Gdyby MKOl przeznaczył po milion euro na każdą z 445 konkurencji, jakie są rozgrywane na igrzyskach letnich i zimowych, wydałby zaledwie 6,26 proc. swoich bajońskich przychodów. A grupa Polaków, która na ostatnich igrzyskach startowała, mogłaby zarobić 1,35 mln euro.
MKOl nie wypłaca głównym aktorom widowiska ani grosza, choć olimpijską czterolatkę zamknął z przychodami 7,1 mld euro.
Próbowałem skontaktować się ze snowboardzistą Aleksandrą Walas-Król, która przed igrzyskami opowiedziała Sport.pl o trudnym rozstaniu z córeczką, gdy wyjeżdżała na ostatnie obozy i zawody przed startem olimpijskim. Bezskutecznie, ale jednak wrócę do jej opowiadania, bo było poruszające. Gdy jej córka zobaczyła w przedpokoju torbę mamy, spakowaną na wyjazd, otworzyła ją i zaczęła wyrzucać z niej rzeczy. Ciągnęła mamę za włosy, mówiąc, że musi zostać. "Nie wyjeżdżaj" - powtarzała. - W nocy córka nie mogła spać. Umościła się koło mnie, choć zwykle śpi sama. Musiała co chwilę sprawdzać, czy czy nie zniknęłam, gdy zamknęła oczy - opowiadała olimpijka w rozmowie z nami. Dwa tygodnie później w ćwierćfinale przegrała o 0,26 s z Lucią Dalmasso, która zdobyła później brązowy medal.
Jak można podzielić pieniądze, którymi MKOl nie zamierza się dzielić ze sportowcami
Polka zajęła siódme miejsce, choć liczyła na medal. Miała prawo do wysokich oczekiwań, bo w sezonie olimpijskim trzykrotnie stawała na podium Pucharu Świata, a w ostatnich mistrzostwach świata zdobyła brąz.
Gdyby odpowiednio rozdzielić pieniądze z MKOl, np. w modelu 300-200-150-90-80-70-60-50, mogłaby otrzymać 60 tys. euro, czyli ponad 250 tys. zł. Choć zapewne nie to byłoby dla niej najważniejsze, ale jednak istotne. Poza tym byłoby to chyba sprawiedliwym podejściem do współtwórców igrzysk - zawodników.
Ile zarobiliby Polacy
Szczególnie że polska snowboardzistka w starcie na igrzyskach nie mogła skorzystać ze swoich indywidualnych sponsorów, bo zabrania tego punkt 40. karty olimpijskiej. - Są te same kółka olimpijskie i ten sam ogień, co 130 lata temu. Ale przecież sport się zmienił - mówi Robert Korzeniowski, który w 1995 r. za brązowy medal mistrzostw świata otrzymał 500 zł.
Policzmy, ile hipotetycznie, gdyby MKOl dzielił się potężnymi zyskami ze sportowcami, byliby w stanie zarobić Polacy podczas igrzysk w Mediolanie i Cortinie:
Biathlonistka Kamila Żuk zajęła 8. miejsce w sprincie (50 tys. euro), sztafeta biathlonistek 6. miejsce (70 tys. euro do podziału), Eliza Rucka-Michałek była 8. w biegu narciarskim na 50 km (50 tys. euro); panczeniści Kaja Ziomek-Nogal była 6. na 500 m (70 tys. euro), Damian Żurek dwukrotnie zajął czwarte miejsce na 500 m (180 tys euro) a Marek Kania był 8. (50 tys. euro); alpejka Maryna Gąsienica-Daniel zajęła 7. miejsce w gigancie (60 tys. euro); Nikola Domowicz i Dominika Piwkowska były 6. w dwójkach saneczkowych (70 tys. euro do podziału), mieszana drużyna saneczkowa była 8. (50 tys. euro do podziału); Felix Pigeon na 1000 m był 8. w short tracku (50 tys. euro); skoczkowie zdobyli dwa srebra i brąz, co dałoby w moim zestawieniu Kacprowi Tomasiakowi 550 tys. euro, a Pawłowi Wąskowi 100 tys.
W sumie Polacy zarobiliby dzięki wypłatom z MKOl 1,35 mln euro, najczęściej w sportach, w których nie zarabiają kokosów.
