Kilkudziesięcioosobowa grupa kibiców, znajomych i działaczy z prezesem PKOl Radosławem Piesiewiczem na czele, głośne okrzyki, przybijanie piątek i mieniący się na piersi srebrny medal igrzysk olimpijskich. Mimo później pory Władimir Semirunnij na warszawskim lotnisku witany był z honorami. Nie tylko on.
W poniedziałkowy wieczór około godz. 22.30 na warszawskim lotnisku im. Fryderyka Chopina pojawił się wreszcie długo wyczekiwany medalista olimpijski Władimir Semirunnij. Rosjanin mający polskie obywatelstwo to jedyny sportowiec, który zdobył dla nas medal igrzysk w sporcie innym niż skoki narciarskie. Mieszkający w Polsce od niespełna trzech lat łyżwiarz był chyba trochę zaskoczony powitaniem.
"Nie wiedziałem, że was aż tyle"
- Dobry wieczór, nie wiedziałem, że was aż tyle będzie. Dziękuję, że przyjechaliście. Zapraszam do Tomaszowa - uśmiechał się uradowany zawodnik. Kwiaty, które dostał od prezesa PKOl Radosława Piesiewicza, szybko przekazał swojej dziewczynie.