Radosław Piesiewicz budzi skrajne emocje. Prezes PKOl wyjaśnił, że sportowcy nadal nie otrzymali należnych im premii za wyniki podczas zimowych igrzysk we Włoszech, bo tuż przed imprezą ze sponsorowania Komitetu wycofała się "duża firma" Polkomtel. Teraz Piesiewicz tłumaczy się ze swoich rosnących poborów.
Piesiewicz o podwyżce swoich zarobków. "Nikt w Polsce nie pracuje za darmo"
Polska wróciła z igrzysk w Mediolanie/Cortinie z 4 medalami. Trzy z nich wywalczył Kacper Tomasiak i to on jest szczególnie mocno zainteresowany premiami za zdobycie olimpijskich krążków. Według szacunków Tomasiak czeka na wypłacenie około 1 mln zł premii.
- Kiedy premie? Jak najszybciej. Nie ukrywam, że faktycznie firma Polkomtel 5 lutego wypowiedziała umowę Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu. Tam były środki zabudżetowane na nagrody. W styczniu została wystawiona faktura na firmę Polkomtel i liczymy na to, że ta faktura zostanie zapłacona po okresie wypowiedzenia za wykonane usługi - powiedział Radosław Piesiewcz w rozmowie z RMF FM. Jak zaznaczył, ma plan B, bo on "jako odpowiedzialny człowiek nie zostawi nigdy polskich sportowców".
Jednak nie tylko kwestia niewypłaconych premii bulwersuje część opinii publicznej. Także to, że prezes PKOl po igrzyskach we Włoszech otrzymał podwyżkę i dziś zarabia 58,5 tys. zł brutto miesięcznie.
- Po pierwsze nie prezes PKOl sobie przyznał podwyżkę, tylko prezydium na wniosek skarbnika, to jest z innego katalogu wydatków. Nie czerpię ze środków sponsorów, bo mamy własną działalność, którą prowadzimy na co dzień. Ponieważ przejąłem kompetencje dwóch wiceprezesów, dołożyli mi zadań i dlatego dostałem podwyżkę - przyznał Piesiewicz.
Przewodniczący PKOl jeszcze raz odniósł się do wysokości swoich zarobków. - Od początku, od kiedy walczyłem o prezesurę w PKOl, powiedziałem, że ja nie będę pracował za darmo, bo nikt w tym kraju nie pracuje za darmo. Nie jestem prezesem, który przyjeżdża raz na miesiąc do firmy, tylko jestem 24 godziny na dobę odpowiedzialny i pracuję na rzecz i dobro Polskiego Komitetu Olimpijskiego - powiedział na antenie RMF FM.
Przypomnijmy, że poprzedni sternik PKOl Andrzej Kraśnicki pracował społecznie i w latach 2010-23 nie pobierał pensji z tytułu sprawowanej funkcji.