I to wcale nie byłoby takie niezwykłe.
FIFA planuje dochód z mundialu w 2026 r. na 10,9 mld dol. oraz zamierza rozdzielić 655 mln dol. wśród 48 federacji narodowych w zależności od wyników, a federacje wypłacą odpowiednie kwoty piłkarzom. Mistrzowie świata będą mieć do podziału rekordowe 50 mln dol.
Kobiecy mundial w 2023 r. - znacznie mniejszy niż męski, bo 32-drużynowy - przyniósł 570 mln dol przychodu. FIFA nagrody dla zawodniczek rozdzieliła tak, że dostały one ok. 30 procent kwoty wysłanej do federacji za występy grupowe i 60 proc. za występy w fazie pucharowej. Ale na przykład amerykańska federacja przekazała zawodniczkami 90 proc. kwoty, jaką dostała za turniej od FIFA. 3,3 mln dol. rozdzielono między 23 zawodniczki i sztab. Amerykanki odpadły zaskakująco szybko, bo w 1/8 finału.
Igrzyska olimpijskie nie płacą nic.
Precyzując: przekazują fundusze do Polskiego Komitetu Olimpijskiego, ale ten nie może dać ich zawodnikom w formie wynagrodzenia, premii czy nagrody. Te pieniądze są wykorzystane na programy, warsztaty i tym podobne. Pomoc idzie w świat w setki milionów euro, ale żaden zawodnik nie zobaczy grosza z MKOl. Dostanie pieniądze i nagrody rzeczowe od sponsorów PKOl za medale oraz tokeny - coś w rodzaju bonów towarowych - za miejsca od czwartego do ósmego. Dostanie premie od ministerstwa. Z MKOl zero, choć właśnie on zarabia na igrzyskach najwięcej i jako instytucja non-profit nie przynosi zysków: całe zarobione pieniądze idą na utrzymanie organizacji, podróży oficjeli, kongresów, zlotów i zjazdów oraz - najwięcej - na programy pomocy.
- Narodowe komitety olimpijskie mogą starać się o granty [od MKOl - red.] na rozwój i wsparcie sportowców i poszczególnych federacji. Jeśli pomysł zostanie zaakceptowany i zatwierdzony, komitet otrzymuje środki na ten konkretny cel - mówi Sport.pl Katarzyna Kochaniak-Roman, rzeczniczka PKOl. - Jako narodowy komitet otrzymujemy od MKOl ekwiwalent za potencjalnie utracone korzyści marketingowe. Chodzi o to, że jako PKOl nie możemy podpisać umów ze sponsorami konkurencyjnymi do tych, z którymi umowy ma MKOl. Nie są to środki wprost pokrywające taką umowę, a jedynie jej ułamek wyliczony przez MKOl na podstawie programu tzw. solidarności olimpijskiej - dodaje. O jakiej kwocie mowa? Nie wiadomo. Kochaniak-Roman mówi, że jest to objęte tajemnicą handlową.
- Sportowcy także mogą aplikować o środki z tego programu i każdego roku kilkoro sportowców z Polski otrzymuje bezpośrednie dofinansowanie. Pamiętajmy też, że sukces na największej sportowej imprezie, jaką są igrzyska, wpływa na ich rozpoznawalność, a co za tym idzie na kontrakty sponsorskie - mówi Kochaniak-Roman.
I bardzo dobrze. Ale fakt jest taki: instytucja, której czteroletni przychód wynosi 7,1 mld, nie płaci zawodnikom ani eurocenta. Słowa Kochaniak-Roman można zrozumieć następująco: pieniądze, jakie MKOl zarabia dzięki sportowcom, a rozprowadza je wśród swoich, w rodzinie olimpijskiej.
To dlatego jedyny medalista olimpijski z Danii w Mediolanie - i drugi w historii tego kraju w zimowych igrzyskach po drużynie curlingowej sprzed niemal trzech dekad - panczenista Viktor Thorup sprzedaje na aukcji kombinezon, w którym zdobył srebro w biegu masowym. Zapłacił za niego 5149 koron duńskich (815 euro). Dostał właśnie opóźnioną fakturę. Żeby pojechać na igrzyska (i kupić kombinezon) sprzedawał filmy wideo na platformie Onlyfans, która zezwala na publikowane aktów erotycznych z własnym udziałem - są dostępne wyłącznie dla płatnych subskrybentów.
