Kurakowa pokazała wielką klasę! Oto prawda o jej występie

Radosław Leniarski
Fot. Amanda Perobelli / REUTERS

Jekaterina Kurakowa na trzy godziny startem w programie dowolnym doznała kontuzji łydki, ale postanowiła walczyć. - Szczerze, jestem z siebie dumna. Było zaj... - powiedziała dosadnie i bardzo po polsku, choć miejsce było gorsze niż cztery lata temu w Pekinie.

- Trzy godziny przed startem, kiedy próbowałam przejechać program i skoczyć, poczułam nagłe "łups" i coś zaczęło mnie szczypać w prawej nodze – mówiła Kurakowa kilka minut po zjechaniu z lodu w najważniejszym dniu rywalizacji solistek, w programie dowolnym. – To mnie bardzo zdenerwowało. Nie wiedziałam czy noga wytrzyma, czy nie – dodawała. – Powiedziałam sobie, że zmienię obciążenie na inną nogę, gdyby po pierwszym skoku zbyt bolało.

Zobacz wideo Dlatego Tomasiak robi znak krzyża przed skokiem. Powiedział to przed kamerą

Wzięła środki przeciwbólowe i wyjechała na lód.

- Zrobiłam dwa pierwsze skoki w kombinacji i bum, noga wytrzymała w najtrudniejszym momencie. Boże, dziękuję! - pomyślałam. Pojechałam najlepiej, jak się dzisiaj w tej sytuacji dało. Popełniłam mały błąd, ale pozostałe elementy były płynne. Szczerze, jestem z siebie dumna. Było zaj..., ani razu się nie przewróciłam – powiedziała dosadnie, bardzo po polsku. - Po raz pierwszy pocałowałam lód, bo to jest lód olimpijski.

Kurakowa wraca na igrzyska

Cztery lata temu Kurakowa była na igrzyskach w Pekinie 11. Po programie krótkim w Mediolanie była 19. I szanse na poprawienie wyniku z Chin był w praktyce niemożliwy. Kurakowa zakończyła rywalizację na 20. miejscu. Wygrała Alissia Liu, a dalej trzy Japonki: Kaori Sakamoto, Ami Nakai i Mone Chiba.

Widać, że Kurakowa była z siebie bardzo zadowolona, nawet jeśli faktycznie podwójny rittberger – błąd o którym wspomniała - jej zupełnie nie wyszedł, a miejsce jest dalsze od czołówki niż cztery lata temu.

Dla niej już sam powrót na igrzyska był wielką sprawą, zwłaszcza po przeżyciach sprzed niespełna trzech lat. Wtedy jej świat się zawalił w miesiąc. Walczyła o medal mistrzostwach Europy w 2023 r. Skończyło się na czwartym miejscu. Po traumatycznych rozmowach rozstała się z trenerem Lorenzo Magrim, rozstała się z chłopakiem, a na dodatek zarządcy ośrodka w Egno w południowym Tyrolu, gdzie trenowała, stwierdzili, że nie potrzebują solistki i że trzeba się wynosić. To było coś, co ją całkowicie załamało. Nie wychodziła z domu, nie chciało jej się nic robić, ponieważ nic nie przyniosło sensu w życiu. Ktoś, kto ją widzi na co dzień, nie rozumie, o co tutaj chodzi – Jekaterina jest żywiołowa, śmieje się non stop, gestykuluje i ma potężną nadwyżkę dobrego humoru. A jednak podnosiła się z upadku bardzo, bardzo wolno. Chciała się podnieść, bo łyżwiarstwo było jej życiem.

Na mistrzostwach świata w Montrealu w 2024 r. podeszła do mistrza Europy z 2011 roku Florenta Amodio, dziś trenera z Francji, z którym sporadycznie korespondowała, i powiedziała "Hello, I am Katia Kurakowa and I want to work with you". A on powiedział: "Fantastycznie, Katia. Zapraszam cię na kawę, obgadamy szczegóły".

Zamieszkała w wiosce Vaujany, kolonii właściwie. – Zostałam 346. mieszkanką – powiedziała. Nieopodal jest słynny kolarski podjazd L'Alpe d’Huez, ale oprócz tego w okolicy jest pusto. Nie ma sklepu, nie ma niczego. Jest lodowisko, która gmina wybudowała dla Amodio i hokejowej drużyny Les Grizzlys de Vaujany. - Poczułam, że ktoś we mnie wierzy. Florent wierzył we mnie, gdy przechodziłam najtrudniejszy okres w moim życiu – mówiła Kurakowa szczęśliwa, gdy zeszła z lodowiska po występie w drużynie. Polska zajęła z nią w składzie 10. miejsce, ostatnie.

– Chciałem wyjechać z igrzysk zadowolona. Że wszystko zrobiłam dobrze, dla siebie, dla małej Katii i dla Floranta. Super było, byliśmy razem. Teraz muszę zobaczyć co z nogą, potem frytki i żelki – zakończyła.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...