Polka wybuchła płaczem na igrzyskach. Oto co zawiodło. Wskazała winnego

Na igrzyskach olimpijskich debiutuje skialpinizm. W rywalizacji pojawiła się jedna Polka - Iwona Januszyk. Miała jednak ogromne problemy ze sprzętem, co zabrało jej możliwość walki o półfinał. Później nasza reprezentantka udzieliła emocjonalnego wywiadu. - Poświęciłam wiele, aby tu być, dzisiaj uważam, że nie było warto - podkreśliła w rozmowie z TVP Sport.
Iwona Januszyk
Screen - TVP Sport

W eliminacjach skialpinizmu w sprincie kobiet odbyły się trzy biegi. Nas najbardziej interesował ten ostatni - z udziałem Iwony Januszyk. W przewidywaniach przed startem spokojnie można było umieszczać Polkę w półfinale, ponieważ nasza reprezentantka potrafiła pokazywać się z dobrej strony w Pucharze Świata. Niestety, rzeczywistość okazała się brutalna.

Zobacz wideo

Wielkie problemy Januszyk. "Najstraszniejszy dzień w mojej karierze"

Od samego początku rywalizacji było widać, że dzieje się coś niedobrego. Reprezentantka Polski odstawała od rywalek, a na pierwszy pomiar czasu wbiegała jako piąta. Wtedy wyraźnie z przodu były już Giolia Murada z Włoch i Hiszpanka Ana Alonso Rodriguez, uznawane za faworytki. 

Później Polka spadła na ostatnią, szóstą pozycję i na takiej też dobiegła do mety. Była bez szans na to, by wejść do półfinału z jednym z najlepszych czasów. Zaraz po finiszu rozpłakała się i była pocieszana przez Rodriguez. Następnie dowiedzieliśmy się, co było przyczyną tak dużych problemów Januszyk na trasie.

- Zaraz po starcie przykleiło mi się tyle śniegu pod fokę. Naprawdę nie mogłam zrobić z tym nic, to jest wina serwisu. Nie mogłam nic zrobić, to było straszne - powiedziała rozemocjonowana Januszyk w rozmowie z TVP Sport.

- To jest najstraszniejszy dzień w mojej karierze. Poświęciłam tak wiele, aby tu być, poświęciłam tyle czasu, którego nie spędziłam ze swoim synem i teraz tego bardzo żałuję - dodała.

Januszyk mówi wprost. "Nie wiem, jak można mieć takiego pecha"

Januszyk zdradziła także, co próbowała robić, by poradzić sobie z problemami. Odpowiednio rozwiązania jednak nie było.

- Jedna rzecz która kompletnie nie zależała ode mnie, zupełnie wykluczyła mnie z rywalizacji. Mając śnieg pod nartą, ona w ogóle nie jedzie. Musiałam biec takim wieloskokiem... Na przypince nie mogłam nawet złożyć tych nart czy ściągnąć fok. Nie wiem, jak można mieć takiego pecha. Widocznie można... - stwierdziła.

- Myślałam, że jednak może się uda. Spróbuję na 100 procent i może się uda. Jednak zostałam ostatnia, za zawodniczkami, z którymi nigdy w życiu nie przegrałam. Wiem, że one też mogą zrobić progres, ale widzę, ile mi to zabrało - dodała.

Nie może dziwić, że reprezentantka Polski była załamana. Na sam koniec podkreśliła, że jest jej wstyd. Na pewno ten start długo będzie w niej siedział.

- Poświęciłam wiele, aby tu być, dzisiaj uważam, że nie było warto. Jedna rzecz, kompletnie losowa, odebrała mi wszystko. Są tu moi rodzice oglądają to ludzie przed telewizorami - zobaczyli to, co zobaczyli. Jest mi bardzo wstyd, naprawdę przepraszam. (...) Normalnie jestem w dziesiątce Pucharu Świata, a tu ostatnia. Nie chcę więcej tego komentować - skwitowała reprezentantka Polski.

Półfinały w skialpinizmie kobiet zaplanowane są o godzinie 12:55. Chwilę później odbędzie się bieg medalowy.

Więcej o: