- Możemy być dumni, że mamy taką zawodniczkę. Ale jest odrobina żalu, bo medal był tak blisko, a przeszedł nam koło nosa - mówi Małgorzata Tlałka po siódmym miejscu Maryny Gąsienicy-Daniel w slalomie gigancie na igrzyskach olimpijskich Mediolan/Cortina d'Ampezzo 2026. Dawna gwiazda naszego narciarstwa jest przekonana, że Maryna mogła mieć srebrny medal.
Maryna Gąsienica-Daniel kapitalnie walczyła o medal olimpijski. Polka po pierwszym przejeździe giganta w Cortinie d’Ampezzo była 13., a w drugim przesunęła się na siódme miejsce. Niestety, do podium zabrakło jej 0,13 s.
- Myślę, że możemy być dumni, że mamy taką zawodniczkę. Maryna potwierdziła, że jest w ścisłej światowej czołówce. Ale jest odrobina żalu, bo medal był tak blisko, a przeszedł nam koło nosa – komentuje dla Sport.pl Małgorzata Tlałka.
Jedna z najlepszych na świecie alpejek z lat 80. XX wieku wskazuje błędy, jakie Maryna popełniła w pierwszym przejeździe. – Widziałam dwa. Ale przede wszystkim myślę o tym, co się stało przed metą. Maryna miała tam zły skok, ten błąd dużo ją kosztował [omal po nim nie upadła]. Zwłaszcza że zawody były tak wyrównane, tak trudne – analizuje zawodniczka, która w latach 1983-1987 osiem razy wjeżdżała na podium slalomów Pucharu Świata.