony od wojny. Wiemy już, że weterani rosyjscy będą coraz częściej pojawiać się na zawodach. Obecnie przyjmuje się, że około 500 weteranów wojny na Ukrainie otrzymuje wsparcie Rosyjskiego Komitetu Paralimpijskiego. To naprawdę spora liczba. Dawniej Rosja nie angażowała się zbyt mocno w sport paralimpijski. 

BBC cytuje prezesa Międzynarodowego Komitetu Paralimpijskiego, który stwierdził, że rosyjscy żołnierze ranni na froncie ukraińskim będą mogli startować na kolejnych igrzyskach. To już pewne?

- Byłbym jeszcze ostrożny, bo do zawodów pozostało sporo czasu. Wiadomo, że władze Międzynarodowego Komitetu Paralimpijskiego inaczej podeszły do przywrócenia Rosjan niż działacze Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, ale dla mnie te słowa to wciąż bardziej zapowiedź niż potwierdzenie. To będzie zależało przede wszystkim od tego, co się będzie działo na wojnie, czy nadal będą trwały walki, co się jeszcze wydarzy.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...