Przejmując kadrę, Maciej Maciusiak potraktował skoczków tak, jak powinien to zrobić poważny trener - narzucił im zasady. Przed sezonem śmiał się, że nie będzie musiał dzwonić do dziennikarzy i pytać, czy ktoś wyszedł na miasto podczas zawodów. Bo sam na to pozwoli, ale dopiero po medalu olimpijskim w duetach. I tak się stało. Miał jednak nadzieję, że nie będzie musiał gasić w kadrze żadnego pożaru. I tu się pomylił. Ale jego akcja ratunkowa była spektakularna.
Polska - Austria 3:1. To wynik olimpijskiej rywalizacji obu potęg światowych skoków na igrzyskach Mediolan/Cortina d'Ampezzo 2026. Pierwsza z tych potęg przeżywa ostatnio trudne lata, jest pogrążona w kryzysie, a ta druga jest absolutnym dominatorem dyscypliny. To nie sen, to nie kłamstwo - na igrzyskach ich starcie naprawdę skończyło się wynikiem 3:1 dla Polski.
Austriacy mieli o 100 podiów więcej. Ale to my mamy trzy medale, a oni jeden
My mamy dwa srebra i brąz, oni mają jedno złoto. Triumf z duetów, w których skończyliśmy ten szalony konkurs za nimi, jest cenny, ale powiedzieć, że Austriacy nie są usatysfakcjonowani swoim dorobkiem, to jakby nie powiedzieć nic. W końcu to oni w ostatnich trzech sezonach stawali na podium Pucharu Świata aż 104 razy! I to przełożyło się na tylko jeden medal na imprezie czterolecia. U nas trzy olimpijskie krążki pojawiły się po zaledwie czterech miejscach na podium w tym samym okresie. Przepaść i paradoks.