Szef PKOl Radosław Piesiewicz, zapytany w radiu RMF FM o obiecane premie dla olimpijczyków, zrzucił winę za niewypłacanie ich na Polkomtel, firmę z Grupy Polsat Plus: - Firma Polkomtel 5 lutego wypowiedziała umowę PKOl-owi. Tam były zabudżetowane środki na nagrody. W styczniu została wystawiona faktura na firmę Polkomtel i liczymy na to, że ta faktura zostanie zapłacona -powiedział Piesiewicz.
Czy Polkomtel zapłaci? - zapytaliśmy jedną z najważniejszych osób w tym konflikcie. - Nie. Nie ma takiej opcji - padła odpowiedź.
Sport.pl ma dokument z 27 stycznia, w którym Piesiewicz wypowiada w trybie natychmiastowym umowę z Polsatem. Wypowiedzenie zostało więc wysłane do Polsatu, wieloletniego partnera, tuż przed igrzyskami olimpijskimi i jest znacznie wcześniejsze niż wypowiedzenie Polkomtela. Mało tego, w piśmie z 27 stycznia Piesiewicz informuje Polsat, że jego decyzja jest spowodowana żądaniami "jednego ze sponsorów PKOl (spółki Polkomtel)", więc nie został zaskoczony wypowiedzeniem Polkomtela.
- Polkomtel od dłuższego czasu dawał znaki, że chce się rozstać z PKOl - mówi Sport.pl rzeczniczka komitetu, Katarzyna Kochaniak-Roman. - Na pewno nie zrobił tego z powodu wypowiedzenia umowy Polsatowi przez PKOl. Poza tym fakturę przyjął bez uwag. Powinien zapłacić, bo obowiązuje termin wypowiedzenia. My sportowcom przekażemy premie następnego dnia po przelewie od Polkomtela.
Piesiewicz w wywiadzie dla RMF FM dodał, że podwyżki, jakie sobie zapewnił dzięki decyzji prezydium zarządu PKOl, pochodzą z innego źródła w budżecie PKOl niż premie dla olimpijczyków. Zarabia obecnie 58,5 tys zł miesięcznie.
Piesiewicz wysłał swój dokument o zerwaniu z Polsatem przed igrzyskami do Piotra Żaka, prezesa zarządu Telewizji Polsat SA. "Niniejsze wypowiedzenie obejmuje także natychmiastowe wypowiedzenie wszelkich licencji" - napisał. "Z uwagi na powyższe, wzywamy do natychmiastowego wycofania z obrotu i zaprzestania wykorzystywania w państwa działalności i emisjach telewizyjnych logotypów, materiałów i nazw, do których licencje nabyli państwo".
Złamanie zakazu PKOl wycenił na 500 tys zł jednorazowo. Zakazał też emisji przez Polsat promującego igrzyska "Magazynu Olimpijskiego".
I to wszystko trzy dni przed ślubowaniem polskiej reprezentacji na igrzyska olimpijskie w Mediolanie, które odbyło się w siedzibie PKOl w Warszawie. Właśnie wtedy szef sportu w Polsacie, a zarazem wiceprezes PKOl Marian Kmita dowiedział się, że musi spakować swoje rzeczy i opuścić gabinet w centrum olimpijskim.
Właśnie konfliktem między Piesiewiczem a Kmitą można wytłumaczyć kłopoty PKOl z wypłatą premii olimpijskich. Kmicie nie podobało się podpisanie umowy przez Piesiewicza z giełdą kryptowalut Zondacrypto i zmiana nazwy siedziby komitetu na Zondacrypto Centrum Olimpijskie im. Jana Pawała II. Dołączył do osób niechętnych Piesiewiczowi, którzy mieli pretensje do prezesa o autorytarny styl zarządzania firmą.