Polkę skrzywdzono, zanim wystartowała. Tak odpowiedziała na skandaliczne słowa

Agnieszka Niedziałek
Aniela Sawicka
screen

Na pierwszy przejazd Anieli Sawickiej w olimpijskim slalomie patrzyliśmy jako na odpowiedź na skandaliczne słowa działacza, które padły pod jej adresem. Debiutująca w igrzyskach alpejka pokonała trasę z dużą stratą do liderki i plasuje się pod koniec stawki. Za sprawą władz PZN skrzywdzono ją jeszcze przed środowym startem.

Trzeba sobie powiedzieć na wstępie wprost – o ile w niedzielnym slalomie gigancie po cichu marzyliśmy o medalu Maryny Gąsienicy-Daniel, to w przypadku środowego slalomu nie było na niego szans. To absolutnie nie jest atak na Anielę Sawicką, a realna ocena szans. Gąsienica-Daniel od lat startuje w Pucharze Świata i 17 razy była w czołowej 10, a Sawicka dopiero niedawno w nim debiutowała. Wielka szkoda, że debiut olimpijski zepsuli jej działacze.

Zobacz wideo Pierwsza taka olimpijka. Polka już przeszła do historii

Gorsze miejsce, ale awans. Oburzające słowa działacza PZN

Sawicka wspomniany debiut w PŚ zaliczyła niespełna miesiąc temu, 25 stycznia w czeskim Szpindlerowym Młynie. Po pierwszym przejeździe slalomu zajęła wtedy 38. miejsce i nie awansowała do drugiego (kwalifikuje się czołowa 30-tka). Zasady podczas igrzysk są inne i dzięki temu zaprezentuje się ponownie. Choć jej lokata jest gorsza. Mająca odległy 60. numer startowy Polka trasę pokonała w 53,03 i ma 5,9 sekundy straty do prowadzącej Amerykanki Mikaeli Shiffrin, co daje jej 49. pozycję. Dzieli ją z Dunką Clarą-Marie Holmer Vorre.

Sprawa 25-letniej zawodniczki to fatalna wizytówka władz Polskiego Związku Narciarskiego. Pierwotnie nie umieścili jej w olimpijskiej kadrze, choć spełniała wyznaczone kryteria. Zamiast niej postawiono na 19-letnią Nikolę Komorowską, która wszystkich wymogów nie spełniała. Argumentacja części zarządu popierającej w głosowaniu drugą z kandydatur – druga z alpejek startuje w większej liczbie konkurencji.

Być może sprawa przeszłaby niezauważona, ale nagłośnił ją wzburzony ojciec Sawickiej. Zrobiło się gorąco, pisały o tym media, zainteresował się nią również Polski Komitet Olimpijski. Wreszcie PZN, próbując nadrabiać, zarządził ponowne głosowanie i zmienił decyzję. Wcześniej zaś w mediach społecznościowych Komorowska ogłosiła, że rezygnuje z olimpijskiego startu i opowiadała o hejcie, jaki na nią spadł w związku z tą sprawą.

Fatalna była nie tylko cała ta afera, ale i słowa będącego członkiem zarządu PZN Rafała Kota.

- Uważaliśmy, żeby miała pierwszeństwo zawodniczka, która będzie nas reprezentowała w trzech konkurencjach… A nie tylko w pierwszym przejeździe slalomu - rzucił na antenie TVP Sport działacz.

A potem, na pytanie, czy związek stawia na ilość zamiast jakości – odparł: "Jaka tu będzie jakość?! Po pierwszym przejeździe około 5 sekund [straty] i dziękuję".

31 alpejek wypadło z trasy. Zygmunt reaguje na aferę dot. Sawickiej. "Bardzo duży smutek w sercu"

Sawicka więc pokazała mu, że wcale na pierwszym przejeździe nie skończyła. A nie była to rzadkość - oznaczenie "DNF" (skrót od angielskiego "Did Not Finish", czyli "nie ukończyła") pojawiło się przy nazwisku 31 zawodniczek. Trzy inne zostały zaś zdyskwalifikowane.

Polka jechała dość zachowawczo. Można się tylko zastanawiać, czy było to związane jedynie z emocjami towarzyszącymi debiutowi olimpijskiemu, czy też dodatkowo - mając z tyłu głowy słowa Kota - skupiała się także na tym, by za wszelką cenę do mety dotrzeć.

Słowa Kota i całe podejście do sprawy wzburzyło zaś opinię publiczną. - Zrobiono wielką krzywdę tym dwóm młodym dziewczynom, rodzicom, trenerom, sztabom oraz narciarstwu alpejskiemu. Miałem bardzo duży smutek w sercu – opowiadał były panczenista Paweł Zygmunt w środowym studiu TVP Sport.

Drugi przejazd rozpocznie się o godz. 13.30. Wezmą w nim udział wszystkie zawodniczki, które ukończyły pierwszą próbę.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...