Gdyby wiodło się gorzej i MKOl musiałby walczyć z przeciwnościami rynku... Ale tak nie jest. WarnerBros Discovery, gigant medialny, który wykupił największą część praw transmisyjnych, chwalił się trzycyfrowym wzrostem oglądalności igrzysk. Europejskie telewizje notowały kilkudziesięcioprocentowe wzrosty w porównaniu z poprzednimi igrzyskami. Streaming, który miał telewizji zagrozić, chyba pomógł na zasadzie synergii i konwergencji. Można liczyć go w miliardach minut oglądanych transmisji. Streaming z Mediolanu przekroczył rekord z Pekinu już trzeciego dnia trwania zawodów!
Bez olimpijczyków nie ma igrzysk
Nie wiadomo, jaki jest wpływ zawodników na wzrosty. Tu ważny jest przykład brazylijskiego alpejczyka Lucasa Pinheiro Braathena, sportowego uchodźcy z Norwegii.
W Brazylii telewizja Globo! zdecydowała się po raz pierwszy w historii kraju pokazywać ceremonię otwarcia na żywo w otwartym kanale (ale też w płatnym), bez żadnych poślizgów. Poprzedni posiadacz praw Reder Records był zarazem najbardziej znanym w kraju producentem telenowel, głównie o tematyce biblijnej, i przez kilka edycji olimpijskich przesuwał transmisje, w tym z otwarcia, jak mu pasowało do ramówki. Mało tego, Globo! po raz pierwszy na tak potężną skalę włączyła transmisję równoległą i streaming z wielu aren. Na swojej stronie chwaliła się najbardziej Braathenem, który faktycznie stał się później pierwszym brazylijskim mistrzem olimpijskim w sportach zimowych. A jako pół-Norweg, który wybrał na reprezentację ojczyznę matki, stał się symbolem magnetycznej siły Brazylii i dumy.
Może pieniądze z igrzysk dałyby niepożądaną zmianę igrzysk w kierunku skomercjalizowania imprezy, przed czym rodzina olimpijska broni się zaciekle, ale tylko na wybranych przez siebie polach. Od dawna zabiegała o udział hokeistów NHL (udało się po raz pierwszy od lat), zaprosiła też do olimpijskiej rodziny koszykarzy NBA, którzy są symbolem komercjalizacji sportu.
Jej "udziałowcy", czyli poszczególne, co bogatsze federacje, płacą zawodnikom premie za wyniki. Również za rekordy na igrzyskach olimpijskich. Dlaczego nie chce tego MKOl?
Ile dla olimpijczyków. Nagrody od ministerstwa sportu i PKOl
Polacy złotego medalu na igrzyskach w Mediolanie i Cortinie nie zdobyli. Za srebrny medal polski olimpijczyk otrzyma z PKOl 400 tys. zł w gotówce, 200 tys. w tokenach, obraz, voucher na wakacje oraz biżuterię o wartości do 2000 zł.
Łączna premia z ministerstwa, częściowo rozłożona na 24 raty po 15 427,26 zł, wyniesie 448 495,92 zł (z jednorazową wypłatą w wysokości 78 241,68 zł). Za srebrny medal w drużynie (Tomasiak/Wąsek) przyznane zostanie po 200 tys. zł w gotówce i tokenach, obraz, voucher na wakacje i biżuteria do 2000 zł.
Za trzecie miejsce PKOl przyzna 300 tys. zł w gotówce, 150 tys. w tokenach, obraz, voucher na wakacje i biżuterię o wartości do 1500 zł, a MSiT - łącznie 394 860,96 zł (jednorazowo 61 516,80, resztę w miesięcznych ratach po 13 889,34 zł).
Zawodników z miejsc 4-8 MSiT nagrodzi premiami w wysokości od ok. 120 tys. do ok. 210 tys. zł, wypłacanymi w miesięcznych ratach przez 18 miesięcy. Dodatkowo PKOl przeznaczy dla tych sportowców od 10 tys. do 50 tys. zł w tokenach (w konkurencjach drużynowych - do podziału).